piątek, 9 października 2015

Puknięcie :)


Takiego pecha mogę mieć tylko ja...
Ech...

Dziś miałam do pracy na 14. Stwierdziłam, że najpierw podjadę do WORDu zapytać na kiedy mają najbliższy termin na egzamin praktyczny na kategorię A.
Informacja którą uzyskałam nie ucieszyła mnie niestety. Najbliższy wolny termin jest na 20 października, a wtedy być może będę miała drugi transfer. Więc niestety w tym roku nie uda mi się drugi raz podejść do egzaminu. Zapisałam na kartce swoje nazwisko i numer telefonu z prośbą o kontakt w razie gdyby ktoś zrezygnował, ale to jest niestety mało prawdopodobne...

Troszkę rozczarowana wsiadłam do samochodu i ruszyłam do pracy. Jadąc zwróciłam uwagę na jadący w moim  kierunku motocykl nauki jazdy. Za nim jechał nie kto inny jak samochód egzaminatora z Nim we własnej osobie, na siedzeniu obok kierowcy. Szok. Czy ja muszę na tego człowieka teraz cały czas trafiać? Wyprowadziło mnie to troszkę z równowagi i nie mogłam skupić się na drodze. Dobrze, że on mnie nie widział. 

Rozmyślając o egzaminie i o in vitro zagapiłam się na kolejnych światłach i skracając na skrzyżowaniu wjechałam w samochód jadący przede mną.
Nie wiem jak to się stało. Nigdy takie sytuacje mi się nie zdarzają żeby w kogoś wjechać. Tzn nic takiego tak naprawdę się nie stało. Dziewczyna jadąca przede mną zieloną corsą nagle zachamowała, gdyż na pasy wbiegł jej niespodziewanie pieszy, a ja już nie zdążyłam wyhamować i lekko puknęłam moim audi corsinę. Zjechałyśmy obie na pobocze. Wyskoczyłam z samochodu jak poparzona żeby szybko ocenić stan corsy. Dziewczyna wyszła rozmawiając z kimś przez telefon, później się okazało, że z chłopakiem, właścicielem samochodu którym jechała. Obejrzałam dokładnie miejsce dotknięcia się samochodów. Nie było na jej samochodzie najmniejszego nawet śladu. Zero rys, wgnieceń itp. Po prostu przy zahamowaniu jeden samochód dotknął się zderzakiem z drugim. Byłam tak samo w szoku jak ta dziewczyna, ale obie widziałyśmy, że nic się nic stało z samochodami. Dałam jej numer telefonu - teraz już wiem, że nie potrzebnie - bo mówiła, że to samochód chłopaka i prosił żeby wzięła. Nie czułam żadnego podstępu czy coś takiego. Zresztą zazwyczaj ufam ludziom i nie podejrzewam o złe zamiary.
A tu jednak się pomyliłam i to bardzo...

Nic się nie stało więc ruszyłyśmy i okazało się, że nawet jechałyśmy w tą samą stronę.
Dotarłam do pracy i opowiedziałam koleżankom o sytuacji. Śmiałyśmy się, że takie historie to tylko mi się zdarzają. Narzeczonemu nic nie mówiłam. Stwierdziłam, że skoro nic się nie stało to nie będę zajmować mu w pracy głowy głupotami.

Aż tu nagle po 16 dzwoni nieznajomy mi numer. Odbieram, a tu okazuje się, że to ta dziewczyna z corsy. Powiedziała, że nagle skrzynia biegów przestała jej działać i samochód przeszedł w tryb awaryjny. Ja jej na to, że to nie jest możliwe żeby coś stało się ze skrzynią biegów przy zetknięciu się zderzaków i ,że napewno nie jest to związane z tą sytuacją i nie wiem co jej poradzić. 

