poniedziałek, 7 grudnia 2015

Pech

Pech jest nieodłącznym elementem mojego życia.
Prawie jest częścią mnie.

Wczoraj przerwałam bransoletkę, którą dostałam od koleżanek w piątek.
Masakra jakaś.
Dwa dni się nacieszyłam.
Wystarczyło, że zdejmowałam rękawiczki.
Ech

Dlatego nie noszę biżuterii na codzień.
Jedynie kolczyki i to małe żebym nie zaczepiła o nic :)

Dziś wróciłam po 7:30 do domu po nocy w pracy.
Położyłam się dosłownie na godzinę.

Na 10 umówiłam się na poprawkę tatuażu.
Poprawił mi mój napis ;) i powiedział, że na nadgarstku woli tatuować delikatnie, bo to ciężkie miejsce i że woli w tym miejscu zrobić lekko i poprawić w razie potrzeby.

Moje ,,motto"mam więc już wyraźne :)

Teraz od nowa trzeba dbać jak o świeży tatuaż czyli kremik, folia, mycie białym jeleniem :)
Jak dla mnie nie ma problemu :)

Umówiliśmy się na 26 stycznia na kolejny tattoo :))))

Oglądaliśmy różne i mniej więcej mówiłam jak chciałabym żeby to wyglądało.
Nie jestem jeszcze pewna konkretnie co i jak :) nawet miejsca :)
Albo przedramię albo szyja za uchem :)
I pytanie jeśli zdecyduje się na rękę to na którą :) Tą na której jest już napis i coś damy niżej czy atakujemy drugą rękę :) 

Mam więc głowę zajętą rozmyślaniem i szukaniem inspiracji w necie.

Ciekawe czy termin transferu nie będzie mi kolidował z dniem tatuażu :)
Odwaliło mi konkretnie :)

Pojechałam później odebrać list polecony w placówce in post.
A tam niespodzianka.
Nie ma mojego listu.
Mimo tego, że mam awizo z piątku.
Szok poprostu.
Takie coś może spotkać tylko mnie.

Nawet Pan w tym punkcie stwierdził, że nie zdażają się takie sytuacje żeby klient dostał awizo, a listu nie byłoby do odbioru w punkcie.

A jednak.
Ja jestem tego przykładem.

Dzwonił do siedziby in post i kazali mu dokładnie poszukać.
Spędziłam tam 40 minut. 

Nic to nie dało więc umówiliśmy się na telefon, że jakby coś było wiadomo to ten Pan zadzwoni do mnie.

Ledwo wyszłam i już miałam telefon.
Oddzwonili do niego z inpost i okazało się, że u nich jest list do mnie.
Super.
Mam awizo, a list u nich.

Jutro mają dostarczyć, jednak ja cały dzień pracuje, więc umówiłam się, że w środę podjadę odebrać do punktu.

Myślałam, że to koniec mojego pecha na dziś.
Pomyliłam się.

Miałam jechać z kolegą zrobić przegląd audi.
Zadzwoniłam, że jadę do niego, ale okazało się, że nie da rady urwać się na tą chwilę z pracy, bo mają jakąś kontrolę.
Czyli przegląd darowałam sobie dzisiaj.

Umówiliśmy się na środę.
Wrócę po nocy, prześpię się troszkę i pojadę odebrać ten list polecony i zrobię przegląd, a później znowu do roboty na popołudnie i kolejną noc...

Zrobiłam zakupy w Biedronce.
Standardowo kilka produktów nie chciało się wczytać.
Nie wliczę tego do mojego pecha, bo to może przypadek :)

W Rossmanie trafiłam na promocję farby której używam do włosów - 8 zł taniej :)

Gaz na jutro też wzięłam. Samochód gotowy. W trasę mogę ruszać :)
Oby jutro bez przygód :)

Załatwiłam wszystkie sprawy na mieście i mogłam wreszcie odpocząć w domku.

Zmyłam hybrydy z uwagi na złamany jeden paznokieć i skróciłam wszystkie.

Przyszedł mail, że paczki z house i Croppa zostały dziś wysłane :)
Bielizna w trakcie realizacji.
Hybrydy też pewnie będą na dniach.

W środę powinnam mieć wszystkie paczki do odbioru:)))

Aha i bym zapomniała.
Od wczoraj brzuch mnie strasznie boli. I nie jest to ból żołądka po przepiciu :) Ten miałam w sobotę.
Wczoraj i dziś boli mnie całe podbrzusze. Masakrycznie.
W samochodzie ledwo jechałam. Dawałam radę tylko w pozycji półleżącej. Każda próba wysportowania się kończyła się dodatkowym bólem.
Zaopatrzyłam się w aptece w nospę max i może jakoś dam radę :(
Ból okropny. Ulgę przynosi tylko leżenie i to zwinięta w kłębek.
Mam dziś 13 dzień cyklu, więc teoretycznie powinnam być po owulacji (mam tak koło 11 dnia).
No chyba, że coś mi się poprzestawiało...

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP