poniedziałek, 26 października 2015

6 dpt - ciekawy sen i przygoda przez mechanika. Nigdy więcej!


Hmm dzień zaczęłam dość dziwnie, a mianowicie udało mi się zapamiętać sen.

Napisałam dziwnie ponieważ rzadko coś mi się śni, a przynajmniej zazwyczaj tego nie pamiętam.

Wczoraj wieczorem rozmawiałyśmy z siostrą i koleżankami, że chyba powinnyśmy odezwać się do naszej koleżanki. Obraziła się na nas i nie chce mieć z nami kontaktu. Przykra sprawa bo znamy się od zerówki.
Stwierdziła, że czuje się niepotrzebna w naszym towarzystwie, nie chciana itp co oczywiście nie jest prawdą.
Zerwała z nami kontakt po tym jak byłyśmy na wieczorze panieńskim jednej z naszych koleżanek. 
Jej wtedy jeszcze przyszły mąż na swój kawalerski nie zaprosił jej męża. Chłopacy po prostu nie są z nim dobrymi kolegami, a na takie wieczory zaprasza się najbliższe osoby. 

Po tej sytuacji nagle obraziła się na nas. Wygarnęła wszystkie sytuacje w których czuła się jak piąte koło u wozu. Oczywiste to tylko jej odczucia. My nigdy jej tak nie traktowałyśmy. 

Smutna sytuacja. Po ponad 20 latach przyjaźni nagle coś takiego...
Ale może coś jej się porobiło przez hormony? Kto wie. Pierwszą ciążę poroniła. Teraz jest w kolejnej.
Brakuje nam naszej przyjaciółki.
Wczoraj i dziś siostra do niej pisała, ale niestety ona dalej nie chce nas znać. Tak nam jej brakuje... a ona tak obraża się... tak naprawdę bez powodu.

W każdym bądź razie. Po tej rozmowie o naszej straconej przyjaciółce coś chyba musiało siedzieć mi w głowie, bo śniła mi się! Szok! Śmiało mi się, że spotkałyśmy się i rozmawiałyśmy o jej ciąży, o moich problemach z zajściem w nią. Głaskałam jej brzuch... Powiedziała, że czuje, że też jestem w ciąży. Podwójny szok. 

Wiem, że to tylko sen. Śmiałam o tym o czym marzę i czego chcę. Podświadomość zadziałała stąd taki sen.
Jednak bardzo miły i dający nadzieję.
Oby się udało. Ciąża i ponowny kontakt z naszą przyjaciółką.

O 7:40 ja, siostra i jej chłopak zawieźliśmy Małego do szkoły pojechaliśmy odrazu do mechanika. Chciałam wymienić w moim Audi filtr paliwa i przy okazji sprawdzić świece zapłonowe, bo coś długo kręci przy odpalaniu.

Okazało się,że ma to potrwać około godzinę. Wróciliśmy więc po drugi samochód i pojechaliśmy na 2 auta spowrotem.
Powiedziałam co mają wymienić i sprawdzić, podałam numer telefonu i zaznaczyłam, żeby nic dodatkowo nie wymieniali bez konsultacji ze mną. Zostawiłam kluczyki i mieliśmy wrócić za godzinę.

Pojechaliśmy jeszcze do urzędu pracy - siostra musiała podpisać się (jako osoba będąca na wolontariacie nadal była bezrobotna).

Czytałam z nudów ogłoszenia na tablicy. Nagle ktoś mnie zagadał. Okazało się, że to kolega z liceum. Poznał mnie mimo, że stałam tyłem do niego, a przodem do tablicy ogłoszeń. Hehe śmieszne ;)

Pytał się co tu robię. To powiedziałam, że przyjechałam z siostrą. Wymieniliśmy parę słów na temat problemu w znalezieniu pracy mimo posiadania konkretnego zawodu. Powiedział też, że on sam pracuje właśnie w tym urzędzie. Ciekawa informacja.
8 lat minęło jakby nie było od skończenia liceum. 

Ale, że mnie tak poznał? Po tylu latach i tylu kg więcej? :)))) hihi

Siostra zalatwila sprawę w urzędzie i pojechaliśmy do domu zjeść śniadanie.
Zjedliśmy pyszny omlet i kanapki i czekaliśmy na kontakt.

Po 10:20 zadzwonił telefon, że Audi jest już do odbioru to odrazu pojechaliśmy go odebrać. 

Zapłaciłam 58 zł (38 zł filtr paliwa i 20 zł wymiana). Świece okazały się dobre.

Wzięłam wizytówkę i paragon i wsiadłyśmy z siostrą do samochodu, bo musiałyśmy odebrać brata ze szkoły o 11:15.

Audi przełączone było na gaz, ale podobno tak musiało być przy wymianie filtra.
W czasie jazdy zmieniłam na gaz i przeżyłam szok. Audi wcale się nie radziło, szarpało, nie miało mocy na każdym biegu nawet na 1, falowały mu obroty.
Wściekła zaczęłam krzyczeć i wybierać numer do mechanika.
Siostra próbowała mnie uspokoić, ale nie dała rady.
Wpadłam w szał. Może to przez te hormony jestem taka pobudzona.
Numer z którego dzwonili nie odbierał, więc wybrałam ten z wizytówki.
Odebrał syn właściciela. Z prędkością światła wypaliłam co się stało i, że tak nie może być. Zostawiam samochód który jedynie długo kręci. Poza tym jeździ idealnie na gazie i paliwie, a odbieram samochód, który się nie radzi na gazie.
Powiedział, żeby podjechać. I tak zrobiłam. Nawet gdyby miał jakieś opory przed tym.

Pod szkołą siostra przesiadła się do samochodu swojego chłopaka i poszła odebrać brata.
A ja i jej chłopak pojechaliśmy moim nieszczęsnym autem do warsztatu.
Wpadłam tam jak burza. Właściciel odrazu kazał wjechać do pierwszych drzwi garażu.
Wjechałam i ze złością powiedziałam co się dzieje.
Zaczęli sprawdzać, kombinować. 
Właściciel zaczął się tłumaczyć, że nic z gazem nie robili. To powiedziałam, że coś musieli robić skoro samochód chodził przed wstawieniem do nich, a teraz nie radzi się. 

Powiedziałam jeszcze parę słów i wsiadłam do samochodu zła zostawiając mechaników z chłopakiem siostry. Ten z kolei spokojny jak nie wiem co. Taki opanowany. Nie to co ja. 

Nie lubię takich sytuacji. Zostawiam samochód na prostą wymianę, a odbieram zepsuty.

Wkońcu udało się im dojść do tego co się stało. Przy sprawdzianu świec poruszyli kabel od zaworku gazu i rozłączyli go. Dlatego nie chodził dobrze na gazie. Poprawił chłopak to co złe robił i obroty nagle się wyrównały. 

Ruszyłyśmy do domu i wszystko już było dobrze.

Wróciliśmy do domu. Chłopak siostry pojechał do siebie do domu. Mama i siostrą pojechały myć groby na cmentarz. Ja zostałam z Małym w domu.
Tata wrócił godzinę później z wizyty od lekarza z Warszawy (miał kontrolę na onkologii). Na szczęście wszystko ok.

Strasznie zmęczona byłam przez ten stres związany z mechanikami. Po 13 położyłam się pod koc.

Podsumowując dzisiejszy dzień:
Nigdy więcej nie jeżdżę już do żadnych mechaników.
Nie mam dobrych wspomień z nimi.
Oszuści i naciągacze.
Jak miałam Clio i pojechałam sama to krzyknęli mi o 600 zł więcej niż jak później przyjechałam z moim M. !
Tak się babę naciąga w warsztatach. 

A takich sytuacji miałam już mnóstwo. Poza tym pokazują w telewizji programy z pracy takich mechaników. To daje sporo do myślenia.

Co do moich dzisiejszych objawów:
- lekki ból brzucha
- zmęczenie i brak sił
- senność
- drażliwość i nerwowość
- wzdęty brzuch
- ból kręgosłupa
- ból głowy
- spuchnięcie stóp (uczucie ciasnych butów)
- szybkie męczenie się mimo zerowego prawie wysiłku
- zgaga po wypiciu herbaty z cytryną po 16:00 (codziennie piję kilka i nigdy tak nie miałam)
- pierogi ze szpinakiem i fetą, które tak ostatnio mi smakowały dziś mi nie podchodzą. Śmierdzą liściami. Zjadłam jednego tylko(!) I po nim dalej mam zgagę. Szok.
Wieczorem zrobiłam drugie podejście do pieroga i niestety. Ugryzłam i myślałam, że mi się cofnie.
Zjadłam bułkę z serkiem Twój Smak śmietankowym i zielonym ogórkiem.
- temperatura 37,2 (37,1) ???

Mama właśnie zwróciła mi uwagę na jeszcze jedną rzecz.
Cały czas piję. Co chwilę robię herbatki z cytryną, piję wodę lub mleko z miodem.
Na gazowane napoje wcale nie mam ochoty i tak samo na kawę rozpuszczalną z mlekiem, którą tak lubiłam.

Poza tym skoro dużo piję to i często chodzę do toalety.

Dużą ilość wypijanych płynów tłumaczę sobie suchością w gardle przez przeziębienie, a te powoli przechodzi. Kaszel troszkę męczy. Nos dla odmiany mniej.

Na sam koniec dnia ktoś popsuł mi humor do reszty. Jakby ten mechanik to było mało na jeden dzień.
Zadzwoniła koordynatorka z mojej drugiej pracy w której jestem zatrudniona na zlecanie. Podobno ,,góra" jest niezadowolona z tego,że jestem wpisana w grafik, a później mnie nie ma. 

Nie ma mnie bo mam lekarza, albo jestem po transferze. Nie dlatego, że nie chcę pracować. Kazała mi jutro zadzwonić do kierowniczi powiedzieć o co chodzi. 

To moja osobista sprawa. Nie chciałam wtajemniczać w to dyskrecji, ale chyba nie mam wyjścia. Dziś jeden kolega właśnie dostał wypowiedzenie. Nagle. 

Dlatego koleżanka koordynatorka zadzwoniła mnie ostrzeć i lepiej powiedzieć o co chodzi.
Jutro rano czeka mnie więc trudna rozmowa...

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP