środa, 30 grudnia 2015

Invimed - wizyta 12 dc

Po dzisiejszej wizycie jestem w totalnej załamce.
Podejście lekarza jest tragiczne.
Myślałam, że inny lekarz, tym bardziej szef będzie miał lepsze podejście do pacjentów.
Niestety.
Utwierdziłam się w przekonaniu, że to fabryka, nie klinika.
Przykro to stwierdzić.
Mój M. hamował się tylko żeby nic nie powiedzieć.

Wizyta na 13.
Standardowo byliśmy wcześniej bo o 12:45. To i tak późno, bo zawsze jak wyjeżdżam sama to jestem godzinę wcześniej.

Obiecanej karty informacyjnej z ostatniego transferu tak jak się spodziewałam nie było. 

Dopiero jak wychodziliśmy z kliniki po wszystkim to udało się wreszcie dostać dokument.

Do gabinetu weszliśmy 13:15.
Odrazu przekraczając drzwi lekarz kazał wejść na fotel ginekologiczny.

Rozebrałam się i powiedziałam, że dziś 12 dc, czyli 12 dzień brania Logest i że w 3 dc byłam na usg u mojego lekarza i nie było widocznej torbieli.

Doktor podejrzał na usg i nie powiedział ile mm ma endometrium, więc nic nie wiem. Jedynie potwierdził to, że nie ma torbieli.

Kazał mi odstawić Logest i już jutro nie brać.
Od poniedziałku mam robić zastrzyki puregon, czyli 4 zastrzyki.

W piątek 8 stycznia wizyta.

Punkcja prawdopodobnie 8 dni od wizyty, czyli wypada 16 styczeń w sobotę.

Jednak doktor kompletnie nie wziął pod uwagę moich krótkich czyli, a więc może być wcześniej.
We wrześniu punkcję miałam 11 dc, a transfer 13.

Hmm co do wizyty. Standardowo 5 minut.
Doktor jadł ciasto rozmawiając z nami.
Żadnego fartucha, tylko zielona koszulka.
Poza tym wyszedł na chwilkę po drugi długopis, bo wypisał mu się. 
Po tym jak wrócił nie zamknął drzwi i kontynuował wizytę przy otwartych drzwiach.

Pracuję w szpitalu i nawet w naszym publicznym nie ma takiego podejścia :(

Porażka.

Poprosiłam o wypisanie dla nas zleceń na badania krwi które mieliśmy zrobić do 2 procedury. Doktor nie wiedział nawet co i jak i o czym mówię :(

Pokazałam mu maila od pani Barbary - koordynatorki z wypisanymi badaniami, które mamy zrobić.

Tego jeszcze nie było żebym musiała lekarzowi mówić jakie badania ma mi wypisać.

Poza tym doktor jest taki zorientowany w historii pacjentki, że kazał nam iść wykupić puregon i wrócić do niego do gabinetu.

Powiedziałam zdziwiona, że po co skoro już brałam te zastrzyki i wiem co i jak.

To jest właśnie podejście lekarza w takiej klinice.
Skoro jest to moja 2 procedura to logiczne, że brałam już puregon do stymulacji.
Jednak lekarz wcale nie patrzy w historię choroby itp.

Wiedząc jego podejście nie jestem przepełniona optymizmem.

Poza tym jest problem z zrobieniem jednego badania potrzebnego w ramach programu.
Chlamydii nie zrobią nam w invimed, bo laboratoria synevo nie przyjmują już posiewów do badań.
Dzwoniłam do laboratorium u mnie w mieście i nie pobierają na miejscu wymazu. Przyjmują tylko gotowe do badania.
Jednak problem jest taki, że ktoś musi mi ten wymaz z szyjki macicy pobrać.
W invimed mi nie pobrali więc jest kiepsko.

Chlamydia z krwi nie uwzględniają, więc pojawił się problem, bo wymazu nikt mi nie zrobi u mnie w mieście.
Mi jak mi. Ja to sobie bym poradziła, bo poszłabym do poradni ginekologicznej u mnie w szpitalu i zrobiłabym.

Jednak mój M. jedzie do Belgii w poniedziałek lub wtorek i tu pojawia się prawdziwy problem.

Myślałam, że zrobimy wszystkie potrzebne badania już dzisiaj.

W drodze powrotnej dzwoniłam do invimed z pytaniem jak to rozwiązać.
Nie dowiedziałam się nic konkretnego.
Po chwili oddzwonili do mnie, że od 7 stycznia można pobierać wymazy.
Ustaliłam, że pobiorę jak będę na wizycie, a mój M. pobierze poprostu jak przyjedzie przed punkcją.

Podejście do pacjentów zerowe.
3 procedury już napewno u nich nie zrobię.
Nie wierzę w powodzenie transferu w tej klinice.
I jedno jest pewne.
Wszystko to co się tam dzieje opiszę.


Jedna fajna rzecz - wczoraj kupiliśmy autko :)
300 koni :)))))) silnik 4.2 :)))))))

Przesiadłam się z 2.4 na 4.2 :)
163 konie zamieniłam na 300 ♡♡♡♡♡

Nie pali aż tak tragicznie dużo.
Wyszło nam wczoraj 5 litrów więcej gazu niż w ,,starym" samochodzie.
Nowy spalił 15 litrów, a stary 10 (na 100 km).

Środek mają prawie taki sam, też czarna skóra.

Nowy ma dodatkowo automatyczną skrzynię biegów, sterowanie z kierownicy, napęd quattro, tempomat, podgrzewane fotele z tyłu (stary miał tylko z przodu), automatycznie składane lusterka i czujniki parkowania (które musimy naprawić, bo nie działają).

Jesteśmy w trakcie ogarniania go: opony nowe kupione i założone, zbieżność ustawiona, elektryka sprawdzona, lakier też i jest w oryginalne, zawieszenie super.

Kupiliśmy nowy akumulator, bo wyszło, że jest słaby.

Zostało do zrobienia wyregulowanie gazu, ale to dopiero 5 stycznia mamy termin.

Kolor samochodu wolałabym czarny, a jest taki ciemny bardzo granat.

Cóż nie można mieć wszystkiego.

6 komentarzy

  1. Nie mówiłam Ci przed wizytą, bo byłam ciekawa, czy będziesz miała takie same wrażenia. Doktor R nie odzywa się, jak nie musi. Na torturach nie wyciśniesz, ile endo ma mm. :)
    Nie bądź jednak tak źle nastawiona. Po to jest kolejna wizyta, żeby skorygować dawkę i termin ewentualnie.
    W Invimedzie też jest wiele sukcesów, udanych transferów. Nie zniechęcaj się. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi szkoda, że nie wiedziałam wcześniej jaki jest ten lekarz. Zresztą wszyscy chyba tam tacy są.
      Wczoraj z moim M. oglądaliśmy koło północy na 1 fajny program o młodych lekarzach.
      Jak ja bym chciała na takiego trafić...
      W piątek kolejna wizyta.
      Tym razem bez mojego narzeczonego - właśnie wyjechał.
      Przyleci na transfer.
      Ech.
      Dzięki kochana za wsparcie :*

      Usuń
  2. Kurcze! Do kitu taki lekarz!!! Czasem i na takich się wpada:/ Współczuje!

    Ja ze swojego jestem zadowolona, choć też czasem coś tam muszę na siłę wycisnąć. Parę lat temu zachorowałam, wylądowałam w szpitalu po paru wcześniejszych zabiegach ambulatoryjnych i trafiłam przy okazji na najlepszego lekarza ever. Nauczyłam sie wtedy, że trzeba pytać, pytać, pytać. Nie dać się zbyć. Na wizyty zaczęłam przychodzić z notatnikiem, w którym notowałam wszystkie pytania, jakie chciałam zadać, żeby nic mi nie umknęło. Teraz w tym zeszycie notuje też wszystko, co sie dzieje na wizycie, bo u mnie zwykle emocje biorą górę i ciężko kompotem odtworzyć co i jak. A jak jeszcze trafiam do przypadkowego lekarza, bo mój ma pełny grafik to tym bardziej sie przykładam. Nauczyłam się, że nie mogę dać się zbyć i tyle. Nie tak to powinno wyglądać, no ale tak jest, że jak same o siebie nie zadbamy, to najcześciej lekarz sam z siebie nie odpowie na wszystkie nasze potrzeby:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No niestety...
      Ja po wcześniejszej wizycie u doktora K do którego chodziłam wcześniej po wizycie nie wiedziałam jak mam brać te zastrzyki. Pytałam w trakcie 2 razy. Mówił tak szybko i niezrozumiale, że wyszłam i tak zielona. Weszłam do łazienki i stwierdziłam, że nic z tego nie zrozumiałam i musiałam wejść jeszcze raz dopytać. Wyszłam na typową blondynkę, której trzeba 3 razy tłumaczyć :)

      Usuń
  3. Widzę,że nie tylko w mojej klinice są takie cyrki!Widać wszędzie się zdarzają i jak zmienisz, nie masz pewności, że gorzej nie trafisz.Skąd Ci ludzie się biorą?Żeby lekarza uczyć kultury?Tak, dziś trzeba znać się na wszystkim, bo jak nie dopilnujesz swojej sprawy to zginiesz.Ja też nie raz wyszłam od lekarza z gałami wielkimi jak talerze.Strój, zachowanie,sposób rozmowy wywoływał u mnie szok!Mimo wszystko walcz o dobrą opiekę!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Widząc podejście lekarzy w tych klinikach to ciężko uwierzyć w powodzenie transferu :(
      Tym bardziej po 2 nieudanych :(
      Szczególnie jak lekarz ma zerową wiedzę o pacjentce :(
      Ech.
      Trzeba liczyć na cud, że może wreszcie się uda :(

      Usuń

TOP