piątek, 23 października 2015

3 dpt - 420 km, 9 godzin w drodze


Zalałam zwolnienie zmywaczem w dniu transferu. Myślałam, że jakoś przejdzie. Jednak się pomyliłam. Zaczęło się to tak...

Wstałam o 7:30. Musiałam brata zawieźć do szkoły na 9. Odprowadziłam go do szatni, a później nawet pod klasę.
Zadanie pierwsze dzisiejszego dnia wykonałam bez problemu. Później było tylko pod górkę.

Pojechałyśmy z siostrą do P. zawieźć zwolnienie lekarskie - 85 km w jedną stronę.
Po dotarciu na miejsce podjechałam najpierw do banku wypłacić euro.
Później do pracy. W kadrach okazało się, że niestety muszę jechać do Warszawy, żeby lekarz poprawił zwolnienie i przystawł pieczątki w miejscu poprawek.

Zadzwoniłam do kliniki czy lekarz przyjmie mnie z czymś takim. Pani przez telefon powiedziała, że lekarz ma komplet pacjentek, ale żeby przyjechać w godzinach pracy lekarza czyli do 15.

Hmmm fajnie. Musiałyśmy jechać ponad 100 km przez głupi zmywacz i mój brak koordynacji ruchowej...

Pojechałyśmy jeszcze na pocztę odebrać paczkę z empiku.
Miesiąc czekałam na mój własny egzemplarz książki Kasi Tusk ,,Elementarz stylu", którą zamówiłam w przedsprzedaży. Okładka troszkę przyszła pobrudzona jednak zwalam to na niższą cenę. Liczyłam też na wpis od autorki, którego jednak nie ma.

W paczce była też książka ,,Radzka radzi: Tobie dobrze w tym!" Magdaleny Kanoniak na którą też czekałam.

Siedzę na zwolnieniu to będę miała czas poczytać.

Z poczty poszłyśmy jeszcze do galerii do kantoru wymienić euro i wpłacić je odrazu na konto.
Zaopatrzyłyśmy się w kanapki w Subwayu i mogłyśmy ruszyć w drogę.

Dotarłyśmy do kliniki o 13. Powiedziałam w rejestracji o co chodzi. Dziewczyna kazała mi czekać. Czekałyśmy godzinę i mnie nie wołały.
Przyjechałam tylko po głupią pieczątkę...

W końcu jak wyszła kolejna pacjentka podeszłam do rejestracji czy mogę wejść po te pieczątki teraz między pacjentami.
Kazały zapukać i tak też zrobiłam.

Lekarz rozmawiał z kimś przez telefon więc nie wchodziłam. Zaczęłam na zewnątrz, a wyszedl do mnie jak skończył.
Powiedziałam, że potrzebuje pomocy bo zalałam zwolnienie zmywaczem do paznokci :)))

Lekarza nie bardzo to rozbawiło. W sumie to mało jest kontaktowy i rozmowny.
Podbił pieczątki, napisał co trzeba i mogłam uciekać.

Znowu powrót do P. ponad 100 km zawieźć te nieszczęsne zwolnienie.

Wstąpiłyśmy jeszcze do mojego mieszkania zabrać jedzenie, które ma krótki termin przydatności i ubrania w których nie chodzę. Wzięłam też lutinus żeby mi nie zabrakło bo mam zamiar siedzieć u rodziców jeszcze tydzień.

Spakowane ruszyłyśmy do pracy. Zostawiłam zwolnienie. Chwilę poplotkowałyśmy z koleżankami.
Wzięłam grafik na listopad. Oczywiście odrazu mnie zdenerwował. Dziewczyny się śmiały, że nie będzie mnie już dotyczył. One mają przeczucie, że nie wrócę. Ciekawe...

Mój M. też tak czuję, siostra też, teraz koleżanki...
Niedługo się okaże...

Jazda do domu rodziców spowrotem kolejne 85 km. O 18 dotarłyśmy do domu.
Łącznie wyszło nam 420 km - 9 godzin.
Wszystko przez te nieszczęsne L4 :)

Przeziębienie dalej mnie męczy. O ile gardło troszkę mniej mi dokucza, to nos nadrabia. Nie mogę już normalnie oddychać. Mam zatkany nos i co chwilę mi z niego kapie. Masakra jakaś. Mleko z miodem w dalszym ciągu plus herbatka z sokiem malinowym. Mama dała mi też sól morską do nosa, jednak nic nie pomaga :((

Dzisiejsze objawy:
- ból brzucha
- ból kręgosłupa (być może spowodowany długą jazdą samochodem)
- ból głowy i zawroty
W nowej sukience z Mohito :) nie bardzo widać, płaszczyk zakrywa :)

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP