poniedziałek, 11 kwietnia 2016

4 dpt po raz piąty...

Łapię doła. Cholera. Wykończy mnie te czekanie. Tak bardzo się boję.
Nie wiem jak poradzę sobie z kolejnym negatywnym wynikiem.
Wczesniej miałam kolejne szanse. Niepowodzenia po transferach odczuwałam, jednak nie był to koniec świata. Były przecież kolejne procedury. A teraz? To ostatnia szansa. Po niej nie ma nic...

Obawiam się, że kolejny nieudany transfer odbije się na mnie strasznie.
Teraz już nie będę miała kolejnej szansy.
To mnie załamie. Nie chcę wpaść w depresję.

Śnił mi się dziś koszmar, że nie udało się. Znowu.
Czy sen się sprawdzi?
To okaże się za tydzień...

Nie mogę nigdzie znaleźć sobie miejsca. Czytam blogi i książki, ale nawet to nie pomaga zająć myśli. 

W środę powinnam dostać dietę na maila, a w piątek przyjdzie też pocztą.
Zacznę robić listę zakupów jedzeniowych, jakieś plany to może mniej będę skupiała się na tym co się ze mną dzieje.

A z objawów to dziś mam tylko minimalny ból brzucha. Najbardziej bolał zaraz po punkcji. Teraz jakby wszystko się wyciszyło. Nie wiem czy to dobrze czy nie.

Tylu dziewczynom teraz się udaje. Chciałabym do nich dołączyć...

Ale czy to możliwe? Dlaczego ten 5 ostatni transfer miałby niby być tym szczęśliwym? Skoro poprzednie 4 się nie udały. Wiem, że są dziewczyny którym udało się właśnie w tym ostatnim podejściu.

Ja mam ciągle pecha. Raczej nie dołączę do tych szczęściar..

Chyba, że faktycznie kluczem do sukcesu okaże się podanie tych 2 zarodków, kroplówka z intralipidu i scratching...

17 komentarzy

  1. Pytasz czemu miałoby się udać? A ja zapytam czemu nie? Tym razem było wszystko inaczej:) I wynik też może być inny :)

    Nie wiemy jak będzie... ale zakładając najgorsze wydłużasz sobie okres stresu dodatkowo. A gdyby tak... odłożyć te zmartwienia, czarne scenariusze na bok i martwić się, jak już będzie o co? Jeśli w ogóle będzie o co? Bo może nie będzie :D A tego stresu, obgryzionych paznokci, podkrążonych z niewyspania oczu nikt Ci nie wróci... Wiem z autopsji, że łatwiej powiedzieć niż zrobić... Kto wie, za chwilę, może i ja wpadnę w wir snucia pechowych scenariuszy. Ale tymczasowo, jestem jeszcze przed tym cholernym dwutygodniowym okresem czekania i próbuję podejść do sprawy zdroworozsądkowo. Ja - Uczuciowa - bez emocji staram się podejść ;) hehe

    Kciuków nie puszczam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeszcze to :)
      https://s-media-cache-ak0.pinimg.com/236x/98/18/a6/9818a6187e7bcb2c25c05074edd853cb.jpg

      Usuń
    2. Jakoś się przejęłam i myślę co by Ci tu jeszcze powiedzieć, jak dodać tej otuchy więcej i... natknęłam się na tekst z Pinkowego bloga. Myślę, że mądre to słowa bardzo, wprawdzie w trochę innym kontekście powiedziane, ale nadal uniwersalne.
      "Przestań zadręczać się złymi myślami i weź do siebie te dobre. Przecież jesteśmy na dobrej drodze.
      Pomyśl sobie, że to się kiedyś skończy. Wyobrażaj sobie, jak będzie wspaniale, kiedy to wszystko się skończy. Nazywamy to nadzieją i boimy się jej mieć, zupełnie niepotrzebnie. Żyjemy czarnymi myślami w obawie przed rozczarowaniem i to nas wprawia w jeszcze gorszy stan. Jeśli złe będzie miało przyjść, to i tak nadejdzie, niezależnie od tego w jakim nastroju będziemy. Nadzieja pozwoli nam w mniejszym stresie przez to wszystko przebrnąć.”
      http://www.pinkthink.pl/2013/08/nocne-rozmowy.html?m=0

      No dobrze, już koniec spamowania na dzisiaj :) Mam nadzieję, że jutro będzie lepszy dzień :)

      Usuń
    3. Jesteś niesamowita :* naprawdę :*
      Ja łapię doła, bo poza sprawami in vitrowymi druga rzecz sprawiła mg ból. Mianowicie zachowanie moich koleżanek z pracy. Bardzo się na nich zawiodłam. Nie wyobrażam sobie w razie niepowodzenia powrotu do nich do pracy...
      Fałszywi ludzie...
      Dlatego jest mi podwójnie ciężko.
      Ale to opiszę w jednym z kolejnych postów.

      Jesteś naprawdę kochana :* tyle pozytywnej energii od Ciebie bije :) tyle ciepła :)
      Pink pięknie to napisała. Jak zawsze trafiając w sedno. Czytam te słowa już któryś raz. Cała prawda w nich widnieje.

      A Ty widzę jesteś dużo silniejsza ode mnie :) Uczuciowa tak jak ja ale i silniejsza :)

      Usuń
    4. Witam,
      ooo "Koleżanki" czytając wcześniejsze wpisy i zmianki o koleżankach byłam pełna podziwu, że wszyscy wszystko wiedzą, że tak Cię wspierają-nawet może "trochę zazdrościłam" , bo ja nigdy nie byłam za tym i nie miałam do kogo. Będzie dobrze dasz sobie radę i nie będziesz musiała tam wracać :) Pozdrawiam Dorota

      Usuń
    5. Zawiodłam się na tych koleżankach niestety. Jak jeszcze chodziłam do pracy to jedna z nich trafiła na oddział z pęcherzykiem żółciowym. 2 razy w pracy będąc wyrywałam się i ją odwiedzałam, Przyprowadzałam do nas na parter.
      A ja jestem na zwolnieniu 3 tygodnie i ani razu nawet smsa od niej nie dostałam.

      Najbardziej zawiodłam się jednak na tej która ze mną do szkoły jeździła przez 2 lata. Stała się przez przebywanie z tamtymi zupełnie inną osobą. Masakra.
      Jest mi cholernie przykro, że tak się stało...


      Czas na zrobienie porządków w znajomych.

      Mam nadzieję, że nie będę musiała wracać do pracy do tych fałszywych Gęb.
      Pozdrawiam Dorotko :*

      Usuń
  2. Kochana nie zalamuj sie, jeszcze nie wszystko stracone. Do bety troche czasu, postaraj sie mowic do maluszkow, poglaskaj brzuszek, powiedz im ze w nie wieszasz. Wiem to glupie i robienie sobie nadziei, ale ja tak robilam.
    Pamietaj, my tu wszystkie jestesmy z Toba i kibicujemy zeby sie udalo!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Głaszczę brzusio:) mam nadzieję, że moje 2 kropki cały czas tam są...
      Czarne myśli niestety są.
      Nie martwiłabym się tak bardzo gdybym miała kolejne podejścia.
      Ale to jest ostatnie.
      Stąd ten mega stres...
      Dziękuję za wsparcie :) bardzo bardzo :) moje kochane dziewczyny :)

      Usuń
  3. Wiem,że łatwo pisać "głowa do góry, będzie dobrze " gorzej jest z realizacją. Chciałabym, aby ten czas szybko Ci minął, był już 18-ty no i tłuściutka beta jak to bywa przy blizniakach ��Jednak wiem,że czas płynie tak wolno i czasami jedna godzina wydaje się całym dniem...
    Tak trudno skupić się na czymkolwiek.
    Pamiętaj w trudnych chwilach, że masz naszą blogowa rodzinkę i jest tyle osób, które Ci dobrze życzą, są z Tobą całym sercem :*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję kochana :*
      Te czekanie jest najgorsze.
      Zazdroszczę wszystkim dziewczynom które spontanicznie zachodzą w ciążę, nie muszą martwić się, analizować, czekać...

      Bez tej mojej blogowej rodzinki nie poradziłabym sobie :))))

      Usuń
  4. Halo!!! Nie załamujemy się! Ja miałam wczoraj doła, ale jakoś się wykaraskałam. Bogu dzięki, ze jest praca, bo bym chyba oszalała. Ja nie czuję NIC. Nic mnie nie boli, kłuje, nawet jeść mi się przestało chcieć. Czuję taką ciszę. To chyba niedobrze. Nic się nie dzieje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To obie wczoraj w takim razie miałyśmy doła :))
      Dziś zaczyna się implantacja...
      Ciekawe...
      Ale ja dziś też nic nie czuję. Aż mnie to martwi tak samo jak Ciebie. Już nie wiem co lepiej wróży ból brzucha czy jego brak.
      Cholera na domiar złego wstałam dziś rano, a na mojej brodzie tworzy się ogromny pryszcz. U mnie jest to zwiastun zbliżającej się @
      Zaczęłam przez to jeszcze bardziej przeżywać...

