piątek, 8 stycznia 2016

6 dc - wizyta invimed

Wizytę miałam dziś na 10. Wyjechałam o 7:30 bojąc się troszkę niespodziewanych sytuacji na drodze.
Mimo, że troszkę korkowało się przed tunelem i przed mostem, to dojechałam bez problemów i już o 9 byłam pod kliniką.

Weszłam do gabinetu gdzieś o 9:40, czyli przed czasem.

To w porównaniu do poprzedniego lekarza duży plus. U tamtego cały czas były opóźnienia i to nawet 3 godzinne.

Powiedziałam doktorowi na wejściu, że dziś 6 dc i przypomniałam mu kolejny raz że mam bardzo krótkie cykle i ostatnio miałam w 11 dc punkcję. 
Podejrzał na usg i o dziwo pierwszy raz skomentował.
Stwierdził, że faktycznie w strasznie szybkim tempie rosną te moje pęcherzyki. 

Widziałam na ekranie.
Wielkie ciemne kule :))))
Odrazu kazał mi iść do apteki i do pielęgniarek zrobić zastrzyk orgalutran.
Czyli rano orgalutran, a wieczorem puregon. 
(Ostatnio miałam oba zastrzyki wieczorem). 

Musiałam poczekać w kolejce, bo wszyscy czekali na 10 żeby móc zrobić Chlamydię.
Ja przy okazji zrobienia zastrzyku też odrazu zrobiłam te badanie.

Punkcja w środę prawdopodobnie lub czwartek, ale w poniedziałek na 100% mi powie. 

Brzuch boli jak cholera, na wadze 4 kg więcej. Masakrycznie znoszę te stymulacje, ale czego nie robi się dla dziecka.

Bilet dla mojego M. zamówiłam na niedzielę.
W pierwszej wersji odrazu rano po wizycie kupiłam bilet na poniedziałek. Wpadłam w panikę i na szybko chciałam to załatwić. Nie przemyślałam tego dokładnie.

Wizytę mam na 8:20, a samolot w Polsce byłby o 10. Miałam prosto z Warszawy jechać do Modlina. 

Jednak narzeczony uświadomił mnie, że przecież w niedzielę i tak nie będzie pracował i szkoda, że nie zamówiłam biletu na niedzielę.
I to właśnie była myśl.
Szybko skontaktowałam się z linią lotniczą z zapytaniem czy jest możliwość zmiany terminu lotu.
Okazało się, że nie minęły 24 godziny od rezerwacji, a więc możemy zmienić termin, tylko trzeba dopłacić różnicę 7 euro.
Udało się :)
Zmieniłam lot z poniedziałku na niedzielę, a więc normalnie pojedziemy razem na wizytę, M. zrobi potrzebne badanie i nie trzeba będzie 2 razy jeździć do Warszawy :)
Popołudniu odbierzemy autko z naprawy, więc odpada mi problem w znalezieniu kogoś kto mnie zawiezie.
Wtorek będziemy mieli na załatwianie spraw itp.
W środę rano punkcja i popołudniu przed 17 samolot powrotny.

Uff...
Ledwo wyjechał, a już musi wracać na chwilę :)
Ktoś musi na te nasze in vitro wkońcu zarobić :) 
Przecież nie ja z mojej marnej wypłaty :)

A leki do stymulacji są drogie, te wszystkie zastrzyki, lutinusy, badania potrzebne do programu, dojazdy...
Dziś prawie 260 zł orgalutran, 310 bilety lotnicze (na szczęście w obie strony - lot w tygodniu, więc niska cena), gaz około 60 zł. 

Mam wszystkie paragony za leki i badania. Muszę policzyć ile to już wyszło.


Ps. Coś mi się przypomniało.
Podczas wizyty zapytałam doktora o to czy robić badanie na przeciwciała blokujące allo-mlr. W odpowiedzi usłyszałam, że nie ma takiej potrzeby.
Hmmm
Przeczytałam w necie, że to ważne badanie. Może być tak, że mój organizm odrzuca zarodek traktując go jak coś wrogiego.
Przecież przy ostatnim criotransferze był pęcherzyk widoczny w usg i hcg skoczyło na 7. Marny wynik wiem. Ale przy 5 był widoczny pęcherzyk w usg.
Hcg zaczęło spadać i zarodek przestał się rozwijać. Mój organizm odrzucił go. Mimo, że był w macicy.

Czuję, że coś jest na rzeczy.
Tak samo czułam zanim okazało się, że mam hashimoto. Wiedziałam, że mam, miałam wszystkie objawy, a lekarze lekceważyli to. Dopiero tsh powyżej 8 i obecność przeciwciał anty tpo pokazała, że nie wymyślam.
Dlatego zastanawiam się czy nie zrobić tego badania mimo wszystko.
Gdybym nie upierała się przy swoim to nikt nie przejąłby się moimi dolegliwościami.

Kolejna sytuacja z endometriozą. Gdybym nie drążyła tych moich bóli brzucha w poszukiwaniu przyczyny i dała się zbyć lekarzom to nadal bym nie wiedziała o chorobie.

73kg żywej wagi :) było już 69, stymulacja kolejny raz zrobiła swoje. Dobrze, że czarny optycznie wyszczupla :)

23 komentarze

  1. Ech, przechlapane że nie można polegać zawsze na lekarzach tylko trzeba samemu być specjalistą we własnej sprawie:/ Ale świetnie, że jesteś taka nieustępliwa i dopinasz swego!

    Odpoczywaj teraz, zbieraj siły, a ja zaciskam kciuki za przyszły tydzień!!! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję:)
      Chociaż przystępuję do tej kolejnej procedury jakoś bez większych nadziei na powodzenie...
      Najwyżej miło się rozczaruję :)

      Usuń
  2. Wydaje mi się, że dobrze Cię rozumiem. U mnie w głowie ciągle wojna. Z beznadziei jakoś udaje mi się wspinać na wyżyny nadziei. Za to z wiarą jest dużo gorzej. Wiara w sukces szwankuje bardzo często. Staram się otaczać innymi "wierzącymi", którzy utwierdzają mnie w poczuciu, że w końcu się UDA:) Ale w dalszym ciągu to jest u mnie raczej siła woli i ciężka praca, a nie spontaniczne przekonanie, że napewno bedzie dobrze.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pracy mi ciężko gdy widzę dzieci, kobiety w ciąży...
      Płakać mi się chce :(
      Koleżanki tego nie rozumieją. Dziwią się, że nie znoszę tego widoku, że jak to możliwe. Staram się o dziecko, a nie mogę na nie patrzeć.
      No nie mogę. To boli. Ktoś kogo to nie dotyczy nie zrozumie.
      Usłyszenie od koleżanek, że będzie dobrze nie pomaga.

      Dlatego czytam wasze blogi i fora :)
      Dają dużo wsparcia i nadziei ;)
      I faktycznie otaczanie się innymi wierzącymi pomaga :)))))
      Dlatego uwielbiam kontakty z wami dziewczyny :))))
      A sukces - zajście w ciążę- każdej z was daje nadzieję i podnosi na duchu :)))

      Usuń
    2. Wiesz - wydaje mi się, że nikt nie zrozumie tego lepiej jak druga kobieta, która stara się o dziecko i tak samo jak Ty nie może patrzeć na małe dzieci. Ja miałam początkowo nawet problem z tym, że mój brat spodziewa się drugiego dziecka... Pewnie moja reakcja byłaby też inna, gdybym dowiedziała się o tym w inny sposób... Ale gdy widzę kobiety w ciąży, i małe dzieci - to po prostu mnie ściska, i tyle...

