wtorek, 3 listopada 2015

14 dpt - cień nadziei?????


Niestety. Wynik 5. Spadło. Brak mi sił.
Chociaż...

Lekarz z invimedu nie raczył odpisać. 
Nie wiedziałam co robić.
Czy odstawiać lutinus i czekać na okres, czy dalej brać i zrobić kolejne hcg za jakiś czas.

Rozmawiałam z kilkoma koleżankami. 
Doradziły żeby wziąć kolejne zwolnienie i powtórzyć za jakiś czas badanie krwi. 

Dzwoniłam do mojej przychodni.
Okazało się, że moja doktor ,,rodzinna" już tam nie pracuje.
Teraz jest inna i ta jak na złość będzie dopiero w czwartek.

Pomysł lekarza POZ runął w gruzach.

Wpadłam więc na pomysł żeby zadzwonić do ginekologa u którego chciałam prowadzić ciążę u mnie w mieście.

Na początku jak powiedziałam, że potrzebuje dziś się dostać na wizytę to roześmiał się.

Jednak powiedziałam szybko w skrócie o co chodzi i, że pracuje też w tym samym szpitalu co doktor.

To pomogło i kazał przyjechać mi przed 19.
Zgodził się przyjąć mnie po wszystkich pacjentkach.

Na miejscu byłam już o 19:10. 
Jedna pacjentka była w gabinecie, a poza tym pusto.

Weszłam o 19:20.
Powiedziałam w skrócie co jest grane. 
Doktor zrobił usg i niespodzianka :)

Widać pęcherzyk !!!!!!




Lekarz powiedział, że jeszcze nie wszystko stracone. 
Mogło późno dojść do zagnieżdżenie, stąd niskie hcg.

No chyba, że zarodek przestał się rozwijać i dlatego hcg spada :(

Póki co zwolnienie mam dalej do poniedziałku.

W czwartek mam zrobić znowu hcg i zadzwonić do lekarza - oczywiście do tego u którego byłam teraz.

Dupek z invimedu dalej się nie odezwał.
Fajny lekarz nie ma co.

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP