czwartek, 15 października 2015

13 dc - wizyta InviMed. Lutinus - dobre bo niemieckie?


Wizytę miałam na 15:40.

Od siebie wyjechałam o 13:35 to i tak byłam sporo wcześniej bo już o 15:00.
Paralictwo na drodze wyjątkowo bardzo mnie dziś denerwowało.
Te wszystkie niedorozwoje jadące wolno lewym pasem... brrrrr....

Jak przyjechałam do kliniki o dziwo nie było tłumów na korytarzu. Raptem 2 osoby. W rejestracji dowiedziałam się, że lekarz już przyjmuje. Sukces.
Mimo małej ilości pacjentek i tak zrobiło się opóźnienie.
16:00 - ja nadal nie weszłam...

Do gabinetu weszłam o 16:22.
Nie tak źle. Tylko 40 minut opóźnienia.
16:30 wyszłam z gabinetu.
Pęcherzyk pękł tak jak lekarz się spodziewał.
Transfer we wtorek 20 października o 16.

Tym razem mam od jutra brać lutinus 3 razy dziennie po 1 tabletce.
Zmartwiła mnie nazywa tego leku. Czytałam na forum jaka jest kosmiczna różnica w cenie między luteiną a lutinusem, ale aż tak ogromnej się nie spodziewałam.
Liczyłam się z wydatkiem rzędu 200zł.
W aptece prawie zawału bym dostała słysząc cenę. Jedno opakowanie 21 tabletek 126zł!!!!! Za 3 opakowania zapłaciłam 378zł!!
Masakra...

Lutinus nie jest refundowaney, a luteina tak.
Za 3 opakowania luteiny z receptą zapłaciłam ostatnio 10,68 zł. Różnica jest kosmiczna.
Bez recepty za luteinę zapłaciłam 54,40zł - zabrakło mi tabletek na 2 dni, więc kupiłam bez recepty.
Różnica kolosalna. 54,40 zł, a 126 zł za jedno opakowanie.
Nie rozumiem tego.
Tym bardziej, że jedno i drugie ma 100 mg progesteronu. Luteina produkowana w Polsce kolo Warszawy, a Lutinus niemiecki. Hmmm...  

Pytałam lekarza o to. Powiedział, że tym razem daje lutinus, bo jest lepszy. W aptece kobieta powiedziała, że podobno mniej się pieni.
Hmm jeśli to jego jedyny plus to dziękuję bardzo za taki lek.
367 zł mam płacić więcej tylko dlatego, że mniej się pieni...
Tym bardziej, że ja przy stosowaniu luteiny nie zauważyłam strasznego pienienia. Musiałam jedynie stosować wkładki, bo miałam upławy. Pewnie z tej rozpuszczonej tabletki.
Od jutra będę je stosować, więc zobaczę czy będzie różnica.

Korki były dziś mniejsze niż we wtorek. Może dlatego, że wcześniej wyjechałam, bo o 16:40 ruszyłam spod kliniki.
Byłam głodna jak cholera. Podjechałam w Łomiankach do Maca, a on zamknięty. Miałam wielką ochotę na nagetsy i chrupserki. Musiałam obejść się smakiem.
Dobrze, że miałam ze sobą chociaż jogurt pitny :)))

Z tego wszystkiego nabrałam ochoty na rosół i na jajecznicę.
Weszłam do Biedronki po potrzebne produkty. Przy okazji zaopatrzyłam się w fajną rzecz - malutką ceramiczną patelnię. Idealna dla jednej osoby. Akurat na moją jajecznicę dla mnie samej. 


Wsiadając do samochodu znowu miałam traumatyczne przeżycie. Samochód nie chciał mi odpalić, a nawet gorzej. On nawet nie reagował na przekręcanie kluczyka. 

Już tak kiedyś miałam. 
Pojechaliśmy na święta do babci całą rodziną. Tak akurat wyszło, że moim samochodem. Gdy już mieliśmy wracać do domu auto nie chciało odpalić. Tak samo jak dziś nie reagował na przekręcanie kluczyka. Wujek coś pomajstrował przy stacyjce i jakoś odpalił. Od babci pojechaliśmy do dziadka i bum. Znowu to samo. I już nie odpalił. Musiałam zostawić samochód, pożyczyć od rodziców ich auto i nim wrócić do siebie do domu. Następnego dnia siostra ze swoim chłopakiem holowali mój samochód do mechanika. W pierwszej wersji myślał, że będzie do wymiany rozrusznik. Po rozkręceniu auta okazało się, że tylko jakiś kabelek przy rozruszniku się przerwał i dlatego nie reagował na przekręcanie kluczyka. Rozebrane samochodu na części żeby się tam dostać i naprawa przerwanego kabla i tak sporo kosztowała. Dobre to, że chociaż mniej o cenę nowego. rozrusznika.

Ta sytuacja spod biedronki przestraszyła mnie cholera. Bo tego tylko mi brakuje, żeby samochód padł :(( 
Kilka razy przekręciłam kluczyk i nie było reakcji. Za którymś podejściem wreszcie zareagował i odpalił, więc mogłam jechać pod blok. 
Gdy zaparkowałam kilka razy wyłączyłam go jeszcze i włączyłam i niby odpalał. 
Hmmm.......
Ciekawe czy jutro rano odpali bez problemu???

Po dotarciu do domu wstawiłam rosół i zrobiłam pyszną jajecznicę z 3 małych jajek ze szczypiorkiem:))) Zjadłam ją z 2 malutkimi krokami chleba kukurydzianego z szynką z kurczaka, serkiem Twój Smak i pomidorem :) Pyszne :)))


Patelnia sprawdziła się super. Nic nie przywiera :))) idealna :)))
Rosół będę miała na jutro na obiad jak wrócę z pracy. Muszę tylko kupić makaron ryżowy, bo tego kukurydzianego mam już dość :))))

Szkoda, że mojego M nie ma... On robi najlepszą pomidorową... Przyjedzie to mu nie przepuszczę :)

Taka dzisiejsza ja. Robienie zdjęcia w łazience z pobytu w klinice chyba stało się moim nawykiem :) hehe


2 komentarze

  1. Mi też wmawiali,że lutinus jest lepszy bo nie uczyla.Mnie natomiast uczulała cena, więc zdecydowałam się na luteinę.Moja koleżanka po lutinusie miała słaby progesteron i jak zmieniła na luteina, nastąpiła kolosalna poprawa.Jeden ciul!a cena!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No dokładnie. Ja też specjalnych różnic nie zauważyłam w stosowaniu. Chociaż luteina jakby powodowała bardziej gęste te białe upławy.
      Po tym lutinusie niby hcg mi skoczyło do góry troszkę, po czym spadło, ale wątpię żeby to był wpływ lutinusa.
      Przy drugim transferze poprostu podali mi 5 dniowy zarodek i był silniejszy :)
      Ciekawe co teraz wpisze mi ten doktor.
      Wolę oczywiście tańszą luteinę

      Usuń

TOP