piątek, 15 stycznia 2016

Jak najdalej od mechaników...

Odebrałam dziś samochód od mechaników. ,,Niby" sprawdzili rozrząd i według nich jest wszystko dobrze ustawione.
No ciekawe to bardzo.

Przed kupnem samochodu specjalnie pojechaliśmy podłączyć samochód pod komputer.
Mam wydruk z tego dnia. Żadnego błędu dotyczącego ustawienia rozrządu nie było.
Pokazywałam im to, tłumaczyłam.
Oni swoje.

Że według nich ten błąd był, że pewnie gość, który sprzedawał samochód skasował ten błąd.
Pytałam jak to możliwe skoro inne błędy były.
Oni na to mają swoją teorię, że niby tylko ten jeden błąd skasował właściciel przed sprzedażą.
Mówiłam im, że to absurdalna teoria, bo jakby chciał coś ukryć to skasowałby wszystkie błędy.
Ja swoje, oni swoje.

I teraz co?
Powiedzieli, że to pewnie wina czujnika tego od rozrządu, ale z tym to muszę jechać do elektromechanika.

Swoją drogą to bardzo ciekawe, bo przed wstawieniem samochodu do nich na wymianę tego rozrządu nie było żadnego błędu dotyczącego rozrządu.
Coś musieli źle ustawić i dlatego teraz pojawia się błąd.

Podjechałam do elektronika.
Umówiłam się, że jak dostane jedną część na którą czekam to zadzwonię i się umówimy na sprawdzenie samochodu. 

Transfer w poniedziałek. Jeśli ta część też wtedy przyjdzie to we wtorek muszę jechać zostawić samochód. 

Masakra. Cały czas coś.

Ale przynajmniej sprawdzi i okaże się czy od strony elektryki jest wszystko oki. 

Jeśli nie to wracam do tych papraków żeby dobrze wkońcu ustawili ten rozrząd.

Tak czy inaczej wszystko okaże się po wstawieniu auta do elektromechanika. 

Jeszcze jedna ciekawa rzecz.
Ci super mechanicy ,,niby" sprawdzili ten rozrząd, a zepsuli kolejną rzecz. 

Jeździłam i załatwiałam kilka spraw po odebraniu samochodu.
Moją uwagę zwróciła wskaźnik temperatury płynu chłodniczego. 
Temperatura wcale nie unosiła się do góry mimo, że długo już jeździłam. 

Nerwy mnie wzięły. Mieli sprawdzić rozrząd, a zepsuli to.
Według nas nie podłączyli czujnika od temperatury. 

Wszystko okaże się we wtorek.
Zła jestem na tych wymieniaczy, bo inaczej nazywać ich nie mogę.

Teraz kilka słów o Crinone.
Dziś 3 raz aplikowałam sobie ten żel.
Powiem Wam, że jestem zadowolona.
Nie wypływa tak jak lutinus czy luteina.
Czytałam w internecie, że dopiero po około 4 dniach mogą wypływać takie zbite grudki. No zobaczymy. 

Póki co same plusy.
Stosowanie - tylko raz dziennie, na noc.
Brak upławów.
Jak dla mnie rewelacja :)
Cena jest tu minusem w porównaniu do luteiny.
Muszę wierzyć w lepszą jakość tego preparatu.

2 komentarze

  1. Przechlapane z tymi "wymieniaczami":/ Z drugiej strony... W pewnym sensie... Może to lepiej, że coś się dzieje z samochodem i odciąga Twoją uwagę od wiadomych stresów. Nie na tego złego?;)

    Trzymam kciuki za poniedziałek!!! I za te dwa dni weekendu, żeby szybko zleciały. A zaraz po nich dwa tygodnie czekania, też niech miną jak z bicza strzelił:) Ściskam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za słowa wsparcia :* oby właśnie tak było :*

      Usuń

TOP