środa, 13 stycznia 2016

11dc punkcja jajników invimed

Punkcję miałam wyznaczoną dziś na 10:30. 
Standardowo trzeba zgłosić się godzinę wcześniej.

Byliśmy w klinice już o 9 :)
Udało się nie spóźnić :)

O 9:45 zostaliśmy poproszeni przez pielęgniarkę do gabinetu.
Sprawdziła nasze dane, dała mojemu M. kubek i klucz do pokoju dla Panów :) i mój narzeczony poszedł zrobić swoje :)
Wiedział co i jak, bo we wrześniu mieliśmy to samo.

Ja poszłam się przebrać w śmieszną granatową koszulę i zielone skarpetki hehe
Nie mogłam się powstrzymać i zrobiłam sobie w tym zdjęcie po punkcji :))))
Pokracznie się w tym wygląda :)
Schowałam rzeczy do szafki i poszłam na salę zająć łóżko.
Pielęgniarka dała mi ankietę do wypełnienia.
Później przyszła doktor anestezjolog. Przedstawiła się, zapytała czy byłam już usypiana.
Powiedziałam, że wszystko wiem, bo miałam we wrześniu i już wiem co i jak.

Na sali jedna dziewczyna spała po zabiegu, drugą po zabiegu przywieźli jakieś 10 minut po moim przyjściu na salę. Trzecia dziewczyna wchodziła przede mną. 

Pielęgniarka założyła nam wenflony.
No i czekałam aż przywiozą tą dziewczynę co była przede mną :)
Jak ją przywieźli już na salę poszłam raz do łazienki i czekałam na zawołanie.
Z tego oczekiwania i stresu poszłam jeszcze drugi raz :) żeby nie zachciało mi się siku na fotelu ginekologicznym :)

10:40 zostałam poproszona na salę zabiegową, a o 11 już usiadłam na łóżku budząc się po wszystkim :)
Znieczulenie nie trzyma mnie długo :)))
Dziewczyna, którą przywieźli przede mną spała pół godziny.

Ja to talent jestem :)
Biorąc pod uwagę, że od wejścia na punkcję spędziłam tam na sali z 10 minut, to drugie 10 tylko spałam :)))

Usiadłam i zaczęłam rozmawiać z 3 innymi dziewczynami na sali.
2 z nich miały już 1 dziecko i to zaszły wtedy naturalnie.
Teraz w drugą ciążę nie mogą zajść i dlatego in vitro.

Trzecia z dziewczyn ma 3 stymulację, więc jest w gorszej sytuacji niż ja.
Ta dziewczyna odwrotnie niż ja przeniosła się od doktora R. do doktora K.
I wrażenia ma takie same jak ja co do obydwu.

Jedna z dziewczyn, która ma już dziecko, chodzi do doktora K. i o dziwo jest zadowolona. Odpisuje, dzwoni, wizyta nie trwa tak jak u mnie 5 minut.
Różnica jest jedna - ona płaci za in vitro. Może dlatego podejście lekarza jest inne...

O 11:40 zostałam wypuszczona z sali.
Ubrałam się i poszłam na dół poczekać na wejście do gabinetu doktora, żeby dowiedzieć się co i jak.

Po 12 weszliśmy. Okazało się, że jest 8 komórek.
Kiepski wynik. Ostatnio miałam 12.
I tak tylko 6 mi zapłodnią, a więc może być i te 8.

Dostałam tym razem receptę na inny rodzaj progesteronu,przy tym podejściu mam brać crinone - żel dopochwowy, codziennie wieczorem na noc.
Cena 239 zł za 15 aplikatorów, z czego 1 jest na 1 dzień.

Wychodzi więc troszkę taniej niż lutinus, który kosztował mnie ostatnio 378 zł za 3 opakowania i starcza to na 21 dni (3 razy dziennie po 1 tabletce).

Mniej uciążliwy będzie ten żel w stosowaniu.
Z tabletkami miałam o tyle problem, że miałam brać 3 razy dziennie.
Rano i wieczorem oki, ale w południe ciężko było wsadzić sobie tabletkę będąc gdzieś np na mieście :)
Trzeba było chodzić z aplikatorem i tabletką do łazienki :)

Ciekawa jestem jak ze skutecznością tego żelu będzie.
Mało jest informacji na temat tego preparatu w internecie, więc ciężko się od kogoś czegoś więcej dowiedzieć.

Może któraś z was dziewczyny miała do czynienia z tym żelem crinone?

Tak czy inaczej nie wiem kiedy transfer.
Doktor ma jutro zadzwonić i mi powie.

Estradiol powiedział, że jest ok i że oni patrzą na tą drugą wartość w jednostkach tradycyjnych (swoją drogą to i tak jest powyżej tych norm które obok są podane w nawiasie). Ale jak jest ok to ok.

To czekam jutro na telefon. Po punkcji czułam się bardzo dobrze.
Byłam mega głodna to odrazu zjadłam 1,5 zapiekanki, którą mój M. kupił mi na rogu ulicy w piekarni. Jaka ona była pyszna :)))) Hehe

Później jeszcze dorwałam się do nagetsów i frytek w mc :)
I na koniec doprawiłam deserem lodowym i kawą z bitą śmietaną :) Uwielbiam te świąteczne opakowania kubków do kawy :)
Tyle glutenu i cukru zjadłam cholera. Będę umierała teraz z bólu brzucha :)
Ale od jutra już jem normalnie.

Odrazu pojechaliśmy na lotnisko. Mój M. miał samolot powrotny do Belgii.
Chwilę posiedzieliśmy razem i musiałam jechać do siebie do miasta podjechać do mechanika z samochodem.

:)
Tak wiem :)
Zrobiłam coś czego teoretycznie nie można :)
Prowadziłam samochód :)
Ale tylko 70 km :) Czułam się dobrze już od 11 i nie widziałam przeciwwskazań do tego żeby wracać o 15:30.

Teraz troszkę o moim pechu, który mi nie odpuszcza.

Na lotnisku wrzucałam pieniądze żeby opłacić parking. Brakowało jeszcze 1 zł, a tu wyskoczył komunikat, że maszyna nie działa :) super :) Zjadło mi 5 zł i zepsuł się parkometr po kontakcie ze mną :)
Poszliśmy do kolejnego.
Przytknęłam bilet i na szczęście widział te 5 zł które wrzuciłam do pierwszego parkometru i chciał tylko brakującą złotówkę :)
To nie skończyło się tak źle :))))

Kolejna sprawa z nowym samochodem.
Po zakupie wstawiliśmy go do mechanika żeby wymienił kilka rzeczy m.in. rozrząd, klocki, alternator, termostat.
Trzymali samochód tydzień. W poniedziałek odebraliśmy go z moim M. Coś nam się nie podobało.

Przed wstawieniem samochodu do naprawy na komputerze wyskakiwał tylko błąd sondy lambda, ale to jest normalne przy gazie.
Mieliśmy jechać na regulację gazu po naprawie u mechanika.

Odebraliśmy w poniedziałek samochód, a kontrolka silnikowa coś oszalała. Zaczęła mrygać cały czas, a samochód nie radził się , szczególnie na niskich obrotach.

Przed naprawą miał przyspieszenie jak odrzutowiec, wystarczyło tylko lekko wcisnąć gaz. A teraz? Masakra. Wogóle się nie radzi, szarpie, drga, jakby mu brakowało mocy, dopiero koło 4000 obrotów dostaje buta.

W takim stanie rzeczy nie dało rady wczoraj ustawić gazu.
Pojechaliśmy do norauto. Chłopak sprawdził błędy na komputerze i wyszło bardzo dużo. Tylko zrobił jeden błąd - najpierw odpiął cewki, a później podłączył komputer. To nic dziwnego, że wywaliło tyle błędów.

W tym był też błąd ustawienia rozrządu, którego nie było przed wstawieniem do naprawy.
Zadzwoniliśmy do tych co naprawiali samochód. Zaczęli kręcić, że to pewnie od cewek, że za małe napięcie itp.
Nie mogliśmy tak tego odpuścić. W końcu na naprawę poszło prawie 1,5 mojej miesięcznej pensji.

Mój M. na lotnisku zadzwonił do innego mechanika i umówił mnie na diagnostykę komputerową. On już został na lotnisku, a ja pojechałam do mnie do miasta, wzięłam z domu poprzednie wydruki z komputera i pojechałam do mechanika.

I co się okazało?
W norauto narobili dużo tych błędów na komputerze podłączając go przy odpiętych cewkach. Dlatego pokazało tyle błędów.

Pierwsze co zrobił dziś mechanik to skasował wszystkie błędy i sprawdził jakie zostały.
Później przejechaliśmy się kawałek i sprawdzał jakie błędy występują w trakcie jazdy.

I uwaga. Wszystkie zniknęły poza tym rozrządem. Czyli jedno jest już pewne, że to nie wina cewek tylko źle ustawili rozrząd.

Super. Tylko mnie może coś takiego spotkać.

Jutro jadę do tych co to robili i niech robią to od nowa i ustawią to dobrze.

Takie moje szczęście :)

Wczoraj otwieram normalnie samochód z pilota, a tu alarm wyje :)

Albo jadę samochodem przełączam na paliwo. Później chcę na gaz i już się nie da :)))
Musiałam wyłączyć samochód i włączyć i to pomogło :)

Boję się do czegokolwiek dotykać, bo cały czas coś się dzieje :)
Szczególnie te moje przygody z samochodami :)))

I na koniec coś specjalnie dla Was dziewczyny moje kochane :)
Zdjęcie z kliniki :)
Pierwsze wyżej w tej śmiesznej koszuli.
A teraz normalne:
W kolejnej czarnej sukience z mojej kolekcji czarnych wyszczuplających optycznie kiecek :)))