      Usuń
  3. jak ja to znam... do lekarza do z własną diagnozą trzeba. o zgrozo, co za czasy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Skończyłam studia na uniwersytecie medycznym. Co prawda nie lekarski, ale też dużo mieliśmy medycznych przedmiotów. Dużo wiedzy z nich wyniosłam, ale dużo też czytam książek, artykułów itp.
      Gdybym sama nie dociekała to żaden z tych pseudo lekarzy by mi nie pomógł :(

      Z dobrym lekarzem to jak z dobrym mechanikiem :)
      Ciężko znaleźć takiego :)

      Większość nie szuka przyczyny problemu, tylko leczy skutek.
      Np miałam tak w przypadku migdałów.
      Nigdy nie chorowałam na migdały, a nagle wywaliło mi i były ogromne, białe i strasznie bolały. Poszłam do lekarki laryngolog i standardowo dała antybiotyk. Nie pomagało więc kolejny i kolejny. Położyła mnie nawet na oddział i tam kolejny antybiotyk dożylny. Wyszłam ze szpitala i dalej to samo. Kolejne antybiotyki, w tym drugi dożylny. Masakra. Wkońcu po 13 antybiotykach pani doktor wpadła wreszcie na cudowny pomysł żeby zrobić wymaz. I co się okazało? Bakteria. Pałeczka ropy błękitnej - typowo szpitalna bakteria. Przy hashimoto mam osłabioną i tak odporność organizmu i dlatego złapałam te świństwo. Jedynym objawem były te migdały, nic poza tym.
      Antybiotyki, które mi dawali były oporne na tą baterię. Gdy dali mi wreszcie właściwy lek wcelowany w tą baterię na podstawie antybiogramu wreszcie objawy ustąpiły :))))
      Ale tak właśnie działają lekarze.
      Nie szukają przyczyny choroby, tylko leczą skutki.
      Powiększone migdały, angina - to na to dają antybiotyki i to leczą.
      A nie wpadają na pomysł, że te migdały to tylko skutek, a nie przyczyna choroby.
      Ech. Tak to właśnie wygląda.
      Dlatego teraz jestem mądrzejsza i cokolwiek się dzieje wolę odrazu zrobić wymaz, a nie w ciemno brać antybiotyki.

      Troszkę mam przejść za sobą hehe

      Usuń
  4. Dzisiaj trzeba być lekarzem, hydraulikiem, mechanikiem samochodowym i mogłabym tak wymieniać dalej.Co byśmy zrobiły bez tego internetu;)Powodzenie i dorodnych jaj życzę!;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj dokładnie :)
      Dzięki :)
      Jakoś spokojniej reaguję na tą stymulację tym razem.
      Ostatnio miałam straszne humory i byłam okropna, a teraz jestem o dziwo spokojna i opanowana.
      Hehe
      Zmiany zaszły wraz z nowym rokiem :)

      Usuń
  5. No proszę, kolejna kobietka, która męczy się z endometriozą... :(
    będę zaglądać :)
    a na foto widzę śliczną dziewczynę :)
    pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe dziękuję :) nie przesadzaj Haniu :)
      Wstawiam mało wyraźne zdjęcia żeby przypadkiem ktoś ze znajomych mnie nie poznał hehe
      Może nie wyglądam na chorą osobę. Tak mogłoby się wydawać.
      A tu Hashimoto, endometrioza, niepłodność, nietolerancja glutenu, kurczaka, białka jajek i kukurydzy, słaby wzrok (już -2,75 i cały czas się pogarsza, a co najgorsze ostatnio przy badaniach okresowych w pracy okulistka stwierdziła u mnie początki jaskry), mam też pierwsze objawy parodontozy (zęby psują mi się pod korzeniem, ostatnio dzień przed transferem musiałam jeden usunąć), dyskopatia kręgosłupa lędźwiowego (dźwignie czy ciąża może spowodować wypadnięcie krążka),mam też polipy w zatokach przez co mam wieczny problem z zatkanym nosem :))) jestem też po rekonstrukcji więzadła krzyżowego przedniego w 2011 roku :))) takie ze mnie nieszczęście :)))))
      Kurde powinnam dostać jakiś stopień niepełnosprawności przy tych wszystkich schorzeniach :)
      Na codzień zapominam o tych wszystkich problemach :)
      Jakoś trzeba żyć i iść do przodu, chociaż ciężko mając 27 lat i tyle schorzeń :))))
      Jakby tego było mało to będziemy mieli z moim M. w razie ciąży konflikt serologiczny, bo ja jestem minus, a on plus :)
      Masakra :)
      Taka mała ja, a tyle problemów :)

      Usuń
    2. Noooo, kochana, na bogato u Ciebie :D
      chyba wolę się nie zastanawiać ile dolegliwości mi dokucza i ile już przeszłam, nie będę się denerwować ;P zwłaszcza, że w tym roku stuknie mi 35...
      najważniejsze, to się nie poddawać i iść do przodu ;)(choć czasem nie jest łatwo...)

