piątek, 5 lutego 2016

9 dc wizyta invimed

Nauczona doświadczeniem staram się wyjeżdżam dużo wcześniej.
Dzisiaj mając wizytę na 7:30 wyszłam z domu już o 4:45.

Wzięłam pod uwagę mega korki jakie mogą rano się tworzyć.
Troszkę przesadziłam z tym zapasem czasu :)

Dojechałam pod klinikę równo o 6 :)
Łomianki minęłam i nawet nie zauważyłam kiedy :)
Tak to ja mogę tu jeździć :)

Tylko kilka samochodów mnie zdenerwowało :)
Nienawidzę jak ktoś jedzie wolno lewym pasem. Zaraz mnie ciśnienie bierze na takich ludzi. W żaden sposób nie idzie tego wtedy wyprzedzić jak jedzie takie coś na równo z prawym pasem.
Ale na głupotę nic nie poradzę.

I tak zauważyłam, że jestem ostatnio dużo spokojniejsza i nie tak łatwo wyprowadzić mnie z równowagi :)
Zauważam to przede wszystkim w pracy.
Bardziej wyluzowana jestem i nie przejmuję się. 

Może dlatego, że sprawy takie jak nerwy w pracy są dla mnie w tym momencie mało istotne, przy problemie jaki mam z ciążą... a raczej jej brakiem, że inne sprawy są dla mnie bez większego znaczenia.

Wiem, że wystarczy wyjechać pół godziny później do Warszawy i już tkwi się w mega korku.
To już z dwojga złego wolę już być wcześniej niż denerwować się tym, że jest ciasno na drodze. 

W samochodzie cieplutko to można czekać:)

Klinika czynna jest od 7:30.
Do środka weszłam o 7. Pusto, wszyscy dopiero przygotowywali się do pracy, ale było otwarte.
Zarejestrowałam się po 7:17  i odebrałam kartę informacyjną z ostatniego transferu.
Zarodek jaki mi podali przy tym 3 transferze to była blastocysta 2BB.
(Ostatnio była blastocysta obkurczona).

Dla mnie dziwne jest to, że  jeszcze w poniedziałek w dniu transferu były 4 zarodki. 1 mi podali, a następnego dnia zamrozili tylko 1.
Dziwne, że nagle 6 dnia te 2 się zepsuły.
Przy 1 procedurze w 5 dniu już zamrozili 2 zarodki, a tu przy 2procedurze 5 dnia były 4, a zamrozili tylko 1.
Nie wiem co oni z nimi robią.
Mam nadzieję, że nie wykorzystują ich w nielegalny sposób, np. do dawstwa.
Nawet już takie myśli miałam.
Bo kto ich tak naprawdę wie i to sprawdzi.
Piszą w papierach, że się zdegradowały, a tak naprawdę co się z nimi stało nie wiadomo.

Do gabinetu weszłam o 7:22, a o 7:40 już wyszłam z kliniki.
Nic się nie dowiedziałam.
3 minuty wizyta.
Nawet nie wiem czy transfer będzie w tym cyklu czy nie.

Lekarz standardowo mało rozmowny. Nic nie mogłam z niego wyciągnąć.
Pytałam czy możemy coś zrobić żeby ten zarodek się przyjął, jakieś leki dodatkowe, czy badania.
Doktor powiedział, że nie w tym cyklu, bo już za późno na to.
No i wbiłam się w szok.
2 razy dopytywałam się czy w tym cyklu nie będę miała tego crio, bo coś go nie zrozumiałam.
Lekarz powiedział, że jeszcze nie wie.

Mam przyjechać we wtorek teraz znowu na kolejny monitoring cyklu.
Bez sensu te moje jeżdżenie skoro i tak w tym cyklu nie zrobi criotransfer.
Ostatecznie co i jak zdecyduje na kolejnej wizycie.

Zdenerwowało mnie to bo czas leci. Do czerwca już blisko. Jeśli faktycznie w tym cyklu nie zrobi mi tego crio to według moich wyliczeń wychodzi dopiero połowa marca.

Jeśli nie uda się to 3 procedura będzie w połowie kwietnia. Chyba, że znowu lekarz ominie mi cykl i będę miesiąc do tyłu.

Zapomniałam wspomnieć na początku, że udało mi się dziś zasnąć bez tabletki nasennej :)
A więc jest już mały sukces :)))
Nie wiem czy to sprawka akupunktury, ale całkiem możliwe :)))
Troszkę się kręciłam zanim zasnęłam, ale udało się, a to najważniejsze.

Do domu dojechałam o 9:25.
Jak wróciłam z kliniki położyłam się jeszcze na 3 godzinki.
Do pracy miałam na 14, a wstałam bardzo rano to byłam śpiąca.
Ciężko byłoby mi wytrzymać w pracy bez tej dodatkowej drzemki.
Tym bardziej, że dziś późno kończę, a jutro mam za koleżankę na rano.

Wszystkie zmiany, które miałam rano zamieniłam na popołudnie.
Tak jak kiedyś wolałam pójść do pracy na rano i mieć wolne popołudnie, to teraz nie lubię.
Przynajmniej póki mojego M. nie ma.
Mam na popołudnie to mogę się wyspać i drugi plus, że nie ma wtedy zazwyczaj kierowniczki i nie muszę się dodatkowo nią denerwować.

Męczy mnie teraz ta niepewność co do tego criotransferu...

19 komentarzy

  1. Jeżeli miałaś nakłute ucho, to obstawiam,że dobry sen to zasługa akupunktury;)Też się czasem zastanawiałam,czy faktycznie nasze zarodki się degradują czy ktoś je degraduje.Może to szaleństwo tak myśleć, ale pojawiła mi taka myśli.Zarodek miałaś słaby.Jakie masz amh?Widzę,że słabo się stymulujesz i masz słabe zarodki.Pytałaś lekarza dlaczego tak jest?Myślałaś o ewentualnej zmianie leków?Ja stymuluję się nie najgorzej, ale zarodki też mam słabe.Tylko,że ja już wiekowa;)
    Nie martw się na zapas!Może uda się zrobić krótki protokół, a może nie będzie już trzeba bo crio się uda:)Spokojnie, pewnych rzeczy nie przeskoczysz.Wymagaj od lekarza wyczerpujących informacji!Masz do tego prawo, a to jego obowiązek.Możesz zawsze złożyć skargę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A doktorek mówił, że podał dobrej klasy blastocysty. Super jeśli w takim razie to dla niego dobra jakość :(((
      Półtorej roku temu miałam amh 1,6. Czyli teraz pewnie mniej...

      Skargi nie mam do kogo złożyć :( wkońcu przeniosłam się do szefa kliniki....
      U każdego to samo...
      Zero informacji, nic nie wiem co jest grane i o co chodzi...
      Zarodki słabe, mało komórek się pobiera. Porażka jakaś...
      Do mrożenia 1 dotrwał.
      Nie wygląda to ciekawie...

      Usuń
  2. No to ja już niczego nie rozumiem.U nas dobre zarodki to 4AA!Ja miałam 1bb i 2bc i mówili,że słabizna.
    Ja mam 1,54 i do tej pory miałam od 6 do 8 komórek.Jak nasienie?U nas nasienie się poprawiło ale zarodki nadal kiepskie.
    Z tymi lekarzami..Można się załamać!Ja też czasem wychodzę z gabinetu w nerwach.Mam wrażenie,że Oni wiedzą,że jesteśmy od nich zależne i mają to gdzieś.Same szukamy informacji, próbujemy znaleźć pomysł na poprawę stymulacji i jakości zarodków!Oczywiście są też bardzo dobrzy, empatyczni lekarze ale przy tej fabryce to trzeba mieć szczęście,żeby na takiego trafić.W Twojej klinice stymuluje się jedynym, konkretnym lekiem?
    Ja do dziś nie mogę przeboleć mojej 1 stymulacji, chociaż staram się o tym nie myśleć.
    U nas po kontrolach i skargach trochę się sytuacja poprawiła.Mam nadzieję,że w końcu oś ruszy!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja przy obu stymulacjach brałam puregon, a później orgalutran. No i na pęknięcie pęcherzyka ovitrelle.
      Przy 1 stymulacji brałam po punkcji luteinę i estrofem.
      Przy crio brałam tylko lutinus.
      A przy 2 stymulacji tylko crinone.
      2 razy trafiły mi się torbiele krwotoczne ciałka żółtego to przez kilka dni brałam tylko anty na wyciszenie jajników.
      Porażka ta klinika.
      Nie ma do kogo iść na skargę. Nie ma jak na nich wpłynąć.
      Pytałam dziś czy widzi szanse u mnie na ciążę bo kiepsko to widzę. To odpowiedział tylko, że tak.
      Ech...
      Aż boję zrobić się ponownie amh :(((
      Potrzebuję lekarza który mi pomoże, porozmawia, wytłumaczy...

      Usuń
  3. Kochana ja jezdzilam do Krakowa 300 km w jedna strone, wizyty z doktorem trwaly 5-10 minut i to z usg! Dluzej przy kasie stalam :-/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to wszędzie widać takie podejście do nas mają :(((
      Dobrze, że chociaż udało Ci się :))))

      Usuń
  4. crazy-cat-lady5 lutego 2016 21:39

    Czytając Twojego posta aż mi się ciśnienie podniosło! Jak można tak traktować pacjentów? W Anglii byłoby to nie do pomyślenia! U mnie na każdej wizycie jak miałam pytania to pielęgniarka siedziała i tłumaczyła wszystko, a jak czegoś nie zrozumiałam to wytłumaczyła jeszcze raz. Wszyscy byli dla nas bardzo mili i pomocni :) Dlaczego w Polsce ludzi traktują jak bydło, albo nawet i gorzej?
    Kochana nie daj sie i walcz o swoje. Domagaj się informacji, bo na to zasługujesz i to lekarza (przepraszam za wyrażenie) zasranym obowiązkiem jest udzielić pacjentowi wyczerpującej informacji na wszystkie wątpliwości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mówię Ci jest tragicznie...
      Tego nawet nie da się opisać. Trzeba by było zobaczyć na własne oczy...
      Ledwo weszłam do gabinetu i już na fotel. Sekunda usg. Ubieram się, idę do biurka, a tam lekarz daje mi kartkę z terminem kolejnej wizyty! I to byłoby tyle. Ja w szoku. To pytałam jak to wygląda. Czy wogóle widzi szanse na to, że się uda, czy można jakoś wpłynąć na to żeby zarodek się przyjął, dodatkowe leki, badania. A on szybko tylko odpowiedział i tyle:( i tak jest za każdym razem.
      U poprzedniego lekarza było tak samo...
      Nie mam jak tu wymagać czy dochodzić czegokolwiek...
      Komu mam to mówić? :( Chyba tylko wam :(
      To co tam się dzieje nadaje się do telewizji. Brak słów.
      Leczenie w tej klinice przypłace depresją :( już bezsenność miałam 5 dniową ;(
      Zawsze byłam happy, uśmiechnięta, takie chodzące adhd którego wszędzie pełno.
      A teraz?
      Nic mnie nie cieszy, jestem smutna, często płaczę, ciężko mi w pracy, wśród dzieci, ech.
      Oni mnie tam wykończą...
      Nie mam pomysłu co zrobić.
      Jak mają zmienić podejście, leczenie, minimum rozmowy by się przydało, wytłumaczenia czegokolwiek. A tu zero. Nie wiem jak wygląda endometrium bo lekarz nic nie mówi. Usg trwa sekundę. Lekarz robi zdjęcia do historii i tyle. Nie mówi kompletnie nic.
      Ciekawe jak traktują nie programowe pacjentki.
      Położne, pielęgniarki czy pani doktor anestezjolog są super miłe.
      Ale lekarze pozostali to tragedia...
      Brak indywidualnego podejścia, mówienia czegokolwiek, zero informacji...
      Powiem wam, że nie popuszczę im tego.
      Za to co przechodzę.
      Pójdzie pismo obszerne tylko jeszcze nie wiem gdzie. Czy do ministerstwa zdrowia czy do rzecznika praw pacjenta.
      Hmmm muszę pomyśleć gdzie to opisać...
      Tak być nie może, że tak traktują pacjentki...
      U mnie w państwowym szpitalu jest więcej kultury i przekazywania informacji niż w takiej klinice

      Usuń
    2. crazy-cat-lady5 lutego 2016 22:44

      Masz rację nie odpuszczaj. Napisz do kogo tylko się da i opisz cała sytuację jaka się tam dzieje. Może warto by było telewizję i gazety w to włączyć, bo jeżeli w klinice nie można skargi napisać to telewizja na bank coś wskura. Oni tylko czekają na takie tematy.

      Usuń
    3. Tylko boję się zrobić jakikolwiek ruch przed 3 procedurą. Wyrzucą mnie wkońcu z kliniki i nigdzie nie podejdę do ostatniej procedury z uwagi na brak miejsc.
      To wszystko jest trudne i skomplikowane...
      Muszę godzić się na takie traktowanie, bo nie mam wyjścia :(

      Usuń
    4. crazy-cat-lady6 lutego 2016 12:41

      Znając siebie to bym z gabinetu nie wyszła dopóki bym nie uzyskała odpowiedzi na nurtujące mnie pytania. Potrafię być wredna i uparta nawet do lekarzy :) W końcu chodzi tu o leczenie i pomoc w zajściu w ciążę!

      Usuń
    5. Ja normalnie to też wszystko muszę wiedzieć konkretnie, ale tu się nie da nic dowiedzieć...
      Oni nie pomagają :( są nastawieni tyko na zysk :(

      Usuń
  5. A ja miałam z kolei tak, że problemy z zajściem w ciążę potęgowały też moje stresy i nerwy w innych kwestiach (pracy, relacji z rodzicami, z mężem) - wiecznie chodziłam nabuzowana i naprawdę ciężko było ze mną momentami wytrzymać. Dlatego gratuluję Ci takiego luzackiego podejścia do innych tematów :)

    U mnie też niektóre "wyprawy" do doktora trwały dosłownie cały dzień (3 godziny w jedną stronę, 3 z powrotem, a w międzyczasie jeszcze oczekiwanie w dłuuugiej kolejce chętnych, bo zawsze miał jakieś opóźnienie) - a sama wizyta to dosłownie "dzień dobry" i "do widzenia", i kolejne 250 złotych skasowane...ehhh :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :)) nie do końca takie mam luzackie podejście :)))
      Z moim M. też się kłócę ;) on ma ze mną tragedię co miesiąc hehe wtedy taką najcięższą :)
      Wczoraj np. stwierdził że mam go nie zarażać tym moim złym humorem :)
      Bo fakt faktem cały czas ostatnio narzekam. Ale trudno nie narzekać w takich sytuacjach.
      3 transfer nie udany, a ja miałabym unosić się nad ziemią.
      Tak to nie działa...
      W pracy staram się unikać sytuacji wyzwalających niepotrzebny stres :) czyli np unikam kierowniczki uciekając na popołudnia :)
      Dziś to się nie udało, bo też była popołudniu. Na szczęście nie miałam okazji się z nią ściąć.
      Nie mam już na to siły.
      Za dużo problemów się porobiło żebym jeszcze miała ją na głowie.