Rozłączyła się i po 10 minutach zaczął dzwonić do mnie drugi numer. Tym razem to chłopak tej dziewczyny. Krzyczał na mnie i nie dał dojść do głosu, że od tego puknięcia zepsuła mu się skrzynia biegów, że teraz lewetę musi brać, że dziewczyna jego nie zna się i nie potrzebnie tak to zostawiła. Próbowałam spokojnie mu wytłumaczyć, że obie oglądałyśmy samochód. Nie miał najmniejszych nawet śladów. Ruszyła normalnie i jechała jakieś 3 km przede mną, więc samochód chodził normalnie i skrzynia też. Ten krzyczał na mnie, że nie będzie ze mną rozmawiał i że mam podpisać oświadczenie a jak nie to za godzinę jest u mnie w miejscu pracy z policją. Szok po prostu. Powiedziałam, że nic nie będę z nim pisać. Sytuacja miała miejsce 2 i pół godziny wcześniej i wtedy z samochodem nic nie było. Nie miał żadnych śladów i normalnie jeździł po tym. A w tym czasie to sam mógł ten samochód uszkodzić żeby tylko wyłudzić odszkodowanie. Wykrzyczał mi, że za godzinę jest z policją.

Wpadłam w panikę. Wiedziałam w sumie, że gość nie ma racji. Jednak denerwowałam się trochę tą sytuacją.
Postanowiłam zadzwonić do mojego narzeczonego i o wszystkim mu opowiedzieć. Tak też zrobiłam, a mój ukochany wziął numer do tego gościa i zadzwonił do niego z ukrytego numeru.
Hihi jak to dobrze czasem mieć faceta furiata :)))
Pomogło na tyle, że gość już więcej do mnie nie zadzwonił :))))))

Żeby nie było ustaliliśmy, że zadzwonię jeszcze na komendę i dowiem się co i jak w tej sytuacji. Opowiedziałam przez telefon dyżurnemu policjantowi całe zdarzenie. Ten stwierdził, że facet ewidentnie chciał wyłudzić odszkodowanie. Żebym nie martwiła się bo wcale nie dzwoniła do nich w tej sprawie. I że wcale by nie przyjechali z nim do mnie do pracy :) A jeśli do nich zadzwoni w tej sprawie może jedynie złożyć wniosek o stwierdzenie kolizji. Wtedy zapraszają z oboma samochodami na komendę. Mówiłam policjantowi, że to trochę bez sensu, ponieważ w momencie zdarzenia nic nie stało się ich corsie, nie miała żadnego śladu, normalnie jeździła, a facet nagle dzwoni do mnie 2 i pół godziny później z krzykiem, że mu skrzynia niby nie działa, a jest w automacie i napewno zepsuła się od tego puknięcia. 

Mówiłam, że boję się go, że dzwoni i grozi mi, że przyjdzie itp.
Policjant powiedział żebym się nie bała, że jak będzie dzwonił czy mnie nachodził to mam zadzwonić do nich i zgłosić to. Powiedział też, że mam nic z nim nie pisać bo to prawdopodobnie oszust. Chciał mnie postraszyć policją żebym podpisała oświadczenie, a on za darmo z mojego ubezpieczonia zrobiłby sobie samochód który wcale nie zepsuł się w wyniku mojego puknięcia które nawet nie zostawiło żadnego śladu.

Spokojniejsza już o te wszystkie informacje mogłam skupić się na pracy.
Mój narzeczony okazał się bardzo skuteczny i przekonujący bo facet ani dziewczyna więcej do mnie już nie zadzwonili.

Przeżyłam jeszcze chwile grozy w drodze powrotnej z pracy.
Jadę sobie normalnie, a tu nagle szybko pod zderzak podjechało mi bmw.
Skręciłam w lewo,a ten za mną i znowu mi tak na zderzak prawie wjechał.
Później jak skręciłam w prawo i był drugi pas to zabrał się do wyprzedzenia mnie.
Zrównanał się ze mną i patrzył się na mnie! To był facet w skórzanej kurtce. Myślałam, że zawału dostanę. Akurat rozmawiałam z siostrą przez telefon. Zdawała mi relacje z pobytu na Krecie.
Jechał tak jeszcze jakąś chwilę pasem obok patrząc na mnie. To było straszne. Później wyprzedził mnie i tyle go widziałam.

Wychodziłam z pracy i tak jeszcze mówiłam do koleżanki, że ciekawa jestem co mi się jeszcze dziś przytrafi. Śmiała się, że raczej już nic :)
A tu ta sytuacja z bmw :) hehe
Cała ja :)))))
Jak wróciłam do domu opowiedziałam sytuację narzeczonemu. Ten śmiał się ze mnie, że pewnie gość chciał mnie poderwać.
Ja już oczywiście miałam najgorsze myśli, że to może ten gość od corsy, że może mnie śledził czy coś takiego :))))
Ech te moje historie :)

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP