wtorek, 13 października 2015

11dc - wizyta InviMed

Wizytę miałam na 15. Jak zwykle przyjechałam za wcześnie.
Już o 14 byłam na miejscu. Jednak lekarz zaczyna dopiero od 15 przyjmować. Cierpliwie więc czekałam.

Odebrałam zaległe wyniki grupy krwi i okazało się, że jest coś jeszcze. Okazało się, że jest to karta wypisowa IVF. Wreszcie wiem jakiej klasy podali mi zarodek  4bI I pj w 2 dobie po punkcji.
Z tego co czytałam lepiej przyjmują się te 5 dniowe zarodki, które są już w stadium blastocysty.
Ten który mi podali mógł przestać rozwijać się przed dotarciem do tego 5-go dnia.
Mam zamrożone 2 5-dniowe zarodki. Więc może teraz mam większe szanse?
Chciałabym żeby podali mi teraz odrazu 2 zarodki :( zobaczymy co lekarz powie w czwartek. Wtedy ustali datę criotransferu i będę coś więcej wiedziała.
Tak bardzo bym chciała żeby teraz się udało :(((
Nie chcę kolejny raz przechodzić przez stymulację hormonalną i punkcję :((
Po hormonach źle się czuję, jestem marudna i cały czas bym jadła :))
Waga 3 kg do góry mi poszła przy stymulacji :) Ale waga to najmniejszy problem. Najważniejsze jest dziecko i dla niego mogę tyć :)
Oby tylko się udało :(((
Doktor przyszedł o 15:20.
Pierwszą pacjentkę poprosił 15:30 i nie byłam to ja. To była dziewczyna do transferu prawdopodobnie, bo cały czas piła wodę i biegała do łazienki.
15:38 - druga dziewczyna i znowu nie byłam to ja. Cholera.
15:45 - 3 weszła i znowu nie ja.
O 16 wyszła razem z doktorem.
Poszedł on na górę. Pewnie zrobić transfer. Szybko wrócił.
16:07 - 4 weszła.
16:12 - 5 weszła. I doktor znowu poszedł na górę.
Czy oni o mnie zapomnieli?
Jak nie uda się tym razem to chyba zmienię lekarza do następnej procedury.
Denerwuje mnie to strasznie. Lekarz przychodzi spóźniony, a mimo, że jestem pierwsza to już 5 kobiet weszło przede mną. To jakieś nieporozumienie. Chyba, że wszystkie miałyśmy na 15???
16:22 wrócił.
16:33 weszła 6 i znowu to nie ja.
Już mnie nerwy wzięły.
Zapytałam się w rejestracji co jest grane i o co tu chodzi. Mam na 15, a już 1,5 godziny opóźnienia. 6 weszło przede mną. Dziewczyna w rejestracji na to, że to lekarz decyduje kogo woła. Nie obchodzi  mnie to. Ile można czekać. To nie poważne. Zapisują po 3 osoby na jedną godzinę, a później nic dziwnego, że są opóźnienia. Każdy z nas ma swoje sprawy, obowiązki itp. Liczę się z opóźnieniem bo wiem jak to wygląda od środka. Jednak 2 godziny opóźnienia to już przesada. Przecież to nie szpital gdzie wjeżdżają co chwilę wypadki, udary czy inne pilne stany przez które robią się opóźnienia.
Pracuję w szpitalu właśnie takim mającym sor i to jedyny na cały powiat, który dyżuruje całą dobę, więc dobrze wiem co mówię. Nawet u nas nie ma 2 godzin opóźnienia mimo, że to szpital i co chwilę wjeżdżają nam pilne przypadki. Jak już jest godzina opóźnienia to ludzie się awanturują. Nie potrafią zrozumieć tego, że to szpital. Potrafią nawet ,,wpychać" się do środka mimo, że do pracowni wjeżdża pacjent na łóżku w ciężkim stanie.
Ale przecież tu jest Klinika, nie szpital. Nie wjeżdżają tu karetki z nagłym stanami.
Dlatego denerwuje mnie to co się dzieje.
16:43 wyszli razem z lekarzem na górę.
16:47 wrócił lekarz i zawołał 7 pacjentkę i znowu to nie byłam ja.
Fuck...
16:52 wyszli hmm niezłe tempo wizyty całe 5 minut.
Weszła kolejna 8.
Trzęsie mnie już normalnie ze złości.
Lekarz woła jak mu się podoba nie zwracając uwagi na kolejność.
Znowu poszedł na górę. Pewnie transfery robi w między czasie.
O 17:00 wrócił.
17:07 weszłam jako 9 pacjentka (!!!!), a już 17:12 wyszłam.
Pęcherzyk z prawej strony ma już dziś 22mm.
W czwartek widzimy się znowu żeby potwierdzić, że doszło do owulacji.
Wizyta mega szybka.
Na koniec dodał, że przeprasza, że tyle musiałam czekać. Co mi z jego przeprosin. Ponad 2 godziny opóźnienia. Byłam godzinę wcześniej więc ponad 3 godziny czekałam, ale co tam.
Dobrze, że jak mam wizytę biorę dzień wolny.
I wiem już, że nie podadzą mi 2 zarodków.
Dopiero po 3 nieudanych procedurach mogą w programie podać więcej niż 1 zarodek. Więc dupa...
Liczę na to, że ten który mi podadzą będzie silny i przetrwa.
17:20 ruszyłam spod kliniki, a 19:20 byłam u siebie. Pół godziny dłużej przez korki. Do tego cały dzień padało, nawet jak wracałam.
Ech w czwartek powtórka z rozrywki...
Jak ja kocham jeździć do tej stolicy...

Pamiątkowe zdjęcie z wizyty 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP