sobota, 20 lutego 2016

Taka sytuacja (7 dpt)

Kolejna historia z dnia dzisiejszego.

Siedzimy sobie w pokoju, nagle puka sąsiadka z naprzeciwka, 86 letnia staruszka.
Mówi, że strasznie brzuch ją boli i osuwa się po ścianie. Zemdlała. 

Straszny widok.

Siostra z mamą położyły ją na lewym boku, a tata przyniósł miskę, bo zaczęła wymiotować. 

Ja w panice zadzwoniłam pod 112 po karetkę. 

Przyjechali po 15 minutach. 

W między czasie sąsiadka lepiej się poczuła to mama zaprowadziła ją do jej mieszkania żeby się położyła.

Przyjechało 2 ratowników z lekarzem.
Zapukali do nas do mieszkania. Zaprowadziłam ich naprzeciwko.
Jeden z ratowników, w wieku moich rodziców, okazał się sąsiadem od nas z osiedla.
Ekipa nie trafiła się więc taka zła jak wtedy, gdy siostra zadzwoniła po karetkę do dziadka.

Lekarz na początku jakby nie dowierzał w ból staruszki. Mówił, że jak brzuch boli to trzeba wziąć nospę albo nawet 4 jak mocno boli. Później, że to może być różna przyczyna tego co się dzieje, że starszych ludzi w tym wieku to dużo może boleć.

Dopiero gdy zaczął badać jej brzuch nagle zmienił podejście.
Wyczuł ogromny guz z lewej strony brzucha, większy niż pięść.

Nic dziwnego, że kobieta zemdlała z bólu, nawet oddała mocz. Poza tym zimno jej, mimo, że w mieszkaniu mega gorąco, miała gorączkę i wymiotowała.

Nawet podczas tego jak wypisywali papiery, 2 razy jeszcze wymiotowała i znowu by się przewróciła.

Zabrali ją do szpitala.

Zamknęliśmy drzwi na górny zamek (na zasuwkę) i zapisaliśmy numer do rodziny.
Mieliśmy pojechać później do szpitala zawieźć jej najbardziej potrzebne rzeczy.
Tylko, że 2 godziny później koleżanka nam powiedziała, że sąsiadka dalej jest na SOR (jej tata zaczął dyżur od 19 na kartce to nie musieliśmy jechać, a byliśmy na bieżąco, zresztą wszyscy mieszkamy w tym samym bloku i się znamy).

Nieźle biedna kobietka z takim bólem 2 godziny i nadal na SOR. 

Teraz hit tej historii.
Jej syn leżał i spał pijany w drugim pokoju. Pijak z niego i żul.
Wrócił do domu znowu pijany i poszedł spać. Nawet nie zauważył, że było pogotowie i zabrali matkę.
Masakra.

Człowiek ma dziecko, wychowuje je, a później biernie patrzy jak ten syn się stacza i nie może nic na to poradzić.

Gdyby ona nie mieszkała z nim to pewnie zrobiłby w mieszkaniu melinę.
Sąsiadka ma jeszcze 2 synów, ale mieszkają na drugim końcu Polski. Aktualnie oboje pracują w Niemczech.

Mama zadzwoniła do żony jednego z nich i powiedziała co się stało i żeby zapisała nasz numer to będzie miała kontakt w razie czego.

Koło 20 przyszedł kolega tego syna sąsiadki. Zadzwonił do niego ten ratownik od nas z osiedla i przyszedł obudzić syna sąsiadki. 

Okazało się, że w usg wyszedł jej tętniak aorty brzusznej!!!
Karetka zawiezie ją do Warszawy.

Przecież to bardzo poważne. Jak pęknie ten tętniak to po kobiecie.
Dobrze, że syn chociaż odrobinę doszedł do siebie i wie już co i jak z matką.

Taka historia na dziś.

Wniosek z niej taki, że żadne pieniądze nie zastąpią bliskiej osoby przy boku, rodziny, która będzie w trudnych chwilach, w chorobie przy nas.

Gdyby sąsiadka do nas nie przyszła to syn na rzucie nawet nie zauważyłby, że coś złego dzieje się z matką.

Ps. Miła niespodzianka mnie dziś zastała przed chwilą.
Wpisałam w Google blog in vitro i patrzyłam czy pojawiły się jakieś nowe blogi o in vitro.
Przy okazji nie mogłam znaleźć mojego.
Dotarłam do 3 strony na której ostatnio był i nie ma. Dalej też nie. Cholera.
Wyszukałam od nowa i szok.
Jestem na 1 stronie :)
A pamiętam jak byłam bardzo daleko tak, że nawet wyszukiwarka mnie nie znajdowała:)
Ucieszyło mnie to bardzo :)
Jestem na 1 stronie obok dziewczyn z moich ulubionych blogów in vitrowych, które czytam :)))))
Fajnie :)))
Może dzięki temu więcej dziewczyn, które szukają informacji o in vitro na blogach do mnie dotrze i będzie mogło coś się dowiedzieć :)
Przynajmniej jak to wygląda w invimed hehe

Ps.2. Rano wpadłam w panikę, bo nie działała mi opcja odpowiedz pod komentarzem. Szukałam informacji w internecie, na forach. Nie znalazłam nic konkretnego to musiałam zarejestrować się na forum i założyć nowy temat. Napisałam też do twórczyni mojego szablonu, która nie raz pomaga mi jak mam problem :)
Przez 2 godziny nie mogłam nacisnąć odpowiedz hehe
Aż nagle samo zaczęło działać :)
Musiałam odwołać alarm :))))
Ale panika była niezła :))))

Jeszcze tylko jutro...

23 komentarze

  1. Przed chwilą okazało się, że sąsiadce ten tętniak pękł.
    Leży na SOR zaintubowana.
    Nie wyjdzie już z tego.
    Pewnie nie dożyje do rana...
    Przerażające jest to, że syn który z nią mieszka nie jest przy niej w tych ostatnich chwilach...
    Gdyby nie przyszła do nas pewnie znalazł by ją rano martwą.
    Gdyby wreszcie obudził się po tym przepiciu...

    Siostra zadzwoniła do jej rodziny pozostałej.
    Koleżanki ojciec kazał podać numer na SOR żeby rodzina sama zadzwoniła dowiedzieć się co i jak.
    Przykre...
    Widzieć czyjeś ostatnie chwile i wiedzieć, że ta osoba już nie wróci...

    Rodzina już wcześniej chciała zabrać ją do siebie.
    Jednak ta nie chciała zostawić syna samego.
    Potrafił wrócić pijany i zasnąć przy włączonym gazie.
    Teraz strach, że gdy zostanie sam to wysadzi blok lub zrobi melinę w mieszkaniu...
    Ech śmierć jest straszna...
    A jeszcze gorzej być w tych ostatnich chwilach samemu...

    OdpowiedzUsuń
  2. Dobrze,ze byliście pod ręką,żeby pomoc tej biednej kobiecie.Bardzo mi przykro,szczególnie,że z tego co piszesz nie miała latwego zycia..Chyba nie mogłabym być lekarzem i patrzeć jak umierają pacjenci.Kiedys chciałam byc wolontariuszka w hospicjum ale wiem,ze nie dałabym rady oglądać śmierci i cierpienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A to była taka miła staruszka w wieku naszego dziadka. Emerytowana nauczycielka. Bardzo mądra kobieta...
      Myśleliśmy, że to będzie guz jelita, tym bardziej, że objawy na to wskazywały, te wymioty i inne. A tu tętniak. I zdążył pęknąć. Nawet nie zdążyli ruszyć do Warszawy...
      Przykre, że nikogo przy niej nie było w szpitalu...
      My u dziadka byliśmy 3 razy dziennie...
      A tu jedyny syn na miejscu, reszta daleko, a ten który jest pijany w drugim pokoju nawet nic nie zauważył jak byliśmy u nich w domu z ratownikami i lekarzem...
      Masakra...
      Słowa tego lekarza cały czas mnie złoszczą, bo przypomina mi się moje latanie od lekarza do lekarza w poszukiwaniu rozwiązania moich bóli brzucha. A trwało to od 2009 roku. Tyle czasu robili ze mnie wariatkę...
      Kobietka tu poważnie chora, a lekarz gada o nospie.
      To tak jak mi gadali, że brzuch mnie boli bo pewnie coś zjadłam i to od jedzenia.
      Ręce opadają tym bardziej, że sama pracuje w szpitalu, oglądam śmierć, cierpienie na codzień...
      A jednak to wciąż nadal porusza

      Usuń
  3. Trochę to przerażające.Pewnie mają tyle wezwań,że działają już na automacie, rutyna.Nie wyobrażam sobie,że będąc lekarzem pacjent umiera w skutek mojego zaniedbania lub złej diagnozy.To jest olbrzymia odpowiedzialności i presja.Ja z wyrostkiem też odbijałam się od kolejnych gabinetów, aż w końcu trafiłam na stół z ostrym zapaleniem!Patrzenie na codzienne cierpienie i świadomość,że już nic nie da się zrobić jest okropna..Jakiegoś doła załapałam.Mam nadzieję,że już nie cierpi..

    OdpowiedzUsuń
  4. Masakra... biedna kobieta... ostatnie chwile a nie ma kto jej ze rękę potrzymać ;(

    Na sorze bardzo dlugo schodzi. W październiku moi rodzice po wypadku spędzili tam wiele godzin siedząc! A byli połamani...szkoda slow.

    Dobrze ze ta sąsiadka chociaż na Was mogla liczyć.
    Trzymaj się :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję :*
      Jednak czuję, że się znowu nie uda...

      Usuń
  5. Brak mi słów... Przykra sytuacja:((( Kurde! Jak można kogoś z takim dużym tętniakiem, trzymać na SORZE godzinami? Masakra!

    P.S. Gratuluję sukcesu w pozycjonowaniu strony:))) Szkoda, że nie możesz wychylić kielicha;) Jestem dobrej myśli:) Trzymam kciuki za jutrzejszą betę!!!

    OdpowiedzUsuń
  6. No niestety sąsiadka gdzieś po 4 godzinach zmarła :(((
    Za późno było na pomoc :(
    Do Warszawy by jej nie dowieźli :((
    Syn wczoraj po tym jak ten jego kolega przyszedł go obudzić ogarnął się trochę i pojechał jednak do matki na chwilę.
    Ale krótko po tym jak dotarł zmarła...
    Dziś stał pod sklepem z piwem i się śmiał...
    Ech...

    Na pozycjonowaniu się nie znam hehe
    Dużo piszę może dlatego wskoczyłam na 1 stronę :)))

    Co do ciąży to czuję, że się nie udało :( czuje się jak przed @
    Wiem to....

    Dzięki za kciuki :*
    Ale jednak czuję, że znowu nic z tego...
    Trzeba będzie jutro napić się z żalu...

    OdpowiedzUsuń
  7. Jesteś już po becie? O której wynik?
    Trzymam kciuki, już niejedna czuła się jak przed @,a to była ciąża.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Raczej nie :(((
      Wiem, że testy sikane to złoooo
      Ale nie wytrzymałam i zrobiłam teraz i niestety 1 kreska.
      To chyba nie mam na co liczyć :(
      Nie chce mi się ruszyć tyłka i jechać na tą betę;( i tak wiem co wyjdzie :( nastawiam się na telefon do invimed koło południa jak będzie wynik :( bo napewno pozytywny nie będzie...
      Masakra
      Ubieram się i jadę :( chociaż bez nadziei :(

      Usuń
    2. Sikańce to zło tak wcześnie. W 12-14 dniu, to już bym się martwiła, ale w 9 to tylko beta. Dobrze, że już pojechałaś. Będę zaglądać co godzinę czekając na pozytywny wynik. :)

      Usuń
    3. Masz więcej wiary w to niż ja :)

      Jak się nie uda to co byś zrobiła na moim miejscu?
      Dalej była u Dr R czy zmieniłabyś na tego MK lub na kogo innego?
      Bo już nastawiam się na 3 procedurę...
      Będę miała negatywny wynik to odrazu dzwonie do nich i nie wiem do którego się zapisywać

      Usuń
  8. O której będziesz miała wyniki?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ostatnio miałam chyba po około 2 godzinach.
      Teraz 2 minęły i nadal nie ma.
      Myślę, że do 14 powinny być :( chociaż już wiem, że napewno znowu się nie udało...

      Usuń
  9. Odpowiedzi
    1. Robiłam rano test :( to raczej nie spodziewam się już cudu ;(

      Usuń
  10. Ehhh kto Ci pozwolił test sikany robić? No przecież Ci pisałam poprzednio, że to nic nie warte. Równie dobrze mogłabyś wyczytać odpowiedź z fusów. Czekaj na wyniki bety, tylko to jest miarodajne.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, że testy to zło.... Ale nie mogłam się powstrzymać.
      Za jakieś 10 minut będzie nowy wpis z wynikiem

      Usuń
  11. 14. Gdzie te wyniki? Może to dobry znak.

    OdpowiedzUsuń
  12. Koniec oczekiwania - wynik w nowym poście...
    Dziękuję, że jesteście ♡♡♡

    OdpowiedzUsuń

TOP