piątek, 30 października 2015

10 dpt


Objawów praktycznie nie mam wcale.

Jestem śpiąca tylko i troszkę boli mnie brzuch, ale za to głowa boli mnie strasznie.
Może to przez tą jesienną pogodę...
Co to znaczy okaże się już niedługo.

Wczoraj wieczorem strasznie się rozkleiłam. Pisaliśmy z moim M. i nie mogłam się opanować. Wpadłam w panikę, że znowu się nie uda.

Łzy same leciały mi z oczu. 

Im bliżej terminu bety tym gorzej czuje się psychicznie. Martwię się, przeżywam, płaczę. 

Targają mną straszne emocje. 

Miałam nie wychodzić z domu. Najchętniej to bym przespała całe te 2 tygodnie i obudziła się dopiero w dniu pobrania krwi.

Leżąc w łóżku doszłam do wniosku, że zwariuje.

Ogarnęłam się i o 10 pojechałam do przychodni do której mama poszła godzinę wcześniej do lekarza.

Prawie godzinę czekałyśmy. Takie było opóźnienie. 

Mama w styczniu lub lutym ma mieć operację. Jeśli zajdę w ciążę przyjadę do nich i będę im pomagać.
Wkońcu ktoś będzie musiał brata do szkoły wozić i odbierać, a siostra być może już wtedy będzie miała pracę zamiast wolontariatu. 

Mój M. i tak jest za granicą. Przyjeżdża na tydzień tak co 3 tygodnie, czasami co miesiąc.

Zobaczymy może wyjadę do niego...

Ale póki co nie mogę. 

Chcę wykorzystać wszystkie procedury w ramach programu.

Oby udało się jak najszybciej.

Po wizycie u lekarza pojechałyśmy jeszcze do urzędu. Tym razem ponad godzina czekania.

Do domu wróciłyśmy o 12:30. 

Położyłam się bo czułam się jakbym przebiegła maraton.

Strasznie senna jestem kolejny dzień.

Nie spałam jednak. Oglądaliśmy z bratem bajki.

Kolejny dzień jakoś minął.

Coraz bliżej do bety. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP