czwartek, 12 stycznia 2017

Po kontroli

Sytuacja wygląda następująco...

Ale najpierw zacznę od tego co działo się wcześniej.

We wtorek pojechałam do moich dziewczyn zrobić rtg.
Bałam się, że znowu pojadę do Otwocka i będę czekać 5 godzin, to chociaż to chciałam mieć już gotowe.

Na zdjęciu noga nie wyglądała najlepiej.
Po kontroli którą miałam miesiąc temu 2 kość śródstopia rozchodziła się poniżej zespolenia. Dlatego też miałam dalej przez kolejne 6 tygodni chodzić o 2 kulach.

Na zdjęciu z wtorku widać, że rozchodzi się 3 kość. Załamałam się totalnie.
Bo jak to może być. 3 miesiące chodzę o 2 kulach, a tu znowu nie ma zrostu?

Więc moi doktorzy zlecili mi CT.
Tu już wyszło ok. 
Odetchnęłam z ulgą. 

Zabrałam płytki i pojechałam jeszcze na zakupy. Ciężko było mi się zabrać do domu, ale jakoś dałam radę.

Następnego dnia w środę wstałam po 6. Miałam w planach wyjechać o 7, ale dopiero 7:40 wyszłam z domu. 

W 2 godziny i 20 minut i byłam na miejscu.
Troszkę się zeszło przez korki w Łomiankach i przed tunelem. Normalka rano w stolicy.

Ale nie spieszyło mi się. Miałam 14 numerek, a biorąc pod uwagę, że ostatnio miałam 10 i weszłam do gabinetu przed 13, to nie zakładałam, że tym razem będzie inaczej.

Zarejestrowałam się i poszłam na górę i tu szok. Ludzi mało. Okazało się, że dużo osób się nie zgłosiło i o 10 wszedł właśnie już 17 numerek. Szok. Ale była jeszcze pani z 9 i 12. One też przyszły później tak jak ja. Lekarz przyjmuje wkońcu od 9.

Udało mi się wejść do gabinetu już 10:20.
Powiem Wam, że nieźle się wkurwiłam.
Wcale mnie nie słuchał, lekceważył co mówię i ignorował. 

Zobaczył zdjęcie i stwierdził, że zrosło się.
Co z tego jak nie mogę założyć innego buta niż emu?
To chyba nie jest dobrze?
Pytałam o to.

Kazał mi chodzić w sztywnych butach typu glany hehe i chodaki po domu i w pracy.
Powiedział, że nie można na miękkim, bo noga nie jest stabilna.

No super. Ja wszystko rozumiem.
Ale ja od 3 miesiący normalnego kozaka nie mogę wcisnąć. Ciśnie mnie ta noga i boli. To jak mam chodzić w sztywnych butach?
Jak chodzę np boso po domu to boli jak cholera. Dlatego zakładam miękkie kapcie które zabezpieczają mi stopę i dzięki temu nie boli. 
A ten każe mi drewno zakładać.

Wytyczne mam teraz takie, że kolejny miesiąc mam chodzić o kuli. Tym razem o jednej. A za miesiąc koniec leczenia!

Pytam, ale jak to?
Mam miesiąc chodzić o kuli. 8 lutego wizyta i co 9 nagle mam iść już do pracy odrzucając tak z dnia na dzień kule?
Przecież muszę nauczyć się chodzić bez niej. 

W domu do łazienki czy do kuchni przemieszczam się bez kul. Ale chodzę na pięcie i bardziej się przesuwam niż chodzę.
Jak próbuje chodzić to kuleje jak Paloma kuternoga z tej meksykańskiej telenoweli.
A ten zakłada, że za miesiąc będzie ok i mogę wracać do roboty. 

Zaznaczam do roboty w której całe 8 godzin jestem na nogach!

Pytam o rehabilitację, a ten zdziwiony, że już dawno powinnam chodzić i że powinnam dostać skierowanie przy wypisie ze szpitala. Nie dostałam ani wtedy, ani na żadnej wcześniejszej wizycie, mimo, że na każdej o to prosiłam.
No kurwa mać.

30 listopada na kontroli kazał chodzić dalej o 2 kulach i nie było mowy o żadnej rehabilitacji, bo noga się nie zrastała. Miałam tylko palce zginać i prostować.
Mam ograniczoną ruchomość w stopie i nawet minimalnej wyższej podeszwy nie idzie założyć, bo noga poprostu nie zgina się...

Z wielką łaską wypisał mi skierowanie na 10 zabiegów.
Stwierdził, że po tej rehabilitacji będę w stanie wrócić do pracy i nie przedłuży mi już zwolnienia!
No szok poprostu. 

Tym bardziej, że wie, że kolano w drugiej nodze jest w tragicznym stanie, a praca jest ciężka.

Nie to żebym nie chciała wracać do roboty. Lubię to co robię. Brakuje mi pracy.
Jednak chciałabym wrócić kiedy będę na siłach, a nie mam wracać i ma mnie boleć i mam kuleć.

Aha na moje słowa, że boli mnie ta noga usłyszałam, że mam brać paracetamol.
Super poprostu. Jak mnie mega boli to nawet ketonal nie pomaga.

Powiedział, że tak czy inaczej nie przedłuży mi zwolnienia, bo jego zdaniem noga się zrosła. A więc nic liczy się faktyczny stan pacjenta, tylko to co jest na zdjęciu. No szok poprostu.

Jak ktoś ma wymioty, grypę, zapalenie krtani czy inną chorobę to nie problemu ze zwolnieniem, bo to oczywiste, że w takim stanie nie da się pracować.

Ale jak ktoś chodzić nie może, kuleje, ma mega ból to już nie jest powód do zwolnienia?
W głowie mi się to nie mieści.

Powiedział, że mogę zawsze zmienić lekarza.

Wyszłam z gabinetu przerażona. Jak ja mam w miesiąc dojść do takiego stanu, żeby móc pracować na pełnych obrotach?

Nie wiedziałam co robić. Czy szukać prywatnie jakiegoś lekarza który zainteresuje się problemem.

Wkońcu napisałam do rejestracji prośbę o zmianę lekarza na tego mojego znajomego.
Termin był na 14 lutego, ale z uwagi na to, że kończy mi się zwolnienie zapisały mnie na 7.

Zadzwoniłam do tego doktora jeszcze i powiedziałam mu jak jego kolega mnie potraktował.

Powiedział żebym się nie przejmowała i on mi pomoże. Zajmie się też kolanem. Póki nie dojdę do siebie ze stopą nie mam co marzyć o operacji kolana. To wkońcu druga noga. Ale możemy zadziałać przeciwbólowo i podać kwas hialuronowy lub komórki macierzyste. Być może to zlikwiduje ból i będę w stanie jakoś wytrzymać i odłożyć w czasie operację.

Przypominam - stan mojego kolana jest tragiczny. Mam zniszczenia chrząstki stawowej 3 stopnia. 
Padło nawet słowo endoproteza.

28 lat a takie problemy ze zdrowiem. Głupio mi i nie chce tak żyć. 

A niestety cały czas dochodzi coś nowego.

O 10:40 wyszłam już ze szpitala. Pojechałam najpierw do tego drugiego szpitala w którym pracuję dodatkowo na zlecenie. Pracuje tam też moja siostra. Musiałam odebrać od niej pismo z ZUS.

Powiedziałam chwilę z koleżankami, pogadałam i wróciłam do mnie do miasta i tam prosto do mojego szpitala numer 1.

Odebrałam cześć wyników krwi, które robiłam tydzień temu. 

Przeciwciała antykardiolipinowe wyszły ok. Tak samo układ krzepnięcia i antytrombina. Jednak morfologia nie do końca jest prawidłowa.

Mam większy poziom EO, czyli eozynofili. Norma według internetu to do 4 procent.
Na moim wyniku niby do 7.
Ale ja mam 13,5%.
0,88 G/l przy normie do 0,7.
Lekko obniżone mam RBC, HCT i HDW.
Co może sugerować lekką anemię.

Troszkę zmartwił mnie poziom tych EO.
Podwyższony poziom może wskazywać na eozynofilię, a tą najczęściej wywołują choroby alergiczne i pasożytnicze, ale też choroby krwi, czy choroby autoimmunologiczne.

Może to jest związane z Hashimoto, a może jest to kolejne nie odkryte schorzenie?
No zobaczymy. 

Wizytę u hematologa mam 7 lutego popołudniu, czyli jak wrócę z Otwocka. Tam też będą pozostałe wyniki badań, bo tych co poszły do Warszawy do laboratorium nie mogą mi wydać, tylko w poradni. Chyba tylko antykoagulant tocznia został.
No cóż. Poczekam.
Tak czy inaczej coś jest na rzeczy.

Zapisałam się na rehabilitację. 18 rano zaczynam, a później po 12 komisja w ZUS.

Zostałam w szpitalu do 20 z koleżanką i uczyłam się pilnie na stanowisku o które ubiegam się od 7 lat. Nie raz już o tym wspominałam, że kierowniczka nie chce mnie tam dopuścić. Teraz być może nie będzie miała wyjścia, bo będzie większe zapotrzebowania. 

A poza tym jest tam dużo spokojniej i jak na moje problemy z nogami zdecydowanie lepiej dla mnie.

Nie liczę na cud oczywiście, że mnie tam wpuści po powrocie ze zwolnienia.
Ale warto spróbować.

Do domu wróciłam mega zmęczona i padłam poprostu. Nie miałam siły żeby cokolwiek napisać.

Dziś znowu wstałam rano, bo na 8 musiałam zawieźć samochód do mechanika. Ma wymienić sondy lambda.
Troszkę im się miało zejść to wzięłam taksówkę i wróciłam do domu.

W tym czasie mogłam wreszcie coś napisać.

Po 17 dostałam telefon, że mogę odebrać samochód.
A więc ta sama ścieżka. Taksówka i do warsztatu.

Odebrałam samochód i pojechałam najpierw na pocztę, a później do apteki. Musiałam kupić gazy metrowe na rehabilitację i szklaną butelkę, bo zapomniałam wziąć Naltreksonu od rodziców z lodówki, a tabletkę trzeba rozpuścić i przechowywać w ciemnej szklanej butelce w lodówce.
Nie w każdej aptece mają takie butelki. W jednej już byłam i nie mieli.

Pomalowałam właśnie włosy i wreszcie mogę odetchnąć.

Samochód prawie zrobiony. Prawie, bo jedna sonda, którą miałam przyszła uszkodzona. Czekam teraz aż przyjdzie druga i wtedy podjadę znowu to wymienią. To już ma być chwila.

Skończyłam czytać kolejną książkę, więc niedługo pojawi się recenzja. A fajna była naprawdę.

Sorki za błędy, ale chciałam wszystko podsumować i może wyszło troszkę chaotycznie. 
Całuję 😘

14 komentarzy

  1. Współczuję...Jak sobie wyobrażam siebie w takiej sytuacji z nogą - to nic tylko leżeć i kwiczeć...Mam nadzieję, że poprawa nastąpi szybciej, niż się to wszystkim lekarzom wydaje !

    OdpowiedzUsuń
  2. Trafiłaś na okropnego lekarza, który siedzi tam za karę chyba; ) dobrze że zmieniłaś go, wierzę, że jednak dostaniesz dalsze zwolnienie, bo również nie widzę Cię w tym stanie w pracy.
    Ściskam mocno!😙

    OdpowiedzUsuń
  3. Bardzo współczuję tej stopy. Rożnica pomiędzy zwykłym prześwietleniem ,a CT jest szokująca. Trzeba jednak pamiętać,że to bardzo silna i radioaktywna maszyna, której powinno się unikać jak tylko można...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hehe te maszyny znam jak własną kieszeń ;))))

      Usuń
  4. Tak się zastanawiam czy ten lekarz przypadkiem nie pracował w angielskiej służbie zdrowia, bo tutaj to na wszystko dają paracetamol. Jak tak można? Szok! Dobrze, że miałaś możliwość zmiany lekarza.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. heeh zmiana wyszła mi na dobre ;)

      Usuń
  5. Dobrze, że zmieniłaś lekarza. Mam nadzieję, że dostaniesz dalsze zwolnienie, bo takie funkcjonowanie jest po prostu męczące - a co dopiero praca, gdzie jesteś 8 godzin na nogach. Co do złamania, to gdy miałam pekniętą kość w stopie to ortopeda zalecił mi moczenie stopy w wodzie z dodatkiem wody bocheńskiej + profilowane obuwie Scholl.
    Trzymam kciuki, aby wszystko dobrze się ułożyło.

    OdpowiedzUsuń
  6. Trafilas na jakiegoś konowala- niestety w dzisiejszych czasach wielu jest takich " pseudo" lekarzy, którzy nie widza lub raczej nie chcą widzieć medycznego problemu - sama tez miałam styczność z kilkoma takimi; najgorsze w tym wszystkim jest to, że jak się idzie do nich, to mowia- nic sie nie dzieje, człowiek zdrowy, a po pewnym czasie gdy choriba nas dopadnie całkowicie, wtedy dra się i jeszcze z pretensjami- czemu Pani przyszła tak pozno- czemu dopiero teraz, czemu Pani z tym zwlekala? No normalnie szlag by mógł człowieka trafic... A u Ciebie chodzi o nogi- stopę, kolano, czyli cos co potrzebne jest do chodzenia i co musi być sprawne...trzymam kciuki, by wszystko szło w dobrym kierunku i zeby ten inny lekarz mogl Ci na prawdę pomoc..

    OdpowiedzUsuń
  7. Aż mnie zmroziło, jak przeczytałam, że się nie zrosło, ale na szczęście okazał się to fałszywy alarm. Ten lekarz to jakiś totalny buc. Po prostu ręce opadają. Bardzo współczuję Ci tej sytuacji z nogą, ale jesteś dzielna i świetnie sobie radzisz. Obyś jak najszybciej wróciła do formy i już nie trafiała na takich lekarzy.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. oj tak ;) nie chcę już niczego złamać ;)

      Usuń

TOP