wtorek, 5 stycznia 2016

Pech mnie uwielbia

Chyba nie ma drugiej takiej osoby, która miałaby taki pech jak ja.
Dziś kolejny przykład i to bardzo dramatyczny w skutkach.

Rano mój M. wyszedł wyrzucić śmieci i przy okazji chciał odpalić mój stary samochód.

Nowy wstawiliśmy wczoraj do mechanika, żeby wymienił kilka rzeczy.

Wiedziałam, że to się stanie. 
Dlaczego samochód nie zepsuł się jak drugi był pod blokiem?
Zawsze coś takiego dzieje się w nieodpowiednim momencie.

Mój M. jutro wyjeżdża do Belgii. Drugi samochód w naprawie. W piątek wizyta w Warszawie w invimed, czyli muszę mieć samochód.
A jak na złość zepsuł się.
Nie chciał odpalić, czyli wydawałoby się, że to tylko akumulator.
M. złapał jakiegoś sąsiada i odpalili auto na kable. 

Sprawa niby prosta. Słaby akumulator. Jednak po chwili sytuacja się skomplikowała. Nagle zaczęła świecić się kontrolka od oleju. Olej zaczął wyciekać. 

W optymistycznej wersji, po konsultacji z dwoma kolegami mechanikami, doszedł do wniosku, że to uszczelka puściła i dlatego leci ten olej.
Pozostał problem naprawy. Zadzwoniliśmy do najbliższego warsztatu i umówiliśmy się na 14.
M. wyszedł wcześniej, żeby zrobić porządek z plamą, która zrobiła się pod samochodem.
I co wtedy? Znowu samochód nie chciał odpalić i kolejny raz ktoś odpalił go na kable.
Olej wyciekał nadal. W takim stanie nie mógł sam dojechać do mechanika, mimo, że jest blisko, praktycznie po drugiej stronie ulicy.
Samochód trzeba holować.
Wszyscy znajomi o tej godzinie są w pracy, więc pojawił się kolejny problem.
Udało się znaleźć taksówkarza, który za 30 zł to zrobił.
Na miejscu warsztat był zajęty przez inny samochód, więc M. musiał czekać.
Kiedy już wkońcu rozkręcili samochód, okazało się, że nie mają na stanie zakładu tej nieszczęsnej uszczelki.
Trzeba było czekać, aż dowiozą.
Dopiero przed 18 mój M. był w domu.

Szczęście w nieszczęściu, że była to tylko ta uszczelka no i, że stało się to dzisiaj, a nie jutro jak już będę sama.
Dopiero byłaby panika i płacz.

Ciekawe czy jutro odpali? :)

2 komentarze

  1. crazy-cat-lady6 stycznia 2016 10:21

    Takich przygód z samochodem to nie miałam, ale parę razy gdy mi było śpieszno do pracy to nie chciał odpalić więc mój mąż musiał mnie odwozić. Dlatego przy dłuższym czasie nieużytkowania "Mikrusa" dzień wcześniej go odpalamy by zobaczyć czy załapie za pierwszym razem :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hihi ja takie sytuacje z samochodami mam cały czas :)
      Mój M. śmieje się, że nawet nowy samochód z salonu by mi się psuł :)
      Takie mam szczęście :)
      Przez 5 lat jeździłam do szkoły 300 km w jedną stronę i te 2-3 razy w miesiącu. Chyba nie miałam wyjazdu bez przygody :))))

      Usuń

TOP