poniedziałek, 27 czerwca 2016

Powroty

Powroty są trudne. Szczególnie kiedy czas spędzony był miło. Mimo kiepskiej pogody.

W sobotę upał był niesamowity jak dojechaliśmy nad morze. Musiało to się źle skończyć.

Wieczorem, gdy już zeszliśmy z plaży, poszliśmy na pole namiotowe ogarnąć się.

Mieliśmy w planach iść do lunaparku. A co. Troszkę rozrywki w tym życiu potrzeba.

Zrobiłam się na pin up i wyglądałam nawet znośnie hehe

Kupiliśmy po drodze kolorowe wódki i wodę smakową.

Zrobiliśmy sobie spacerek plażą. Tylko wyszliśmy jedynym wyjściem za wcześnie. To troszkę nas zmyliło. 

Po procentach było nam wesoło, więc nic nam nie przeszkadzało. Nawet to, że pomyliliśmy drogi hehe

Ja byłam w Krynicy już 4 raz. Reszta mojej ekipy nie zliczoną ilość razy.
Nie ma to jak zgubić się w znanych rejonach hehe brawo my :)

Fajnie było tak iść jak dzieciaki i pić po kryjomu alkohol na postojach :)

Wkońcu dotarliśmy do lunaparku. Z naszej 6 osobowej ekipy tylko jedna koleżanka nie odważyła się na karuzelę.

Mnie po % dopadła mega odwaga i pierwsza leciałam :)

Ale do czasu. Zdjęliśmy japonki żeby nam nie spadły w trakcie zabawy i byliśmy gotowi. Na początku było fajnie. Karuzela lekko na boki się kołysała. A później była masakra. Myślałam, że umrę. Jako jedyna darłam się bez opamiętania. Moja siostra i koleżanka siedziały obok przerażone nie mogąc nawet wydobyć głosu. A ja krzyczałam - ,,zdejmijcie mnie stąd", ,,ja już nie chcę", ,,zaraz zawału dostanę", ,,nie chcę tak umierać" :)


Tak wyglądała nasza karuzela. Mniej więcej. Na stronie lunaparku z Krynicy nie ma jej zdjęcia, ale była podobna.

A tak wyglądały moje miny. 

Były dużo gorsze, widać to i słychać na filmiku :)

Teraz mnie to bawi. Jednak wtedy nie było mi do śmiechu. Nawet cała poalkoholowa odwaga mi minęła w tej jednej chwili.

Koleżanka nagrywała nasz lot. Tylko mnie było słychać. Chłopacy śmiali się ze mnie, a siostra i druga koleżanka nie odzywały się w szoku.

Po tej traumatycznej przygodzie ruszyliśmy w poszukiwaniu czegoś do jedzenia. 

Pamiętałam kebab sprzed 4 lat. Poszliśmy tam, ale było zamknięte. Myślałam, że mnie uduszą za ten mój pomysł.

Wkońcu cofnęliśmy się i zamówiliśmy w innym miejscu. Długo czekało się na te żarcie, ale siedziałyśmy na murku za przystankiem, piłyśmy kolorowe wódki i było nam wesoło. 

Ledwo zdążyliśmy zjeść, a dopadła nas mega ulewa, burza.

Super. Mój pierwszy wyjazd pod namiot i takie akcje.

Schowaliśmy się na przystanku.
Kombinowaliśmy co zrobić, bo wcale nie przestawało padać.

Chłopacy zapytali czy nas zabiorą meleksem na pole namiotowe. Chcieli zawieźć nas tylko do Orlenu, ale to nam się nie uśmiechało. Dalej daleko stamtąd do naszego noclegu. Później zapytali taksówkarza, ale ten mówił, że ma kurs.
Cholera.

Poszłam jeszcze raz ja zapytać. Ten z meleksu powiedział mi to samo, że może nas wziąć tylko do Orlenu. Żebym zapytała taksówkarza czy by nas nie zabrał.
Poszłam. Powiedział mi to samo co chłopakom, że ma kurs. Nie dałam się zbyć.
,,Jak ma Pan kurs jak Pan stoi i czeka?".
On na to, że czeka na potwierdzenie.
Powiedziałam, że w takim razie w miedzy czasie zabierze nas Pan tylko na pole namiotowe, to blisko itd. Moje skiełczenie zazwyczaj się sprawdza. Na policję działa, na taksówkarza też podziałało.
Zabrał nas :) Byliśmy uratowani :)

Wróciliśmy na pole namiotowe. Nasze ręczniki i stroje kąpielowe, które suszyły się koło namiotu były całe mokre. Deszcz dalej lał. Poszłam tylko do łazienki i padłam w namiocie. Nie przebrałam się, nawet soczewek nie wyjęłam :) Rano ledwo mogłam przez to otworzyć oczy hehe
Prawdziwy survival :)

Namiot to nie moje klimaty.
Zimna woda, robale, brak łazienki blisko łóżka.

Ja to muszę mieć łazienkę w pokoju, ciepłą  wodę, lusterko.

Śmiesznie było po %. Na trzeźwo raczej nie zniosłabym takich warunków :)

Rano w niedzielę wstałam to marzyłam o prysznicu. Nie był zbyt przyjemny w zimnej wodzie, ale lepsze to niż nic.

Ruszyliśmy na obiad. Okropne to było i drogie. Ryba, w której było więcej panierki chrupiącej niż ryby, frytki i surówki. Wszystko bez smaku.
W oczekiwaniu na żarcie :)
Ale trudno. Na  kaca coś trzeba było zjeść.
Poszliśmy na plażę. Nie było zbyt ciepło, a później to zaczęło tak wiać, że nie dało się wytrzymać. Porobiliśmy zdjęcia na pamiątkę i ruszyliśmy znowu jeść.

Z siostrą - młodszą 2 lata, ale wyższą i chudszą :)



Tym razem kebab, którego tak pragnęłam dzień wcześniej, ale był zamknięty.

Był mega pyszny. Taki jak pamiętam sprzed 4 lat. Z baraniną. Rewelacja.
Minus - bardzo długi czas oczekiwania. Miało być 25 minut. Poszliśmy w tym czasie na spacer. Wróciliśmy dalej nie było. Dalej czekaliśmy. Łącznie chyba ponad dobrą godzinę.

Znowu myślałam, że mnie zabiją. Za karę ostatnia dostałam żarcie :)

Pogoda robiła się coraz gorsza to stwierdziliśmy, że czas wracać.

Po drodze wstąpiłyśmy jeszcze do Mc Donalds na lody i kawę i w drogę.

250 km to nie jest dużo.
Jednak powrót w mega ulewę nawet jak dla mnie jest męczący.

Jak wróciliśmy nie miałam już siły nic pisać. Szybkie wypakowanie rzeczy, zrobienie jedzenia do pracy na rano i spać.

Dziś byłam w robocie cały dzień.
Powrót do rzeczywistości na pełnych obrotach.

Jutro na 6. Będzie ciężko. 

Brak komentarzy

Prześlij komentarz

TOP