środa, 9 grudnia 2015

Szpital

Nienawidzę szpitala.
Wiem. Dziwnie brzmi to w ustach kogoś, kto w takim miejscu pracuje.
Jednak co innego praca, a co innego leżeć tu jako pacjentka.

Wczoraj pojechałam do pracy na 6 do drugiego szpitala.
Musiałam już przed 5 wyjechać, bo mam 100 km do przejechania.

Miałam tam pracować od 6 do 19, a później przejechać jeszcze te 100 km spowrotem do drugiego szpitala na 21 na noc.

Brzuch bolał mnie już od niedzieli, ale wczoraj myślałam, że umrę z bólu.
Jakby tego było mało doszło mi w poniedziałek gardło :(
Straszny ból.
Już sama nie wiedziałam co bardziej boli.

Gdzieś koło 10 stwierdziłam razem z kolegą z którym pracowałam, że nie nadaję się do dalszej pracy.

Prawie ,, po ścianach" chodziłam.
Kręciło mi się w głowie i było słabo.
Przez te gardło jeść nie mogłam.
Bardzo źle się czułam.

Nawet w gierkę w telefonie nie weszłam przez cały dzień :)))

Jakieś zawirowania mają w POZ i nie mogłam się dostać do lekarza. 

Zadzwoniłam do koleżanki, żeby przyjechała za mnie na popołudnie od 13.

Przyjechała więc na zmianę razem z moją siostrą. 

Ja mogłam jechać do siebie.

Stwierdziłam, że pojadę na sor do mnie do szpitala z nadzieją, że dadzą mi jakieś leki i będę mogła wrócić do pracy na nockę.

Przed 15 założyłam kartę. 

Na szybko udało mi się jedynie załatwić usg.
Wyszło na nim, że mam płyn w zatoce douglasa 12 mm i poza tym jeden pęcherzyk nieregularny 24 mm (dziwne jak na 14 dzień cyklu - u mnie to już zazwyczaj jest już po owulacji) i kilka mniejszych w obu jajnikach.

Wróciłam z wynikiem na sor.
Gdzieś koło 16 udało mi się pobrać krew - tyle ludzi mieli.

Zlecili mi konsultację na ginekologii.
Nie miałam tam usg.
Lekarz zbadał mnie tylko palpacyjne. Przy ucisku jeszcze bardziej zwijałam się z bólu.
Stwierdził, że potrzebuje jeszcze konsultacji chirurga do wykluczenia wyrostka. 
I przyjmuje mnie na oddział.
Super poprostu.

Wróciłam na dół.
Trochę musiałam poczekać na chirurga.
Przyszedł znajomy lekarz, z którym razem często dyżuruję.
Zbadał mnie i stwierdził,że musimy poczekać na wyniki krwi,żeby wykluczyć wyrostek.

I tak czekałam i czekałam prawie do 19.
Wyniki nie wskazywały na wyrostek. 

Musiałam czekać znowu aż chirurg zobaczy wyniki i opisze to.
Przyszedł drugi lekarz, którego też znam.
Zbadał mnie i powiedział, że wyniki są zbyt niskie żeby to był wyrostek. 

A więc kładą mnie na ginekologię.
Prawie wszystkie wyniki krwi mam obniżone.
Jedynie białe krwinki podwyższone.

Poszłam na oddział, zameldowałam się i powiedziałam, że pójdę po rzeczy.
Nie mogłam powiedzieć, że pojadę :)
Bo nie wolno tak oddalać się ze szpitala.

Mojego M. nie ma. Nie miał kto mi przywieźć rzeczy.

Standardowo miałam problem spakować się do szpitala.
Biegałam w popłochu i szukałam rzeczy.
I tak zapomniałam o suszarce ;)

Ale umyłam dziś włosy i jakoś szybko wyschły mi same :)
Zabrałam wszystko co potrzebne i wróciłam spowrotem do szpitala.
Poszłam do koleżanki, która biedna musiała zostać za mnie na nocy :)
Wzięłam ją do pomocy do dźwignia tych moich rzeczy na górę :)

Gdy dotarłyśmy pielęgniarka śmiała się, że zaginęłam :)
Zebrała wywiad, zmierzyła ciśnienie, wpisała wszystko w kartę i zaprowadziła do zabiegowego. 

Po chwili przyszedł lekarz, który wcześniej mnie badał.
Śmiał się, że już miał wzywać policję :)
Musiałam przecież wrócić do domu i wziąć rzeczy i leki :)

Przydzielili mi salę. Koleżanka chwilę ze mną posiedziała i poszła na dół do roboty za mnie.

Musiałam siedzieć i czekać aż kroplówka mi zleci :)
Co próbowałam się ruszyć to przestawała lecieć. Musiałam siedzieć grzecznie bez ruchu ;)
Dopiero jak zleciała mogłam wpakować rzeczy i iść się myć.


Nienawidzę leżeć w szpitalu.
1,5 roku temu w maju położyli mnie na oddział z podejrzeniem zapalenia przydatków.
Trzymali tydzień czasu nie robiąc nic.
Usg zrobili 3 dnia pobytu.
Wyszłam na własne żądanie.
Nie było sensu tam dłużej leżeć.
Po tym trafiłam na wspaniałego profesora doktora K. który był ordynatorem w szpitalu położonym 50 km dalej.
Wystarczy, że mnie zbadał i odrazu powiedział, że kładzie mnie do siebie na oddział, bo to napewno endometrioza i musi zrobić laparoskopię żeby to potwierdzić.
I wtedy leżałam już w szpitalu w jakimś celu, a nie bez sensu tydzień i nic nie robili.


Boję się, że teraz będzie to samo.

A we wtorek mam wizytę w invimed. 

Muszę wyjść najpóźniej w poniedziałek i zrobić ten przegląd samochodu.

Dziś już odwiedził mnie z samego rana kolega. Przyniósł przedłużacz :)
Kontakt jest z drugiej strony pokoju ;) a telefon praktycznie cały czas potrzebuje się ładować.

Przyszły też na chwilę koleżanki zobaczyć jak się czuję :)
Śmiały się ze mnie, bo dziś prawie całkowicie głos straciłam :)
Zapalenie krtani jak nic :))))

Był obchód. Mój doktor ordynator nie chodził w nim jak na złość.
Muszę go znaleźć :)

Wiem, że dziś zrobią mi usg przezpochwowe.
Ciekawe tylko kiedy...

4 komentarze

  1. Uu, nieciekawie, siła złego na jednego.
    Oby to nie było nic poważnego. Jeśli to endometrioza i będzie potrzeba laparoskopia, to ivf Ci się odsunie.
    Daj znać, jak tylko będziesz coś wiedziała.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki kochana :)
      Ja mam endometriozę ;)
      Miałam półtorej roku temu laparoskopię.
      A teraz robili mi usg i znowu mam torbiel krwotoczną ciałka żółtego :(
      To samo wyszło mi przed 1 transferem ;(
      Miałam dostać leki na stymulację, a wyszła torbiel :( i leki na wchłonięcie się jej :(
      Ciekawe jak będzie teraz :(
      Dorwałam mojego doktora ordynatora i jutro do mnie zajrzy :)
      Powiedziałam mu żeby dal mi leki i Puścił do domu :) jutro zdecyduje :)
      Poznał mnie :)) ciesze się :)

      Usuń
  2. Wyłączyłam się na parę dni cześciowo, a tu takie wieści... Trzymaj się, mam nadzieję, że nic się nie przesunie jednak i będziesz mogła spokojnie realizować wcześniejsze plany! Ściskam!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję bardzo :* buziaki :*i tego samego życzę :*

      Usuń

TOP