czwartek, 8 października 2015

Moto prawko...


23 września 2015 roku miałam testy na prawko na motocykl.
Poszły mi bardzo dobrze.
74 punkty na 74 ;)
Lepiej być nie mogło ;)


Troszkę miałam stres jednak postanowiłam spokojnie i dokładnie czytać pytania i udało się.
Wchodząc do sali komputerowej najpierw trzeba było podejść do egzaminatora i podać dowód osobisty w celu sprawdzenia danych.
Weszłam druga. Podałam dowód młodemu mężczyźnie, a ten zmierzył mnie od stóp do głów.
Głupio się poczułam.
Jakby te spojrzenie miało znaczyć, że nie nadaję się na kierowcę motocykla?
A może zdziwił go adres z dowodu?
W dowodzie mam wpisany adres zameldowania, który jest 85 km od miejsca w którym aktualnie mieszkam i w którym podchodziłam do egzaminu.
Sama nie wiem o co mu chodziło.
Oddał mi dokument i podał numer stanowiska przy którym mam usiąść.
Cały czas czułam jego wzrok na sobie, co nie pozwalało mi się skupić na rozwiązywaniu testów.
Musiałam czytać  dokładnie i ze zrozumieniem mimo, że testy te rozwiązywałam już milion razy.
Dotarłam do ostatniego pytania. Pojawiła się opcja na ,,zakończ egzamin''.
I wtedy On  znowu stanął obok mnie.
Widział, że waham się przed wciśnięciem tego przycisku.
Powiedział do mnie ze spokojem żeby wcisnąć i tak też zrobiłam.
Na ekranie pojawiła się informacja,że zdobyłam 74 na 74 punkty.
Odetchnęłam z ulgą ...
Młody Pan egzaminator pogratulował mi wyniku, na co ja odparłam, że gorzej będzie teraz z praktycznym.
Na co On przy wszystkich obecnych na sali powiedział ,,Tylko na  egzamin praktyczny chyba nie przyjdzie Pani tak ubrana?".

Tak byłam ubrana na egzamin teoretyczny (plus skórzana ramoneska):


W tym momencie myślałam, że zapadnę się pod ziemię :(
Powiedziałam, że niestety, ale w sukience nie da rady na motorze.
Podziękowałam, powiedziałam dowodzenia i szybko wyszłam z  sali.
Zawstydził mnie troszkę.
Miałam tylko nadzieję, że więcej go nie spotkam.


2 tygodnie później okazało się jak bardzo się myliłam...
Aż nadszedł sądny dzień egzaminu praktycznego.
Wczoraj tj  7 października 2015 roku przyszło mi podchodzić do tegoż wyczekanego egzaminu.
Rano miałam jeszcze jazdy od 10 do 11:30, podczas których robiłam takie błędy jakich nigdy nie robiłam.
Od rana byłam przerażona wizją  egzaminu.
Pogoda się pogorszyła. Było bardzo zimno i wiał wielki wiatr.
Jak jeździłam traciłam czucie w palcach ;)
Nic tego dnia mi nie wychodziło.
Mimo, że idealnie byłam przygotowana, umiałam wszystkie manewry itp.
Stres od rana robił swoje i nie mogłam się opanować.
Po 11:30 byłam już w WORDZIE.
Czekałam na wywołanie. Po 12 padł komunikat żeby osoby zdające na  kategorię A wyszły na plac.
Wyszłam i zamurowało mnie. Myślałam, że dostanę palpitacji serca albo zejdę na zawał. Na egzamin wołał właśnie Ten egzaminator!
Miałam jeszcze taką cichą nadzieję, że może tylko sprawdzi dowody i tyle, a ktoś inny będzie nas egzaminował.
Sprawdzając mój dowód znowu zmierzył mnie wzrokiem.
Znowu te dziwne uczucie...
Kazał nam wsiąść do 4 samochodu. Byłam w takim szoku, że nie wiedziałam który to samochód. Poszłam za mężczyzną który też w tym dniu miał zdawać ze mną.
Usiadłam w samochodzie i zaczęłam się trząść. Autentycznie.
Nie wiem czy bardziej z nerwów czy z zimna. Przerażenie moje sięgnęło zenitu. Wiedziałam już, że się nie uda. Chłopak który zdawał ze mną był opanowany, bał  się jedynie górki.
A ja? Nagle zaczęłam bać się wszystkiego.
Ja. Osoba która umiała doskonale wszystkie manewry.
Młody egzaminator wsiadł do samochodu. W lusterku wstecznym widziałam jak się patrzy na mnie i uśmiecha.
Rozmawiał z nami i żartował w czasie gdy wiózł nas na plac.
Nawet fajny facet. Przystojny i miły. Onieśmielał mnie cholera.
Wiedziałam, że nie zdam.
Dojechaliśmy na miejsce gdzie dotarł już drugi starszy pan, który przygotował plac i motocykl.
Młody kazał założyć nam ochraniacze na łokcie i kolana.
Nie umiałam ich założyć i powiedziałam mu to, że nie wiem jak to założyć, a w końcu jak udało mi się uporać z ochraniaczami na łokcie stwierdziłam, że są nie wygodne.
Na co On powiedział dwuznacznie ,,pewnie woli Pani bez" i jeszcze głupkowato się uśmiechnął.
To już dodatkowo mnie onieśmieliło.
Chłopak przede mną pierwszy zdawał i poległ na górce tak jak się obawiał.
Przyszła moja kolej. Miałam sprawdzić światła awaryjne, sygnał dźwiękowy i łańcuch.
Później przeprowadzić motocykl. To poszło mi bez problemu, chociaż miałam dziwne wrażenie, że jest cięższy niż ten na którym się uczyłam.
Chociaż to mało możliwe bo to taka sama Yamaha XJ6, tylko tyle, że ta na egzaminie jest nowsza.
Następnie miałam przygotować się do jazdy i ruszyć do wyznaczonego miejsca z  którego później wjeżdża się na ,,ósmkę".
Wyjechałam bez problemu. Wszystko leciutko chodziło jak na nówkę przystało.
Ruszyłam na ,,ósmkę" i zrobiłam  coś co nie zdarzało mi się. Podparłam się nogą. Masakra. Jak można zrobić tak głupi błąd. Egzaminator kazał wyjechać i zacząć jeszcze raz.
Wyjechałam i ustawiając się w miejscu z którego się rusza zrobiłam coś jeszcze gorszego.
Hamując  nie wiem jak to się stało nie utrzymałam  motocykla i przewróciłam go.
I tak zakończył się mój egzamin praktyczny.
Wstyd jak cholera.
Wyszłam na idiotkę, która przychodzi na egzamin, a nie potrafi nawet się zatrzymać i utrzymać motocykla.
Porażka.
Jak ja mam teraz tam wrócić:(
Tylko on jeden egzaminuje na motocykl.
Tragedia.
Wsiedliśmy do samochodu żeby wrócić do WORDU.
Znowu luźno rozmawialiśmy, żartowaliśmy.
Powiedziałam, że przy takim stresie jaki mam to nigdy nie uda mi się zdać, a tylko z Panem egzaminatorem będę się często widywać jak będzie mi tak szło jak podczas tego egzaminu.
Pan egzaminator na to, że może zostaniemy znajomymi na fb.
Hehe
Znowu te jego teksty. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czy on  taki jest i każdą tak zaczepia?
Powiedziałam, że nie da rady bo nawet nie  wiem jak się Pan  nazywa.
A On na to, że mam na pieczątce i znowu ten uśmiech.
Ale później szybko sprostował, że nie ma wcale fb.
hmm...
Rozmawialiśmy jeszcze o tym, że rzadko ktoś zdaje za pierwszym razem, że przychodzą faceci którzy jeżdżą lata bez prawka, a polegają na placu.
Gdy wróciliśmy do WORDU chciałam tylko jak najszybciej oddalić się od  Niego.
Onieśmiela mnie i zawstydza ten przystojny egzaminator.
A najgorsze jest to, że znowu do niego trafię... i być może to nie będzie tylko jeden raz...


Ps. Wiadomości z dzisiaj.
Dzwonił mój instruktor żeby mnie zmobilizować. Kazał mi się nie poddawać. Próbować do skutku.
Mówił, że przecież wszystko umiem i to dobrze. Muszę tylko opanować nerwy i stres i pokazać to co umiem.
A umiem.
Naprawdę.
Instruktor powiedział mi już na samym początku, że mam talent, w momencie gdy wolny slalom przejechałam za pierwszym podejściem ;)
Tata kierowca, dziadek też był kiedyś ;)
Samochodem jeżdżę już 9 lat i przejechałam ogrom kilometrów. Za kierownicą samochodu nie ma na mnie mocnych:)
Muszę dać radę i zdać ten cholerny egzamin na motocykl i spełnić  swoje marzenia...
Nie chcę 125 ;) to się nie radzi:)
Chcę minimum 600 ;)
Najgorzej, że w tym roku zostało mi mało czasu. Może tydzień. Później będę miała transfer i znowu 2  tygodnie będę się oszczędzała, a można tylko do listopada zdawać. Jak teraz się nie uda to dopiero na wiosnę...


Ja na placu ćwiczę ,,ósemki'' ;)


A tu wjechało mi się po krawężniku na pobocze ;) nie mogłam się z niego ruszyć ;) Z przodu były krzaki ;)
Nie mogłam postawić motocykla na stopce bo w miejscu w którym stanęłam było wyżej i nie mogłam opuścić stopki ;) hehe utknęłam i musiałam wołać instruktora żeby mi pomógł ;) Gdyby był płaski teren postawiłabym stopkę, zeszła z motocykla i przeprowadziłabym go do tyłu na wyłączonym silniku ;)
Ale niestety utknęłam heheh, a było 35 stopni ;) myślałam, że ugotuję się w tej kurtce i kasku ;)
Gdy udało mi się zejść z motocykla z 10 minut przeczekałam w tych krzakach w cieniu ;))))
Oj wesoło miał ze mną ten mój instruktor Krzysiek ;) znosił  te wszystkie moje wrzaski i krzyki jak mi się coś udawało ;)Na pewno będzie mu brakowało takiej szalonej wariatki ;)

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP