sobota, 28 maja 2016

Ostatnia wizyta w Invimed

Tak jak w temacie, ale zacznę od początku.

Mój M. miał dziś lot o 6:30. Już o 4 musieliśmy wstać, a 4:40 wyjechaliśmy. 

Na lotnisku byliśmy 5:30 to mieliśmy  jeszcze 25 minut do zamknięcia bramek.

Smutne te rozstania. Lepiej być razem. 

Przez to wszystko ostatnio zaczęłam poważniej myśleć o przeniesieniu się do niego do Belgii. 

Boję się. Wkońcu to obcy kraj i język.
Wymyśliłam, że napiszę cv i list motywacyjny do szpitala obok miejsca zamieszkania mojego narzeczonego.
Na stronie internetowej znalazłam, że szukają takiego specjalisty jak ja :)
Skoro jest ogłoszenie to coś w tym musi być.
Przetłumaczę zaraz moje cv i im wyślę. 

Barierą jest język. Jednak zapytam czy byłaby możliwość pracy na początek ewentualnie staż czy nawet wolontariat.
Na miejscu w kraju już bym była z ukochanym, a w taki sposób najlepiej obyłabym się z językiem, a miałabym możliwość już obserwować pracę w szpitalu. 

Dobre warunki oferują. Nawet opiekę dla dzieci jak się ma. To mogłoby się przydać później jak wreszcie się uda :)

Umowę oferują na czas nieokreślony na pełen etat.

Nie nastawiam się na to, że by mnie przyjęli. Jednak moim plusem jest to, że potrzeba specjalistów w moim zawodzie zagranicą.

Nie zaszkodzi spróbować zapytać.

Odwiozłam mojego M. i była dalej wczesna godzina.

Chciałam odebrać dokumentację o którą prosiłam w invimed. 

Drogi miałam pół godziny, a czasu do otwarcia kliniki 2. Nie wiedziałam co z sobą robić. Zatrzymałam się po drodze na kawę i kanapkę na BP. 

Czas troszkę zleciał to ruszyłam dalej. Dojechałam za wcześnie pod klinikę, bo już o 7. 

Nie byłoby w tym problemu, bo nie raz czekałam na otwarcie do 7:30, ale zachciało mi się siku.
I super. 

Podjechałam na Orlen na rogu, a tam nie mieli łazienki. Taka miniaturka stacji. 

Wpisałam w yanosik inny Orlen i ledwo co dojechałam do niego :)

Troszkę czasu mi to zajęło, a więc gdy wróciłam była już 7:45 i było otwarte.
Odebrałam papiery i zapłaciłam za nie 105 zł. Przy rejestracji kilka razy mignął mi doktor R. Miałam ochotę podejść i powiedzieć co o nim myślę. Ledwo powstrzymałam się.

Większość dokumentacji powtarza się z tą którą miałam, ale mam też tam nowe kartki dotyczące hodowli zarodków, osobne kartki z punkcji, czy z badań nasienia.
Przyda się.

Nie mogłam powstrzymać się i zrobiłam ostatnie pożegnalne zdjęcie w łazience. 
Pa pa invimed.

Do siebie wróciłam po 9. Wzięłam gaz żeby mieć już na poniedziałek gdy będę jechać do pracy do drugiego szpitala. 

Podjechałam też odrazu do biedronki zrobić małe zakupy. 

M. pojechał to mogę wziąć się znowu za odchudzanie. Przy nim się nie da. Co innego byłoby gdybyśmy byli razem na codzień. Jednak teraz ja na zwolnieniu, On na tydzień. No i tyle było dnia dziecka. Dosłownie.

Teraz łatwiej będzie mi znowu wziąć się za dietę. Nie pomaga ona zbytnio na spadek kg. Szczególnie teraz gdy znowu biorę leki... Jednak samopoczucie mam wtedy zdecydowanie lepsze.

Dziś rowerek stacjonarny i ćwiczenia z ciężarkami. Dobrze już się czuję po histeroskopii. Minęło troszkę czasu i mogę już ćwiczyć.

Niektóre kobiety po ciąży tracą ciało.

U mnie wystarczyło 5 in vitro żebym miała podobny efekt. I to bez prezentu na koniec w postaci dzidzi, który wynagrodzi te wszystkie cierpienia i sprawi, że wysiłek ten nie będzie na marne.

Jakby mało było, że jutro wracam do roboty to okazało się wczoraj, że moje koleżanki z pracy, które wyjaśniły niby sobie wszystko ze mną znowu mnie zawiodły.

Wracamy z moim M. od znajomych przed 22. Dostałam smsa od koleżanki. Nie wiedziałam o tym wtedy jeszcze, bo padł mi telefon :)

Podłączyłam go w domu i stało się coś co zepsuło mi humor. 

Inna koleżanka z pracy napisała do mnie pytanie czy widziałam na fb zdjęcie które wstawiła jedna z tych właśnie koleżanek i podpis. Odpisałam jej,  że nie i z ciekawości włączyłam fb. Na tym zdjęciu dziewczyny z pracy. Te które mnie odsunąły od siebie. Te z którymi wszystko sobie wyjaśniłam. One 4 na zdjęciu na działce u jednej z nich. Z podpisem - z moimi prawdziwymi przyjaciółkami. 

Jakbym w twarz dostała. Na co były więc wyjaśnienia i rozmowy skoro nawet mnie nie zaprosiły. Później bezczelnie mówią, że wcale mnie od siebie nie odsuwają...

Powinnam od takich ludzi trzymać się jak najdalej. Jednak nie da się. Pracujemy razem. Jutro akurat będę z jedną z nich na zmianie. 

Mam gdzieś takie fałszywe osoby, ale jest mi zwyczajnie w świecie przykro. 

Tak jak napisała mi koleżanka, która zobaczyła to zdjęcie i napisała mi o tym - nie dość, że mam swoje problemy to one jeszcze mi dokładają. 

I nie tylko ona tak twierdzi, ale jeszcze inne osoby z pracy. Gadają o tym. Jak nie gadać skoro trzymaliśmy się razem, a teraz poszłam w odstawkę. 

Powinnam mieć wyjebane na nie, ale nie potrafię. Nie jestem kimś po kim to spływa... Jestem zbyt wrażliwa...

Jak ja jutro dam radę pracować z kimś takim?

Serce mnie boli. Jak można odstawić tak kogoś kto potrzebuje właśnie tego wsparcia?

Nie wyobrażam sobie tego żebym ja tak traktowała koleżankę, która ma problemy z ciążą, ze zdrowiem.

Dlaczego to wszystko się zmieniło?
Byłam niewygodna przez te moje ograniczenia związane z in vitro?

Mam tyle pytań. Jednak nie dam im drugiej szansy. Zawiodłam się po raz kolejny. 

Wystarczyło zapytać czy nie chcę iść z nimi na grila. Widocznie nie chciały mojego towarzystwa skoro tego nie zrobiły.

Dobra koniec tych żali. Rowerek czeka na mój wielki tyłek. Poza tym chcę zrobić porządek w moim ogromnym segregatorze z dokumentacją. 

Miłego weekendu kochane :*

Ps. Ile jeszcze czeka mnie złego, żebym wreszcie mogła cieszyć się dobrem? 
Szczególnie tym od innych ludzi...

15 komentarzy

  1. Myślę,ze pomysł z praca w Belgii jest bardzo dobry!Spróbuj,nic nie tracisz,a możesz wiele zyskać.Nowe fajne koleżanki,faceta blisko siebie,lepsza szefową😉Ta rozlaka działa na Ciebie niekorzystnie.Moze tam uda sie podjąć leczenie.A pseudo koleżankami sie nie przejmuj,nic na siłę!Lepiej miec jedna sprawdzoną i prawdziwa,niż kilka fałszywych i podłych.Przemyśl sprawę z Belgią..Powodzenia!!!!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Myślę cały czas bardzo intensywnie nad wyjazdem :))))

      Usuń
  2. Wiem, że łatwo to powiedzieć, ale nie martw się tymi babiszonami. Widocznie nie zasługują na Twoją przyjaźń i nie ma sensu zawracać sobie tym wszystkim głowy. Z moimi dawnymi pseudo-przyjaciółkami miałam bardzo podobne doświadczenia - i z perspektywy czasu uważam, że lepiej poznać się na człowieku odpowiednio wcześnie, niż całymi latami żyć w nieświadomości.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Masz rację :) chyba muszę się z tym pogodzić. Nie ma co zadawać się z takimi osobami :)))

      Usuń
  3. Dlaczego Ci zależy na takich babach?
    Pomysł żeby złożyć cv w Belgii- super. Rozumiem, ze po angielsku jesteś sprawna? Może więcej nie trzeba?! No i będziesz ze swoim lubym. Razem to już inna bajka...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Angielski i niemiecki raczej tak podstawowo.
      Tyle co w szkole uczyli.
      W sumie na studiach teraz też miałam angielski jednak to nie to samo co porozumiewać się w tym języku...

      Musimy poważnie zastanowić się co robić z tą Belgią. Ciężka sprawa...

      Usuń
  4. Paradise, a to wredne koleżanki. Trzymaj się od nich z daleka, przynajmniej emocjonalnie, skoro fizycznie się nie da, bo razem pracujecie. Ale doskonale Cię rozumiem. Ja też jestem wrażliwcem, który wszystko przeżywa i analizuje setki razy, nawet jakieś głupie, nic nieznaczące sytuacje sprzed lat. Ale walczę z tym:) Te koleżanki po prostu nie zasługują na przyjaźń takiej osoby jak Ty.

    Świetny pomysł z tą Belgią. Nic nie tracisz, języka zawsze można się nauczyć. Ja nie wyobrażam sobie rozłąki z M. Jest dla mnie niesamowitym wsparciem. Myślę, że Tobie też bardzo by pomogła obecność narzeczonego.
    Ślicznie wyglądasz na zdjęciu:)

    Mam nadzieje, że jazda na rowerku i ćwiczenia dały Ci zastrzyk endorfin i odgoniły smutki. Uściski.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Takie zmęczenie przydałoby mi się codziennie :)
      Jednak wróciłam do pracy i gdy wracam po 21 to poprostu padam.
      Kolano mmnie boli jak cholera (5 lat temu miałam rekonstrukcję więzadła kryzysowego przedniego). Dużo się nachodzę i odczuwam. Ostatnio coraz bardziej...

      Fajnie mieć faceta przy boku :) myślimy cały czas nad wyjazdem razem. Ale też nad kupnem domu tutaj...
      Ja dużo nie zarobię pracując dalej tu gdzie pracuję, ale narzeczony zarobi lepiej i damy radę jakoś i tu w kraju.
      Sami już nie wiemy co robić.
      Poważna sprawa.

      Powinnam mieć na te koleżanki wyjebane. Ale nie potrafię. Przykro mi poprostu...
      Muszę się ztym pogodzić jakoś...

      A z tym ślicznie to przesadzasz :))))

      Usuń
  5. Jakie kochane, jakie kochane. Męska część czytelników także występuje ;)
    Co do postu - języka ponoć zawsze można się nauczyć. Trzeba walczyć o swoje i nie poddawać się. Bycie razem to ważna kwestia i wsparcia i po prostu - życia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku Łukasz przepraszam :) tak mi się napisało z automatu ;) następnym razem się poprawię i nie zapomnę o męskiej części czytelników :) dobrze, że zauważyłeś :)

      Masz rację. Ciężko być osobno.
      Mamy dylemat czy chcemy zamieszkać zagranicą oboje czy traktować ten wyjazd jako coś tymczasowego.
      Są dwie opcje. Albo jeszcze rok będziemy tak osobno się męczyć, a później kupimy dom w Polsce, albo wyjeżdżamy oboje na stałe. Cały czas myślimy i wahamy się.

      Wczesniej trzymała mnie tu szkoła. Musiałam obronić mgr.
      No i in vitro. Chciałam skorzystać z programu.
      Teraz juz nic mnie nie trzyma.
      Jednak to poważna decyzja.

      Jeśli wyjedziemy i zrezygnuje z pracy tutaj to w razie powrotu nie będę miała już pracy...

      Usuń
    2. Myślę, że to kwestia miejsca, gdzie chcielibyście zamieszkać. Ja na początku znajomości z Żoną wyjechałem na 2 mc do stanów. Nigdy więcej. Fakt, że byłem bez Niej był męczący, a do tego miejsce, które nie sprzyjało. Język - wtedy jeszcze nie znałem angielskiego dobrze był drugorzędną sprawą. Ważne, że się dogadywałem w sklepie :)

      Teraz sporo się zmieniło. Polska to Polska - każdy narzeka. Za granicą jedne kwestie będą na plus inne nie. Nie ma chyba miejsca, gdzie wszystko będzie pasowało. Zróbcie listę +/- życia w Polsce i za granicą i policzcie średnią :) Statystyka to najlepsze narzędzie do tego, chociaż ponoć jest prawda, gówno prawda i statystyka :)

      Usuń
  6. Kochana nie martw się u mnie w pracy siedzę sama jak palec a koleżanki siedzą wspólnie i piją sobie kawkę.. oprócz tego dowiedziałam się,że moja mama ma raka szyjki macicy ;/ u mnie też się wali cały czas i jakoś nie widać końca tych problemów ;(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jejku Karolinka :( jeszcze kolejne zmartwienie Ci doszło :( brak słów :((((

      Usuń
  7. Crazy-cat-lady31 maja 2016 21:11

    Wyjazd to dobra opcja. Ja wyjezdzajac do Anglii 10 lat temu mialam podstawy tego jezyka. Z poczatku bylo ciezko, ale z czasem osluchalam sie i opanowalam jezyk :) Trzeba sie tylko przelamac i mowic po angielsku, nawet z bledami ale mowic :)
    Teraz nie wyobrazam sobie powrotu do Polski i zaczynania wszystkiego od nowa, a zwlaszcza mieszkania z rodzicami (czy to moimi, czy meza) na sam poczatek.
    "Kolezankami" sie nie przejmuj. Utrzymuj tylko sluzbowe kontakty i tyle. Same przyjda, pewnie jak beda czegos potrzebowac, a wtedy Ty sie mozesz na nie wypiac tak jak one to zrobily.
    Powodzenia w podejmowaniu decyzji o wyjezdzie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Ja nie chciałabym wyjechać na stałe/dłużej. Co własny kraj, to własny, zwłaszcza przy ostatniej atmosferze w Europie.
    Ale my jesteśmy razem i całkiem nam tu dobrze.

    OdpowiedzUsuń

TOP