      Ten lekarz w porównaniu do poprzedniego nie ma opóźnień.
      Ale to jedyny plus...
      Olewanie identyczne.
      Jestem w programie rządowym to nie płacę za wizyty.
      Jednak dochodzi koszt przejazdu na paliwo.
      Lekarz powinien pomagać :((( a tego niestety nie robią :(((

      Usuń
    2. Ja bym pisała do mz.W końcu biorą za Ciebie kase!Z reszta powinno im zależeć na dobrej opinii.U mnie wizyta trwa ok 20min.Na końcu zawsze jest pyt:macie Państwo jakies pytania?I próbujemy szukac rozwiązania.To o czym piszesz to tragedia.To Twoje zdrowie,czas,oni biorą za to chajs!Nie daj zmarnować swojej szansy!U nas jesienią byl chaos i mnostwo ludzi.Tez się zastanaialismy nad skarga.Potem zabrakło kasy,a ja ochlonelam.Na razie nie mam zastrzeżeń.

      Usuń
    3. Jejku 20 minut tak właśnie powinna wyglądać wizyta :) a nie 5 minut i zero informacji.
      Ja nie wiem kompletnie nic.
      Blastocysta miała być taka super, a to tylko 2BB było.
      Idę na wizytę i nie wiem co i jak. Jak wygląda sytuacja. 2 razy go pytałam czy te crio będzie w tym cyklu i nie dostałam jednoznacznej odpowiedzi. A najlepsze jest to, że nawet nie wiem czemu nie chce robić w tym cyklu. Zero poinformowania :(
      Czekam na wenę i chwilę wolnego czasu, a wszystko to podsumuję i opiszę.
      Przez nich zmieniłam się nie do poznania. Psychicznie podupadam...
      To jest ten ich sukces. Niszczą kobiety psychicznie zamiast pomagać...
      A najgorsza jest ta niewiedza.
      Nawet mu dziś powiedziałam, żeby powiedział mi czy mam szansę na ciążę czy nie.
      Bo wolę wiedzieć np że nie i pogodzić się z tym niż ciągle żyć nadzieją i przeżywać co miesiąc dramat

      Usuń
  6. Ile masz km do Warszawy?
    Te dojazdy sa masakryczne.. ja a raczej my swojego czasu jezdzilismy do Wawy do Novum i tez nie raz zniesmaczona z bidniejsza zawartością portfela wracalam zastanawiając się czy to ma jakiś sens.
    Nie dziwnie się ze się zastanawiasz czy SA uczciwi.. ciężko to sprawdzić w dzisiejszych czasach.. a najgorsze jest to ze czlowiek ciężko walczy, dąży do czegoś a Panu Dr na wizycie nie chce się gadac, wczyuc i zamyka ja w paru minutach.. ach..
    Wytrwalosci Ci życzę :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki :*
      Do Warszawy mam troszkę ponad 100 km w jedną stronę. Nie ma tragedii. Chociaż też męczy to, bo jak mam wizytę na rano to popołudniu mam do pracy. I takim sposobem od wczesnego rana jestem na nogach. Ciężko cały dzień później tak wytrzymać.
      Z bezsennością poradziłam sobie to już plus :) tylko, że teraz znowu bym tylko spała i spała :))))

      Usuń
    2. Ja też jestem w programie MZ ale z takim traktowaniem się nie spotkałam. Wizyta zawsze trwa tyle ile potrzeba. Dlatego nie denerwuję się, jeżeli wchodzę z opóźnieniem bo wiem, że lekarz każdej pacjentce (w tym i mi) poświęca tyle czasu ile trzeba na badanie, wyjaśnienie, tłumaczenie, zalecenia itp. Na każde moje pytanie odpowiada a i sam tłumaczy wiele rzeczy od siebie. Dzięki temu czuję się bezpiecznie i komfortowo i dokładnie wiem co się dzieje.
      Przykro mi, że u Ciebie w klinice sytuacja wygląda tak jak opisujesz. Tak nie powinno być.

      Usuń

TOP