środa, 1 czerwca 2016

Ból

Zaczęło się niewinnie w niedzielę.

Poszłam do pracy na popołudnie.
Zauważyłam, że za często chodzę do łazienki. Olałam to.

W poniedziałek na 6 miałam do drugiego szpitala. Jakoś dojechałam bez problemów, jednak w pracy znowu cały czas latałam siku. Staram się pić więcej, ale bez przesady. Przed wyjściem z roboty poszłam do łazienki. Wytrzymałam może 30 km i musiałam zatrzymać się na stacji benzynowej. Masakra jakaś. Kolejne 70 km ledwo co dojechałam. Wpadłam do domu znowu siku. I dopiero mogłam ruszyć do drugiej roboty. I się zaczęło. Co 20 minut bieganie do łazienki. Poza tym ból brzucha - pewnie pęcherza i pieczenie przy sikaniu. 

Super poprostu. Myślałam, że mi przejdzie. Niestety nie. Wczoraj tak samo męczyłam się. 

Dziś poszłam wkońcu do apteki po furagin. Zanim zacznie działać troszkę czasu minie. Porażka poprostu. 

Od dziś miałam na rano. Chciałam po pracy poćwiczyć, jeździć na rowerku. Nie da się. Leżę i ledwo żyję.

Jutro znowu na rano do roboty.
W trakcie wyrwę się na chwilę do dietetyczki. Zobaczymy co wymyśli.

Jak pęcherz nie przestanie mnie męczyć to pewnie jakiś antybiotyk będzie konieczny. Cholera. Dopiero co niedawno skończyłam brać jeden przepisany przez profesora. Ech.

I tak w piątek idę do poz po skierowanie do okulisty. Ciekawe jaki mi wyznaczą termin jak będę chciała się zapisać hehe

Muszę iść na kontrolę, bo wzrok cały czas mi się pogarsza. 

2 lata temu okulistka przy badaniu profilaktycznym zauważyła u mnie jakby początki jaskry. Wysłała mnie na badanie pola widzenia. Wyszło w miarę ok. Chociaż tak naprawdę dopiero w jego połowie zatrybiłam co mam robić :) 

Mam iść do poradni okulistycznej w innym miejscu. Tam mają lepszy sprzęt do wykrywania jaskry. 

Obym jej nie miała. Babcia miała, a więc mam obciążenie jakby nie było. Tak samo jak ta nieszczęsna tarczyca. Też po tej samej babci :)

Jakby mało było problemów z pęcherzem w dniu dzisiejszym to chyba znowu coś dzieje się z samochodem. Trzęsie się. Tak miał jak miał coś nie tak z cewkami. Przy poprzedniej naprawie tylko podmienili je miejscami. Mogliśmy je wymienić wtedy na nowe i nie byłoby problemu przez 2 lata. 

Jak wiadomo świece i cewki w samochodzie to podstawa. No i kable o ile samochód takie ma. Mój nie. Ale ma za to 8 cewek, a każda z nich troszkę kosztuje. 

Trudno. Tym razem wolę wymienić i mieć spokój. 

A więc w niedzielę jadę do rodziców i wieczorem zostawiam samochód u mechanika. 

W poniedziałek i wtorek pracuję w drugim szpitalu (tym w którym pracuje też moja siostra i koleżanka, która ostatnio brała ślub) to mam nadzieję, że z którąś z nich do roboty dam radę się zabrać. 

Póki co nie mamy tam jeszcze grafiku na następny tydzień. Dawno takiego cyrku nie było. Ciężko przez to cokolwiek zaplanować. Nawet taką głupią naprawę samochodu.

Leżę dalej i walczę z tym pęcherzem. Rano trzeba wstać do roboty.

Ps. Zapomniałam dopisać, że koleżanka z którą byłam w niedzielę też ma zapalenie pęcherza od 2 dni. Tylko ona od wczoraj zaczęła brać furagin.
Ps.2. W aptece Pani farmaceutka mówiła, że ostatnio była z synem u lekarza i jej się pytał czy dużo pacjentów  kupuje teraz leki na zapalenie pęcherza, bo do niego też dużo osób przychodzi z tym problemem.
Ps.3. Na grupie na fb dziewczyny dziś też pisały o zapaleniu pęcherza.

A więc to musi być jakaś bakteria.
Dziwnym trafem ledwo wróciłam do pracy w niedzielę i obie z koleżanką jesteśmy chore. Wkońcu to szpital, a miałyśmy nawet obie kontakt z ciężkim pacjentem z sepsą i różnymi zakażeniami. Nie zdziwiłabym się gdyby jakaś bakteria grasowała w szpitalu.
Ja jak zwykle wszystko łapię przy tej mojej osłabionej przez hashimoto odporności...
Porażka. 

3 komentarze

  1. Da się tak pogodzić prace w dwóch miejscach z życiem codziennym? Pracujesz na dwa pełne etaty? Jesteś naprawdę silna, skoro dajesz sobie z tym wszystkim radę. Pozdrawiam : )

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W pierwszym szpitalu mam etat.
      W drugim mam zlecenie. Kiedyś brałam tam więcej godzin. Teraz max 60.

      Od kiedy zaczęło się te in vitro we wrześniu praktycznie co miesiąc przynajmniej 2 tygodnie byłam na zwolnieniu...

      Teraz powoli prostuje swoje zdrowie.

      Najchętniej to bym z domu nie wychodziła. Tak te in vitro mnie dobiło...
      Ale trzeba było wrócić do roboty..
      Również pozdrawiam :)

      Usuń
  2. Skoro w jednym szpitalu masz etat a w drugim zlecenie, jak sama piszesz, max 60 godzin, to kiedy Ty kobieto śpisz???

    OdpowiedzUsuń

TOP