      Usuń
    3. O dokładnie ;)))))
      Wiara czyni cuda ;)

      Usuń
  6. Trzymam kciuki za punkcje! Jak się czujesz po Lutinusie? Ja po nim mam straszne mdłości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :)))
      Jakoś nie zauważyłam złego samopoczucia w trakcie brania lutinusa.
      Źle się czuję będąc na tabletkach anty i na zastrzykach.
      Chociaż o dziwo teraz podczas tej drugiej stymulacji nie mam humorów i czuję się całkiem nieźle i spokojnie :)

      Usuń
  7. Trzymam kciuki i czekam na wieści po kolejnej wizycie.
    Ostatnio rozmawiałam z lekarzem o klinikach i sam powiedział, że w tych wielkich często pacjent wpada w machinę i nie ma indywidualnego podejścia.
    W tym całym moim nieszczęściu przynajmniej do lekarza mam szczęście :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku to zazdroszczę Ci bardzo tego indywidualnego podejścia :)
      Taki lekarz to skarb :)

      U mnie wizyta trwa 5 minut łącznie z usg :( Porażka :( Lekarz nic nie wie o pacjentce :( nie słucha :(

      Niedługo wyjeżdżam po mojego M. na lotnisko. Cieszę się, że będzie jutro ze mną na wizycie.
      Po punkcji będzie musiał wracać spowrotem :(
      Na transfer pojadę pewnie znowu z siostrą tak jak było przy crio. Ale to nie problem.
      Od nowego roku o dziwo jestem spokojna i wyciszona i nic nie zakładam, na nic się nie nastawiam :)

      Usuń
  8. Wyglądasz kwitnąco , nie przejmuj się wagą bo wyglądasz bardzo ładnie , kobieta powinna mieć trochę piersi i tyłka ;* a chłop nie pies na kości nie leci ;-) Życzę powodzenia będę za was trzymać kciuki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi dziękuję :)))
      Mój M. też jest zadowolony :)
      Dla niego też im więcej tyłka tym lepiej :)))
      Dla mnie gorzej,bo nie mieszczę się w ubrania :) ale trudno :) wszystko dla dziecka :)

      Usuń
  9. Witaj :). Ja się nie zważyłam, więc nie wiem ile było do przodu, ale ani po pierwszej, ani po drugiej stymulacji nie weszłam w żadne swoje spodnie, musiałam odgrzebać jakieś stare luźniejsze spódnice i sukienki. Jak po drugiej stymulacji udało mi się zajść w ciążę to mąż się ze mnie śmiał jak w 7 tygodniu musiałam sobie kupić spodnie ciążowe, bo brzuch miałam jak moje koleżanki w 4 albo 5 miesiącu. Ty wyglądasz bardzo dobrze, na zdjęciu wcale nie widać zbędnych kilogramów, fajna ta sukienka. Btw. gdzie ją kupiłaś?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi ja nawet nie próbuje wchodzić w spodnie :)
      Prawie zawsze chodzę w sukienkach i to zazwyczaj czarnych Bo optycznie wyszczupla :)
      Ta sukienka to chyba z Croppa była albo z Housa nie pamiętam :)na wierzchu mam sweterek z takimi bokami luźnymi :)
      Kilogramy się ukryły :)

      Usuń
  10. Eh... Z pewnością uciążliwe są dojazdy do kliniki. Moja żona też nieprzyjemnie znosi stymulacje, choć na szczęście nie miała jakichś wielkich bólów. Nie zauważyłem też kilogramów, chociaż może jak przybrała do 5kg to mało zauważalne. Poza tym - kto by się tym przejmował :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jasne ;) im większy tyłek tym lepiej :) a jeszcze jak partner to akceptuje to idealnie :)
      Czym tu się wtedy przejmować :)))))

      Usuń

TOP