piątek, 20 listopada 2015

,,Dziewczyna z pociągu'' Paula Hawkins

Zostałam wczoraj zmiażdżona. 
Nie dosłownie. Przenośnie.
Zmiażdżyła mnie książka. 
Dziewczyna z pociągu.
Gdy wróciłam z pracy było po 21.
Przypomniałam sobie, że zaczęłam czytać książkę.
Byłam na 50 stronie. 

Jak wzięłam ją wczoraj do ręki o 22 nie puściłam póki nie przeczytałam jej do końca.
Do 224 strony :)

Skończyłam czytać o 2:30. 

Wciągnęła mnie strasznie.

Gdy zaczynałam ją czytać nie widziałam dokładnie o czym będzie.

Miało być o dziewczynie, która jeździ pociągiem. No i w sumie to się zgadzało.

Książka napisana jest z perspektywy 3 osób. Powoli krok po kroku dowiadywałam się o co chodzi.
Dużo dawała do myślenia w czasie czytania i po.

Najbardziej przeżyłam, gdy przeczytałam dlaczego główna bohaterka zaczęła pić i wpadła w depresję.

Nie mogła zajść w ciążę.

Tak jak ja.

Nawet miała jedno in vitro nieskuteczne.
Załamała się po nim. Nie mogła sobie z tym poradzić. 

Nie miała przy tym wsparcia w mężu. Znalazł inną i zostawił ją.

Opuścił kobietę, która go wtedy bardzo potrzebowała.

W chwili gdy wpadła w depresję i zaczęła pić. Powinien być przy niej wspierać, nie dopuścić do załamania.
Miał niestety to głęboko gdzieś.
Poddał się i pocieszył w ramionach innej (którą z tego co wynikło później też zdradzał). Cóż taki typ.

Czytając to co ona czuła, jej myśli, miałam wrażenie jakbym po części czytała o sobie.

Zasmuciło mnie to bardzo i od tego momentu nie mogłam się już oderwać, póki nie skończyłam.

Musiałam wiedzieć jak się skończy i kto zabił.

Czy ona będąc w stanie upojenia alkoholowego podczas którego nie widziała co robi? Czy były mąż? A może jego nowa żona? A mąż ofiary? Albo jej terapeuta? A może przypadkowa osoba?

Ta książka jak przeznaczenie trafiła w moje ręce.

Jest dla mnie chyba ostrzeżeniem.

Psychika ludzka jest bardzo krucha.
Łatwo przekroczyć tą cienką linię.
Poddać się i załamać.

Ważne w tym wszystkim jest to żeby mieć przy sobie osobę, która w tych trudnych momentach wspiera i nie opuszcza.

Czasami mam wrażenie, że mój M. nie wspiera mnie tak jak bym tego potrzebowała.

Póki co jakoś się trzymam. Po 3 i pół roku nie udanych starań. Po 2 nieudanych próbach in vitro.

Jednak nie wiem ile jeszcze wytrzymam.
Czy któraś próba nie wykończy mnie?

Czy nie skończę jak bohaterka tej książki?

Tym bardziej, że ostatnio potrzebowałam wyjść napić się, zresetować, potańczyć, nie myśleć, zapomnieć choć na chwilę...

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP