środa, 20 kwietnia 2016

Mistrzyni planowania wróciła :)

Prawie miesiąc zwolnienia nieźle mnie rozleniwił. Dziś znowu wolne. Cały dzień spędziłam w swoim ukochanym mięciutkim różowym szlafroku.

Chociaż nie. Na chwilę go opuściłam.

Zadzwonił gaziarz, że samochód jest do odbioru. Niby wiązka kabli przy sterowniku od gazu była przerwana. Dziwne. Mechanik nie dotykał się do gazu. Nie mógł więc tego uszkodzić.

Czy było tak naprawdę? Tego się nie dowiem. Niestety. A kasują nieźle. 260 zł za diagnostykę i połączenie kabelka. 

Szlag by to trafił.
Ale nie można we wszystkim bym specjalistą żeby samemu się na tym znać i to zrobić...

No cóż.
Kasa znowu wydana.

Najważniejsze, że samochód działa na gazie. Jestem tym sposobem przygotowana do dojazdów do drugiego szpitala.

Wracam powoli do mojego codziennego życia. Łączenie dwóch szpitali wiąże się z niezłym myśleniem logistycznym i umiejętnościami kombinowania. 

Tego nieźle się nauczyłam przez 5 lat studiów, kiedy to musiałam godzić 2 roboty ze szkołą położoną 300 km dalej i dojazdami do niej nawet 3 razy w miesiącu.
To dopiero był wyczyn :)
Prawie nie miałam dni wolnych :)

Teraz szkoła się skończyła. Do niedawna łączyłam te 2 roboty z ciągłymi wizytami u lekarzy w związku z całym tym in vitro...
Teraz i to się skończyło. 

Zostały mi tylko te 2 roboty do pogodzenia.

Dziś koleżanka wysłała mi grafik na maj, bo dopiero rano kierowniczka go dała. 

Odrazu przystąpiłam do działania.

A maj szykuje się naprawdę intensywny.
Na początek wzięłam urlop od 29 kwietnia do 4 maja. Nie będę w sumie w tym czasie tak do końca odpoczywać. 2 i 4 maj mam zamiar pracować w drugim szpitalu (tam mam zlecenie).

5 i 6 kombinuję załatwić wolne i też wtedy robić w drugim szpitalu. Zależy mi na tym, bo będę w tym czasie u rodziców. 

Jak już pojadę do nich 28 kwietnia to wrócę do siebie 10 maja :)

Od nich mam bliżej do tego drugiego szpitala o 35 km w jedną stronę. 

Poza tym od 7 do 9 maja zamierzamy z moją siostrą i koleżankami jechać na panieński do Gdyni :)

Rok temu gdy koleżanka brała ślub byłyśmy na weekend w Sopocie. Teraz też wybieramy morze :) Tylko czas na inne miasto :)

Do końca nie było wiadomo czy mnie liczyć na wyjazd przez te in vitro. Nie jestem w ciąży, a więc sprawa się wyjaśniła. Nie mam za bardzo ochotę na to. Wolałabym zamknąć się w 4 ścianach i nie ruszać z domu. 

Co się ze mną stało przez tą niepłodność?
Nie poznaję siebie...
Zawsze takie chodzące adhd pełne energii, uśmiechu, pierwsza do głupot. 

A teraz?
Kiedyś skakałbym do góry z radości na samą myśl wyjazdu, picia i tańców. 

Teraz nic mnie nie cieszy...

Mam swój cel. Dziecko.
To w sumie w przyszłości. Przez brak kasy na prywatne in vitro. 

Cel bliższy - schudnąć.
Trzymam się ostro diety. Nawet gotuję. Szok. 

Bo ja ogólnie rzecz biorąc niezbyt dobrze to robię. Nie wychodzi mi poprostu. Nawet jak robię dokładnie według przepisu to i tak wychodzi niedobre. 

A dziś udało się. Zrobiłam sałatkę według przepisu. Żadna wielka mi rzecz. 

