czwartek, 1 grudnia 2016

Czy ja kiedykolwiek założę jeszcze szpilki?

Po tym co wczoraj usłyszałam dosłownie wbiło mnie w krzesło. 

Martwiłam się, że dostanę zwolnienie tylko do 20 grudnia i w święta będę musiała pracować. Takie miałam koszmary ☺

Sytuacja jednak jest dużo bardziej skomplikowana niż bym się spodziewała. 

Zacznę od początku. 

W szpitalu byłam już o 8:20. Bałam się, że będzie kolejka do rejestracji.
Nie było, a więc pod gabinetem byłam już 10 minut później.

Lekarz powinien przyjmować od 9. Przyszedł 9:30. 

Ja miałam numerek 10. Czekało mnie długie oczekiwanie. Ale nastawiłam się na to.

Dopiero o 12:30 weszłam do gabinetu. Dostałam skierowanie na kontrolne rtg i na zdjęcie półgipsu.

Poszłam najpierw do gipsowni. Tam poszło w miarę szybko. Przy okazji spotkałam znajomego ratownika medycznego. Wysłali ich po pacjenta taki kawał drogi żeby przywieźć go do szpitala. Ponad 200 km. W szoku byłam, bo myślałam, że jeżdżą tak bardziej bliżej swoich okolic.
Fajnie było spotkać kogoś znajomego. Poczekał ze mną pod gipsownią, a później na zdjęcie.

Po zdjęciu gipsu miałam okropne uczucie i dalej takie mam. Nie da rady stanąć na tej nodze. Kiepska sprawa. 

Ciężko było mi się przemieszczać...
Wróciłam do gabinetu, a tu niestety przykre wieść. Mam 6 tygodni chodzić dalej o dwóch kulach i nie obciążać nogi. Nie zrosło się. Cholera. Jak zawsze pech. 
Jedyne co mogę robić to starać się lekko palce przyciągać do siebie i drugie to moczyć nogę w misce i machać sobie nią ile się da. Takie kąpiele wodne. Nic poza tym. 

Zwolnienie mam do 8 lutego.
Wizyta teraz 11 stycznia i wtedy okaże się czy będzie dłużej czy nie. Jeśli będzie ok to tego 8 lutego będzie wizyta na zakończenie leczenia. 

Poszłam jeszcze na dół odebrać zwolnienie lekarskie, pogadałam znowu z znajomym ratownikiem i o 14 wyszłam ze szpitala.

Założyłam emu, odśnieżyłam samochód i mogłam ruszyć w drogę.

Przeżyłam chwilę grozy. W pewnym momencie zapaliły mi się 3 kontrolki i przestał działać pedał gazu. Zatrzymałam się i wyłączałam samochód. Po włączeniu pedał działał, jednak kontrolki dalej się świeciły, a samochod nie radził się.

No poprostu super. Gaz naprawiłam, teraz kolejny problem.

Znowu się zatrzymałam i na dłużej wyłączałam samochód.
W między czasie stwierdziłam, że użyję pudru, bo coś się świecę. Otworzyłam i na ślepo odrazu przyłożyłam do twarzy. Patrzę w lusterko i przerażenie mnie ogarnęło. Miałam puder w kawałkach na policzkach!
Spojrzałam na pudełko i wszystko stało się jasne. W torebce musiał się zbić i pokruszyć. Całe spodnie i torebkę miałam w pudrze. Mokrymi chusteczkami próbowałam doprowadzić się do porządku. Jakoś w miarę to się udało.

Po 5 minutach włączyłam samochód i było wszystko ok.

Przyjechałam do mnie do miasta. Weszłam do domu wziąć najpierw awiza ze skrzynki i pojechałam na pocztę.

Troszkę mnie nie było i uzbierało się 15 przesyłek z aliexpress ☺
Swoją drogą kocham te chińskie głupoty, ale to temat na osobny post.

Wracam z poczty, wsiadam do samochodu, a tu znowu kontrolki się świecą. I znowu coś odwaliłam. Wsiadając do samochodu nie zapięłam i wysypała mi się zawartość torebki pomiędzy fotele. Jak zawsze coś.

Pojechałam do elektryka samochodowego. Podpiął pod komputer i już było wszystko jasne. Pokazało błąd przepustnicy i błąd czujnika pod pedałem gazu.

Zawiozłam zwolnienie do szpitala. Chwilę pogadałam z dziewczynami i pojechałam po gaz i do biedronki po jakieś jedzenie.

Byłam wyczerpana po całym dniu i poszłam po 21 spać.

Dziś zrobiłam rano rzęsy i przyjechałam spowrotem do rodziców. Skoro mam nie stawać na nodze to cały czas jestem zdana na pomoc. Póki mój M. nie przyjedzie to muszę u nich siedzieć.

Dziś jest wszystko ok i nic się nie dzieje z samochodem.
Wczoraj było mokro, padał śnieg. Może pogoda też ma wpływ na to, że elektryka wariuje.

Sama już nie wiem. 
Cały czas pech. Jak nie noga to samochód. 

8 komentarzy

  1. No wlasnie, zawsze cos. Oby wiecej komplikacji z noga juz nie bylo.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aż boję się kolejnej wizyty 🤕

      Usuń
  2. Ech, chyba bym się zdziwiła, gdybyś napisała, że wszystko już w porządku. Mówili dlaczego się nie zrosła po takim czasie? Jeszcze ześrubowana? To niepokojące.
    Mnie się zrosła bez problemu - ale bolała jeszcze parę tygodni, a nie tylko szpilek, ale jakichkolwiek butów z podniesioną trochę piętą, czyli obciążających śródstopie nie mogłam z pół roku nosić.

    To masz zwolnienie prawie jak ciążowe.
    Kiedy Twój M. przyjeżdża? Na święta będzie?

    I co on tam robi, że nie da się tego robić w Polsce?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No rozchodzi się kość poniżej tej płytki... hmm
      Cholera. Wychodzi na to, że mam słabe kości i nie chce się zrastać... jedna z lekarek z którymi pracuje powiedziała o ostatnio, że to może być od tych wszystkich hormonów itd

      Mój M przyjedzie gdzieś koło 20 grudnia. Ze 3 tygodnie będzie napewno 😀

      Zagranicą lepiej zarabia. Ale jeszcze może rok i wróci na stałe 😀

      Usuń
  3. Kasiu, a wit D bierzesz? Jakieś preparaty z wapniiem? Haszi nie miesza w gospodarce wapnia?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Biorę D3 😀myślę, że to wszystko przez hormony

      Usuń
  4. Zmartwiła mnie ta Twoja noga. Mam nadzieję, że jednak na następnej wizycie okaże się, że kości ładnie się zrosły. Dbaj o siebie, odżywiaj się dobrze i broń Boże żadnych restrykcyjnych diet.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki 😀z tymi dietami to muszę coś zadziałać wkońcu noga ma teraz za ciężko :( oby na następnej wizycie było już dobrze :(

      Usuń

TOP