czwartek, 5 maja 2016

Czyżbym jednak nie była taka twarda jak myślałam? - psycholog...

Myślałam, że jestem silna. Taka staram się być "na zewnątrz".
A w środku? Krucha delikatna dziewczyna, którą łatwo zranić.

To co czuję naprawdę wyszło podczas dzisiejszej pierwszej wizyty u Pani psycholog. 

Szukałam wczoraj namiarów. Dzwoniłam w kilka miejsc. Ta akurat znalazła lukę, bo zwolniło się miejsce.

Nigdy nie myślałam, że będę potrzebowała pomocy kogoś innego, a tym bardziej specjalisty.

Byłam pewna, że jakoś się trzymam, że emocje związane z niepowodzeniem w programie opadły.

Jednak nie.

Wyłam przed tą obcą osobą jak bóbr...
A szłam z zamiarem żeby tego nie zrobić.

Poza moim M. i Wami moje kochane tutaj na blogu nie było nikogo innego komu otwarcie mówiłabym o tym co czuję.

Takie spotkanie bardzo mi pomogło. Zapisałam się na 17 maja znowu. 

Kilka spraw udało mi się zrozumieć.
A przede wszystkim to, że sporo przeszłam w ostatnim czasie. 3 stymulacje w ciągu 7 miesiący. 5 transferów. Ta kobietka uświadomiła mi to, że każde z tych 5 niepowodzeń było dla mnie jak żałoba. Musiałam się z tym jakoś pogodzić, swoje wypłakać. Jednak po każdej nie udanej próbie przychodziła kolejna. Tym razem tego nie miałam. To był poprostu koniec. Nie miałam czasu żeby się z tym oswoić. Następnego dnia poszłam odrazu do pracy. Może to i lepiej, bo inaczej wylądowałabym w łóżku na całe dnie...

Największy żal mam do lekarza. Do tego, że zmarnowali moją szansę w programie... 

Pani psycholog powiedziała, że lekarz nie powinien dochodzić taśmowo tylko indywidualnie. Dla każdego poświęcić wystarczająco dużo czasu. Przede wszystkim powinnam mieć do niego zaufanie. Powiedziała też, że na samym początku powinnam zwrócić mu uwagę na temat tych 5 minutowych wizyt i lekceważącego podejścia. Jednak bałam się. Zaczęłam działać dopiero przed 3 stymulacją, kiedy miałam ostatnią możliwość. 

Żałuję, że nie zdecydowałam się na przeniesienie do Białegostoku. Może wtedy byłoby inaczej...
A ta historia zakończyła się happy endem i blog przekształciłby się w parentingowy.

Będziemy pracować teraz nad tym żebym jakoś odzyskała równowagę i chęci do dalszego działania.

Póki co spełniam swoje mniejsze marzenia.
Zapisałam się dziś na kolejny tatuaż. Dopiero na 5 sierpnia to będę miała czas przemyśleć wzór. 

Miałabym termin wcześniej, ale to byłby 20 maj, a 21 wesele. Już przy poprzednim poszłam odrazu na imprezę i nie był to dobry pomysł z tą folią na ręku :))
A trzeba jakoś wyglądać na weselu ;)

Myślę o stopie lub szyi gdzieś z tyłu pod włosami. Na początek takie mniej widoczne miejsca. Chociaż kusi mnie zrobienie pięknej różowej róży pod moim napisem na nadgarstku. Mam dylemat, ale troszkę czasu jeszcze mam to będę intensywnie myśleć.

Spakowałam torby na wyjazd nad morze. To tylko 2 dni, ale nie wiemy jeszcze dokładnie co założymy. Lepiej zabrać więcej rzeczy. Tym bardziej, że jedziemy samochodem.

Zrobiłam porządek w bagażniku to nawet miejsce się pojawiło :)

Cały był pełny części, specyfików do czyszczenia i innych nie potrzebnych na codzień rzeczy. Na 3 razy musiałam nosić to do domu na 3 piętro ;)

Dzisiejszy dzień był bardzo intensywny i pełen wrażeń.
Może przez to wszystko to co teraz piszę brzmi troszkę chaotycznie.

Jutro nowy dzień. Emocje opadną to może dam radę pisać jaśniej :)

3 komentarze

  1. Psycholog to świetny pomysł. Uważam że psycholog powinien być obowiązkowy przy leczeniu niepłodności. Obecnie w klinikach dla pacjentów są
    organizowane darmowe warsztaty czy grupy wsparcia.
    Na bocianie można znaleźć takie informacje. Jeśli chodzi o lekarzy to ja ich nie próbuję naprawiać,zmieniać tylko z nich rezygnuję.
    Raczej mała szansa aby zmienić człowieka dorosłego jeśli tego sam nie chce. Szkoda czasu i nerwów, szczególnie że lekarzy jest dużo
    i można wybierać nawet w obrębie jednej kliniki. A jeśli chodzi o doktora R z Invimedu to ja także miałam 5 minutowe wizyty
    więc nie jesteś wyjątkiem. Zresztą chyba z tego słynie :). Polecam również stronę http://www.4krokidocudu.pl/ która znalazłam na początku
    swojej drogi w leczeniu niepłodności.
    Mnie bardzo pomogła i idę zgodnie z planem wiedząc że na końcu i tak zostanę mamą.

    OdpowiedzUsuń
  2. A według mnie i tak jesteś cholernie silną, twardą kobietą. Wystarczy spojrzeć na liczby, które w poście podajesz - ja tylu różnych stymulacji, leków i wizyt nie zaliczyłam chyba przez cały okres swojego leczenia niepłodności, a u Ciebie wszystko to miało miejsce zaledwie w ciągu 7 miesięcy. Niewiele jest osób, które wyszłyby z czegoś takiego obronną ręką i bez żadnego szwanku na psychice i emocjach. Moim zdaniem bardzo dzielnie się trzymasz - ale dobrze, że nie krępujesz się też wyciągnąć ręki po profesjonalną pomoc, bo taka na pewno nie zaszkodzi i pomoże Ci spojrzeć na pewne kwestie z innej perspektywy. Powodzenia!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak było na wyjeździe? Szykujesz się do histeroskopii?
    Trzymam kciuki za powodzenie zabiegu i szybką poprawę formy, również psychicznej.

    Jeszcze będziesz tu opisywać ciążę, a nie tylko leczenie.

    OdpowiedzUsuń

TOP