Ale to nie to mi się udało. Coś innego.
A mianowicie zupa :) i to ogórkowa :)

Wiem, że to dla niektórych może nie być żaden wyczyn, ale jak dla mnie to naprawdę coś :)))

Moje jedzenie wychodzi zawsze bez smaku. Poza tym zupy kilka razy próbowałam robić. Ostatnio pieczarkową. Jadłam u rodziców i tak mi smakowała, że postanowiłam zrobić jak wrócę do siebie. I co? To była klapa. Kompletna. Zapakowałam ją w słoiki i zawiozłam do rodziców. Tam nawet pies nie chciał jej ruszyć. To o czymś świadczy :))

Ale tym razem wyszła mi superowo :) Smakuje idealnie :) jestem z siebie dumna ;)
Oczywiście i tym razem musiałam zadzwonić do mamy dopytać się jak ją doprawić żeby jej nie zepsuć kolejny raz :))
Teraz jeszcze nieszczęsną pieczarkową będę musiała ogarnąć :)

A więc po wypadzie na panieński biorę się od 10 ostro za robotę na 2 szpitale. Muszę wkońcu zarobić jakoś na te in vitro :)

A od 20 znowu urlop biorę, bo koleżanka ma wesele 21 maja. Mój M. przyjeżdża 20 i wraca dopiero 28. Na cały ten czas wzięłam wolne żebyśmy byli razem. A będę miała akurat dni płodne hehe Może zrobiłoby się tego naszego naturalsika :)

W dzień wesela mamy akurat rocznicę zaręczyn. Pierwszą. Ot taki przypadek.

A od 29 znowu od roboty do roboty.

Zostały mi jeszcze 3 dni do załatwienia w grafiku i będę miała spokojną głowę...

Takim sposobem wracam do mojego życia codziennego. 

Maj będzie bardzo intensywny.

10 komentarzy

  1. Może to i lepiej taki intensywny czas teraz. Zajmiesz myśli pracą i spotkaniami i nie będzie za dużo czasu na rozpamiętywanie:) Ja też czasem nie mam ochoty wychodzić z domu, do ludzi, ale jak już się zmuszę, to najczęściej jestem bardzo zadowolona, mam nadzieję, że i z panieńskim tak będzie:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałaś rację :)
      W sumie to nawet zaczynam się już na niego cieszyć ;)
      Kocham morze :)
      A taki reset dobrze mi zrobi ;)

      Usuń
  2. Uff, ale intensywnie, ile kombinowania.
    Kiedy ślub, skoro to już rocznica zaręczyn?
    Ale by było fajnie, jakby się ten naturalsik trafił.
    A wizyta u profesora gdzie w tym grafiku?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ślub narazie nie :)
      Jeden wzięłam w wieku 20 lat, po roku rozwód. Dlatego nie spieszy mi się znowu :)
      Do profesora zamierzam jechać jeszcze w tym grafiku :) planuje w środę :)

      Usuń
  3. Najwazniejsze mieć cel i zająć tym głowę i ręce. A cel masz piękny. Zarobić kasę na invitro, to dopinguje! Też lubię mieć tak wszystko zaplanowane. O to chodzi! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak :) nie mogłabym żyć bez celów :) a tak konsekwentnie jeden po drugim realizuję :))

      Usuń
  4. Doskonale Cię rozumiem. Ja też przed tym wszystkim byłam duszą towarzystwa a teraz coraz częściej nie mam ochoty na spotkania z ludźmi, szczególnie rodzinne. Mam w swoim otoczeniu dwie takie prawdziwe przyjaciółki, które mnie wspierają i gdy jest mi źle mogę na nie liczyć w 100%.
    Z rodziną dość ograniczyłam kontakty część z nich myśli, że mam wspaniałe życie (mogę się wyspać, nikt mi nie nabrudzi ), część jest dumna z siebie (jacy to oni płodni-wystarczy stanąć pod wiatr;) ) no i część się cieszy, że przez to wszystko zeszłam na boczny tor i przestałam być ulubioną synową.
    Staram się w tym funkcjonować, chociaż jest czasami naprawdę ciężko, jednak mam tę świadomość, że jest więcej osób, które mi dobrze życzą mimo wszystko.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miejmy nadzieję, że wkońcu i na nas przyjdzie czas i doczekamy się dziecka :)

      Usuń
  5. ja pierd... jak ty się w tym grafiku odnajdujesz kobieto! a drugie pytanie z czego ty chcesz schudnąć z kości na ości:P? Fajnie że jest plan, działaj i niech się kasa mnoży i mnoży! Buziaki

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Daję radę ogarniać :) lata praktyki ;) już wszystko dopracowałam :)
      Dużo ważę niestety. Teraz 73, ale w trakcie brania luteiny i encortonu skoczyło mi do 75!
      Tak bardzo puchnę od tych hormonów nieszczęsnych :(
      A Zaczynając przygodę z in vitro ważyłam 67. Więc mam jeszcze 6 kg na plusie od momentu pierwszej stymulacji we wrześniu...
      Mam nadzieję, że dieta pomoże i schudnę i dojdę do mojej wyjściowej wagi którą miałam przed laparoskopią i visanne - 61kg. A najlepiej jakby było jeszcze mniej. Wkońcu mam tylko 161 cm...

      Usuń

TOP