sobota, 4 marca 2017

Szkolne perypetie

Wczoraj spotkała mnie kolejna przygoda.
Tym razem w szkole.

Przyjechałam wcześniej na zajęcia. Uzupełniłam resztę dokumentów w kadrach i porozmawiałam z dyrektorką.

Było troszkę wcześniej, ale uczniowie skończyli wf i już byli woli to mogliśmy zacząć zajęcia przed czasem.

Wchodzę do klasy, a tam nie ma projektora ani laptopa hehe super ;)

Zapytałam kobietki od wf w której sali może być. Wzięłam klucz i poszłam tam. Niby wszystko ok, ale projektor wisiał na suficie hehe

Szukałam pilota, ale nie mogłam znaleźć. W końcu weszłam na krzesło i go włączyłam.

Niby działało, ale pojawiła tu kolejna przeszkoda. Moje prezentacje są w open office, a w tym komputerze był ten program Word power Point. No i super.

To co chciałam im pokazać nie otwierało się. Musiałam włączyć inną prezentację, która po prostu działała...

Pokrzyżowało mi to plany, bo miałam zacząć kończynę górną, którą mam idealnie dopracowaną.

Musiałam puścić klatkę piersiową i takim sposobem dziś muszę ogarnąć wszystkie prezentacje w tym temacie, a troszkę tego jest.

Szok hehe takie sytuacje tylko mnie spotykają ;)

W dodatku na drodze jak skręcałam do szkoły to nagle inny samochód na mnie zaczął jechać z przeciwka.  
hehe masakra jakaś ;)

Szkoła mimo wszystko nie jest aż taka przerażająca jak mój pierwszy dzień w nowej pracy.

W czwartek byłam pierwszy raz. Jak na złość cały czas coś mi się zawieszało, a to powodowało we mnie jeszcze większy stres. Jakby mało było mi tego, że to mój pierwszy dzień. Sekretarka i pielęgniarka jeszcze bardziej podsycały te nerwy, co chwilę wchodząc i pytając ile jeszcze albo, że mamy opóźnienie. Chciałam stamtąd uciec.

No rzesz kurwa mać. Jeśli są jakieś problemy techniczny czy pacjent się rusza to niestety będzie dłużej. Godzina opóźnienia to nie jest tragedia.

Ja jakoś czekam zawsze w Otwocku grzecznie tyle ile trzeba. Ostatnio przecież  byłam tam o 8 rano, a wyszłam o 13. Biorąc pod uwagę, że lekarz przyszedł po 9, a weszłam do gabinetu dopiero po 12:30 to czekałam minimum 3 godziny, a w samej placówce spędziłam 5 godzin.

Jadę gdziekolwiek do lekarza to liczę się z opóźnieniem. Jeden pacjent wejdzie na chwilę, inny na dłużej, a to lekarz musi wyjść na oddział, bo go wzywają. Dlatego jestem bardzo wyrozumiała do takich sytuacji.

Na szczęście trafili mi się fajni pacjenci, którzy nie mieli pretensji ;)
Gdyby każdy człowiek taki był to świat byłby lepszy.

Popołudniu pielęgniarka i sekretarka poszły sobie i zostałam tylko z koordynatorką. Od tego momentu miałam ciszę i spokój. Mogłam skupić się na badaniach. Nie było nerwowej atmosfery. Nikt mnie nie poganiał.

Tak powinno być zawsze. Od razu lepiej mi się pracowało i nie denerwowałam się.
Mówię Wam, nie da się skupić i pracować jak ktoś co chwilę wchodzi i przeszkadza. Szczególnie w nowej pracy kiedy i tak jest się zestresowanym.

Teraz będę tam we wtorek. Zobaczymy jak będzie tym razem. Boję się jak cholera.

6 komentarzy

  1. Zawsze lepiej przyjść wczesniej i wszystko sprawdzić😉Jak miałam egzamin na mianowanego, miałam.prezentacje na kilku nośnika w razie W.Złośliwość rzeczy martwych.Dasz radę!Początki zawsze sa trudne.Przynajmniej teraz wiesz czego możesz się spodziewać😉Pierwsze koty za płoty!!!Powodzenia!✊

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Oj tak ;) Dzięki ;) Teraz już się nie stresuję aż tak bardzo ;)

      Usuń
  2. Sama pracowalam jako medyczna sekretarka I wierz mi to nie "nam" sie pali, a pacjentom. I obojetnie czy to placowka prywatna , czy publiczna kazdy chce wejsc I wyjsc. Takie przeswietlenia sa stresujace,a kazde opoznienie jeszcze je poteguje. Rozumiem jednak Ciebie doskonale,bo jak do Nas dolaczyla nowa radiograf to pomimo, iz pracuje na tej samej maszynie w innym szpitalu to I tak miala spore opoznienie. Wyrobisz sie wkrotce na pewno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pacjentów o dziwo póki co mam tam spokojnych. Każdy rozumie specyfikę badania. Jeśli pacjent się rusza to niestety trzeba powtórzyć sekwencję, to wydłuża czas badania i powoduje opóźnienia. Dużo zależy od pacjenta. jeśli współpracuje to połowa sukcesu ;)

      Usuń
  3. Ale się u Ciebie dzieje, nie nadążam. Ale widzę, że nabierasz wiatru w żagle. Będzie coraz lepiej. A z projektorem to normalka. Sama to przeżyłam, jak miałam zajęcia ze studentami w trakcie doktoranckich. Potem zawsze sprawdzałam wszystko przed zajęciami, żeby nie musieć za bardzo improwizować.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pierwsze koty za płoty ;) teraz już sytuacje mam pod kontrolą ;)))

      Usuń

TOP