Ps. Jesteście kochane. Dziękuję za wsparcie i te wszystkie miłe słowa :* 

17 komentarzy

  1. Haha calkiem niezle w tej koszuli i skarpetkach wygladasz :) Ja mialam bialo-niebieska :) I tak jak ty znieczulenie mnie dlugo nie trzymalo ;) Obudzilam sie w trakcie zabiegu i rozmawialam z pielegniarkami i anastezjologiem :) U mnie wyjeli 11 jajeczek, a lekarz powiedzial ze czasami jak jest ich mniej to sa lepszej jakosci wiec sie tak nie martwilam. Mam nadzieje, ze twoje beda mega silne i tym razem sie uda :) Trzymam mocno kciuki i sciskam :):):)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dobrze, że nie w niebiesko białe paski hihi :)))))
      Może faktycznie skoro jest ich mniej będą lepsze :) zobaczymy :) czekam niecierpliwie na telefon :)
      Buziaki dla Ciebie i dla maluszka :*

      Usuń
  2. Zgrabniocha z Ciebie, no i dzielna jesteś bardzo!!! Trzymam kciuki, żeby Twoje bąble zamieniły się w piękne, zdrowe zarodki:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe to ten czarny kolor tak działa :) mam 161 cm wzrostu i aktualnie aż 73 kg :)))) czarny maskuje dobrze :)))))
      Dziękuję :)))
      Tyle mam wsparcia od Was, że musi tym razem się udać :))))
      I też trzymam kciuki za Ciebie :*

      Usuń
  3. Dzielna jesteś :) Super, że wszystko poszło ok na punkcji. Teraz czekam na wieści kiedy transfer i trzymam kciuki za Kropki, żeby się pięknie dzieliły.

    Uściski;***

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :))))
      Troszkę tylko brzuch bolał po punkcji jak leki przestały działać , ale jest lepiej niż ostatnio ;)))
      Lubię ten moment odpływania podczas zasypiania :)Fajne uczucie :))))

      Usuń
  4. Również trzymam kciuki :) transfer lada dzień, więc dbaj o siebie, a nie takie świństwa wcinasz! ;> hmmm... nie wiem, na zdjęciu nie widzę, żebyś miała jakiś problem z wagą, z tym, że ja mam 160 cm i 47 kg :D ;)
    Ty tu o jedzeniu, a ja tydzień na ścisłej diecie... :( a konia z kopytami bym zjadła :(
    trzymaj się i dbaj o siebie ;) :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. DbaM :))) a Ty taka chudzina i na diecie jeszcze :) jejku :)
      Nie mogę wychodzić z domu bez śniadania, bo później tak to się kończy :) i jem to czego nie mogę :)

      Usuń
    2. Ale ja na przymusowej diecie :( przedwczoraj miałam laparoskopię i teraz tydzień diety... zero cukru... :(

      Usuń
    3. O cholera to kiepsko :( pamiętam 1,5 roku temu też miałam laparoskopię :(
      Tylko mnie to bardzo brzuch bolał po niej, bardziej niż po punkcji...
      A Ty jak się czujesz?

      Usuń
    4. Fizycznie całkiem dobrze. Ale psychicznie dziś bez szału. Wiadomo, 4 dziury w brzuchu bolą, ale jest to do wytrzymania. Nie biorę nic przeciwbólowego. Tylko dieta mnie męczy :/

      Usuń
  5. To dobrze, że estradiolu się nie przyczepili. Powyżej normy po stymulacji może, a nawet musi być. Byle nie za bardzo. To mam nadzieję, że jutro transfer.
    Ty masz chyba jeszcze albo wyszczuplający aparat, albo oszukującą wagę. Super wyglądasz.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. E tam ;)))) to czarny kolor :))))
      Dzwonił doktor. Transfer w poniedziałek o 12:30.
      Tylko 4 się zapłodnily komórki :(
      Boję się ile z nich dotrwa do poniedziałku :((((((
      A jeśli żadna?
      Jejku tak bardzo się boję :((((

      Usuń
    2. 4 z 6 to nie tak źle. Szkoda, że wszystkich 8 nie zapładniali. Jakaś dotrwa, będzie dobrze.
      To będzie weekend pełen oczekiwania.

      Usuń
    3. Podobno przy 3 procedurze zapładniają wszystkie pobrane. Zawsze jakieś pocieszenie :(
      To będzie najdłuższy weekend w życiu...

      Usuń
  6. Ale Ci zazdroszczę , że się jeszcze załapałaś na refundację ja sobie mogę tylko na cud liczyć ;-p Życzę Ci powodzenia i mam nadzieje , że za nie długo już będziecie we trójkę ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :* mam nadzieję, że masz rację i się wreszcie uda :)
      My już w czerwcu się zakwalifikowaliśmy, we wrześniu był pierwszy transfer, w październiku crio.
      Teraz w poniedziałek kolejny transfer...
      Cały czas liczę na to, że rząd zauważy problem jakim jest niepłodność i przedłuży program, albo wprowadzi coś innego, co pomoże takim parom jak nasza.
      Niektóre miasta jak np Łódź pomagają swoim mieszkańcom w in vitro. Może więcej miast się przyłączy :)))

      Usuń

TOP