      Usuń
  5. Wyobrażam sobie,co czujesz,jaka to straszna myśl, że teraz się mogłoby wszystko skończyć. Nam się nie udało wejść do programu bo 15 grudnia mieliśmy zamrozić nasienie.13 .12 bratowa przyszła i powiedziała że jest w ciąży i że nie musiała brać tabletek żeby zaciazyc.Przez 1,5 tygodnia tak się pogorszyly wyniki że nie było sensu mrozenia. Z tego względu nie mieliśmy szans na kwalifikacje. W jednej chwili wszystko zostało przekreślone. Wiemy, że musimy zbierać kasę bo nikt nam nie pożyczy (kredyt hipoteczny mamy )ale wiesz co...jeżeli będzie trzeba to nerke sprzedam, ale zrobię wszystko żeby spełnić swoje marzenia...wszystko przede mną. Jesteśmy młode jeszcze Kasiu, może lekarze nie wszystko zrobili,co by się dało? Mieliście badania genetyczne? Mąż miał robione rozszerzone badanie nasienia z hialuronem?Może nie do końca wszystko zbadali, a może komercyjnie by się udało za pierwszy lub drugim razem? Nie łam się, póki walczysz nie jesteś pokananym.Jeżeli zrezygnujesz i się poddasz,wtedy nie dajesz szans swoim marzeniom. Trzeba próbować wszystkiego? Jak wejdzie program napro to też z tego spróbuję, trzeba wycisnąć co się da z tego chorego państwa. Szczegółowa diagnostyka to podstawa aby dowiedzieć się co nie gra.może to wszystko razem do kupy zaowocuje powodzeniem? ?
    A tak naprawdę to te moje wszystkie rady (pomysły ) nie będą Ci potrzebne.Niedługo już będziesz tylko pisać o mdłosciach i zachciankach a potem o kaszkach i kupkach :)
    Trzymajcie się ciepło :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przykro mi, że nie udało Wam się załapać na program :( zawsze to jakaś szansa :( nawet jak się nie uda...
      A co do tej naprotechnologii to też chętnie spróbuję, ale faktycznie jak będzie refundowane. Teraz nie będę wydawała na to kasy. Ciekawe kiedy to wejdzie?

      Mam nadzieję, że Twoje słowa się sprawdzą :* dziękuję ;*
      I też życzę Ci tego samego :*

      Usuń
  6. Ja juz się przespałam z porażka jakkolwiek dziwie to brzmi hehehe😂Co ma być to będzie,a może będzie dobrze😊Ja juz jestem stara ale Ty masz jeszcze nadzieję.Może zdarzy sie jakiś cud,niespodzianka whatever.Masz to szczęście,że nie znasz morfologii zarodka.Dopiero by czacha dymiła😉Jeszcze nie koniec.Walka trwa!

    OdpowiedzUsuń
  7. Powtórzę się, ale..myśl pozytywnie!! nie doszukuj się żadnych sygnałów,bo one mogą znaczyć wszystko albo nic,poczekaj spokojnie na betę. Ja przed pozytywną betą miałam twarz opryszczoną jak nigdy, więc niech ten pryszcz nie spędza Ci snu z powiek. Nie zdradzę Ci magicznego sposobu jak doczekać do poniedziałku, bo sama go nie miałam, ale na pewno warto mieć nadzieję,dopiero beta może rozwiać Twoje wątpliwości.
    Co do koleżanek w pracy, cóż, ciężki mamy los.U mnie z częstotliwości nieobecności też już zaczęły plotkować że to pewnie IVF. Nic na to nie poradzimy, mi niepłodność dość poważnie zredukowała liczbę przyjaciół, ale takie życie. Niczym się nie przejmuj, dbaj o siebie, zdrowo się odżywiaj,głaszcz i spaceruj z psem (też mam spaniela :) i roztrząsaj czarnych scenariuszy. Trzymam mocno kciuki, Ola

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Twój spaniel też wszystko zjada na spacerach? Ta to jakaś nienormalna jest :) zamiast skupić się na tym co ma zrobić to wyszukuje kości czy innych rzeczy i wcina jak nie zdążę jej wyrwać z pyszczka :)))
      A poza tym to taki kochany pluszak do tulenia :)))
      Dziękuję Ola za wsparcie :)
      Mam nadzieję, że pomoże i za tydzień będę mogła Do Ciebie dołączyć :)

      Usuń

TOP