piątek, 27 listopada 2015

Podwyżka

Nie wiem czy śmiać się czy płakać.
Poszłam dziś do kadr w sprawie mojej podwyżki.

Pierwsze podanie złożyłam zaraz po obronie.

Po miesiącu dalej nie dostałam odpowiedzi, więc sama poszłam dowiedzieć się o co chodzi. 

Okazało się, że moje podanie pozostało bez odpowiedzi przekazane do kadr.
Ani tak, ani nie.

Złożyłam więc kolejne.

Podwyżka mi się należy.
Podniosłam kwalifikacje konkretnie w swoim zawodzie.

Półtorej miesiąca czekałam, aż wreszcie dostałam informacje, że mam zgłosić się do kadr.

Dziś odrazu tam poszłam. 

Okazało się, że moja podwyżka to 50 zł brutto. 

Śmiech na sali.
5 lat ciężkich studiów.
Bez jakiejkolwiek pomocy ze strony pracodawcy.
Mimo, że podnosiłam kwalifikacje w swoim zawodzie.

Postanowiłam, że zanim podpisze papiery pójdę zapisać się na osobistą rozmowę z dyrektorem.

Żeby nie było, jestem jedyna spośród moich koleżanek i kolegów, która ma mgr i pracuje na etacie (są jeszcze 2 mgrki na kontrakcie, ale podwyżka ich nie dotyczy).

Wchodząc do sekretariatu dyrektora akurat natknęłam się na niego w drzwiach.
Powiedziałam grzecznie ,, Dzień dobry. Przyszłam akurat zapisać się do Pana Dyrektora na rozmowę".

Odpowiedział mi żebym weszła i zaczekała, że zaraz wróci i mnie przyjmie.

Troszkę w szoku byłam, że uda mi się wejść tak ,,od ręki".

Po kilku chwilach wrócił dyrektor i zaprosił mnie do swojego biura.

Przedstawił się grzecznie i podał rękę.
Zrobiłam to samo. Powiedziałam, że właśnie wracam z kadr i przyszłam dowiedzieć się czy te 50 zł to ostateczna decyzja w sprawie mojej podwyżki czy mam szansę na większą kwotę.

Usłyszałam w odpowiedzi, że niestety nie i, że to ostateczna kwota. 

Moje argumenty, że jestem jedyna wśród zespołu, że pozostały personel dostał podwyżki po zrobieniu magisterki, że podniosłam kwalifikacje w swoim zawodzie - na nic się zdały.

Dyrektor odpowiedział, że potrzebuje tu ludzi do roboty, a nie magistrów.

Hmmm
Zatkało mnie.

Powiedziałam, że w innych szpitalach patrzy się właśnie na wykształcenie pracowników i im wyższe tym lepiej. 

A tutaj niestety...

Dał mi jedynie do zrozumienia, że to na co mogę liczyć przyszłościowo to stanowisko kierownicze. 

Odpowiedziałam, że nie chciałabym być tutaj  kierownikiem.
I tyle. 

50 zł brutto. Tyle dostałam podwyżki po 5 latach ciężkich studiów.


Na koniec dzisiejszego dnia pojawiła się informacja, która zwaliła mnie z nóg.

Kolejna moja koleżanka z pracy jest w ciąży i to w drugiej.

Jakie to wszystko jest niesprawiedliwe.

Ona będzie miała drugie dziecko, a ja tak walczę o te pierwsze...

Tak mnie ta informacja wytrąciła z równowagi, że z tego wszystkiego zapomniałam o kupieniu maty na szybę.

Parkując pod biedronką stanęłam jak jakaś baba - po skosie i zajmując 2 miejsca. 

Taka zrobiłam się rozkojarzona.

Czy ten mój los kiedyś się do mnie uśmiechnie?

Czy kiedyś będzie lepiej?

2 komentarze

  1. Życzę Ci, aby kiedyś było lepiej, żeby i do Ciebie los się uśmiechnął... A to 50 zł to kpina - i tyle...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dzięki :))))
    Masz rację kpina.
    To właśnie powiedziałam dyrektorowi, a on na to, że nic więcej nie jest w stanie zaproponować.
    Prędzej zostałabym kierownikiem niż dostała godziwą podwyżkę.
    To co podtrzymuje mnie na duchu to to, że może niedługo zaciążę i 2 lata odpocznę od tego wszystkiego.
    Tym bardziej, że mobinig i wyzysk na każdym kroku.
    Cudowna kierowniczka wstawiła mi popołudnie i w wigilię i w pierwszy dzień świąt.
    Niby sylwester dała wolny, ale co z tego skoro nowy rok na 11.
    Masakra.

    OdpowiedzUsuń

TOP