piątek, 23 listopada 2018

Powrót?

Trochę mnie nie było. Nawet więcej niż tylko trochę. Przepadłam.
Odradzam się powoli. Powstaje jak feniks z popiołu

Potrzeba mi było czasu.
Nie czułam się dobrze w miejscu które sama stworzyłam. Miejscu które było dla mnie tak ważne.

Zaczęłam czuć, że to już nie mój świat, że nie pasuję do Was.

Nie staram się już o ciążę. Zmieniło się wszystko kompletnie.
Co miałabym zatem robić na blogu in vitrowym

Wiadomości od Was podtrzymywały mnie na duchu. Dały się żeby jakoś przetrwać ten trudny czas.

Przepraszam, że nie odpisywałam. To naprawdę był ciężki okres dla mnie.

Chciałam zatracić się w pracy. Odciąć od tego wszystkiego co było dla mnie tak ważne.

Czas zacząć walczyć o swoje zdrowie i życie.

Podjęłam w zeszłym roku wiele istotnych decyzji, które dużo zmieniły w moim życiu.

Pierwsza to rozstanie. Kto czytał uważnie bloga wie, że byłam w tym całym in vitro tak naprawdę sama. Brak wsparcia był obecny nie tylko w tej kwestii... Nie chcę wchodzić w szczegóły, ale to plus brak zaufania do mnie były głównymi przyczynami zakończenia tego związku.

Nie była to łatwa decyzja. Robiłam do niej kilka podejść. Pierwsze było w sylwestra rok temu. A później przez pół roku do  czerwca praktycznie co miesiąc. Były dawane szanse, obietnice poprawy, które do niczego nie prowadziły.

Wkońcu w czerwcu musiałam podjąć ostateczną decyzję. Ten związek był bez przyszłości. Niszczył mnie psychicznie. Ciągnął na dno. Nie chciałam dłużej tak żyć.

Koleżanka przeprowadziła się do Warszawy, a tym samym zostawiła po sobie mieszkanie. Miałam gdzie się przenieść, żeby nie wiedział, gdzie mieszkam.

Była akcja przeprowadzka. Przyjechała moja siostra, przyjaciółki i ich mężowie. Z 4 piętra przeprowadzka do innego bloku znowu na 4 piętro.

Czułam się bezpieczniej wiedząc, że były nie wie gdzie mieszkam.

W sierpniu 2017 pojechaliśmy całą naszą 8 osobową ekipą na Zakynthos. Potrzeba mi było tego odpoczynku.
Przez cały ten czas od rozstania czyli od czerwca do listopada 2017 mój były nie dawał za wygraną. Pisał i dzwonił. Musiałam zablokować jego numery. Naprzemienne wyznawania miłości, a później groźby, że zniszczy mi życie...

Tak naprawdę dalej mu nie przeszło i nadal pisze...

Byłam zastraszana przez człowieka z którym spędziłam 4 lata. Przerażające jest to jak można z taką nienawiścią podchodzić do kogoś kogo niby się kocha.
Wysyłał kwiaty do pracy, perfumy do domu rodziców...
Czułam się osaczona...

Czy ja naprawdę mam tendencję do trafiania na psycholi?

Zaczynam martwić się, że nigdy nie trafię na normalnego faceta...

Ale aktualne przemyślenia zostawię na później.
Teraz dalej do rzeczy.

Kolejna sprawa. Atmosfera w pracy w szpitalu była nie do zniesienia. Kierowniczka coraz bardziej się mnie czepiała. Zaczęłam ją nagrywać. Miałam dość pracy w tym miejscu.

Chciałam zrezygnować z pracy, jednak dyrektorka przekonała mnie żebym zmniejszyła liczbę godzin.
Tak więc zrobiłam.

Złożyłam podanie o skrócenie czasu pracy. Nie dość, że atmosfera była kiepska, to jeszcze moje kolano nie dawało rady pracy w takim obozie pracy.

Dostałam zgodę na zmianę na 3/4 etatu, mimo, że prosiłam o połowę. Rozmowa z dyrekcji nic nie zmieniła. Pogodziłam się więc z myślą o tym 3/4 etatu od listopada. Zawsze trochę mniej godzin w tym kołchozie.

Jednak w listopadzie stało się coś innego.
Ta wredna kierowniczka zaczęła robić takie akcje, że nie wytrzymałam.

Poszłam do dyrekcji złożyłam wypowiedzenie bez okresu wypowiedzenia. Powiedziałam, że powodem jest mobing, ale nie chcę robić problemów i sobie i szpitalowi, więc moim  jedynym marzeniem jest stąd odejść.
Mina dyrektorki była bezcenna.
Tak samo kierowniczki jak powiedziałam, że mam dowody na nią.

Bez problemu dostałam więc rozwiązanie umowy za porozumieniem stron. Mimo, że podanie złożyłam po 20 października, to od listopada byłam już wolna od tego miejsca.

Spędziłam w tym szpitalu ponad 8 lat. Dokładnie 8 lat i 2 i pół miesiąca. Dlatego było mi ciężko odejść po tylu latach. Mimo, że zarabiałam tam gorzej niż ludzie na kasie w biedronce. 1500 zł do ręki plus dodatki za noce koło 200 zł. Super poprostu. Po 5 latach ciężkich studiów na uniwersytecie medycznym. Tak kochane. Tak właśnie zarabia się w szpitalu na etatach. Przynajmniej w moim zawodzie.

Co więc mnie tam trzymało? Etat. Bałam się przejścia na samozatrudnienie. Często chodziłam na zwolnienia lekarskie. A to in vitro, a to kolano, czy stopa. Cały czas coś. Mimo kiepskich zarobków czułam się bezpiecznie, bo nie było nigdy problemów z powrotem po zwolnieniach. Mogłam chorować do woli bez ograniczeń.

Jednak rozstanie, a później coraz większy mobing spowodowały kolejną ważną decyzję w minionym roku, a mianowicie przeprowadzkę spowrotem do mojego rodzinnego miasta. Po 10 latach mieszkania poza domem wróciłam.

Przyjaciele trochę narzekali gdy po 2 miesiącach od przeprowadzki znowu trzeba było mi pomagać znosić rzeczy z 4 piętra do samochodu.

Z większością poradziłam sobie sama. Cały miesiąc powoli coś wywoziłam. Później przyjechałam z siostrą i przyjaciółkami i zabrałyśmy resztę rzeczy.

Oddałam klucze i tak skończyła się moja wieloletnia przygoda w tym mieście.
Czas zacząć nowy rozdział życia.

Od listopada 2017,  zamieszkałam więc z moją siostrą w domu po dziadku 5 km od miasta.
A jeszcze niedawno śmiałam się jak tata robił tam remont na górze.
Robili to dla siebie, żeby mieć gdzie spać jak przyjeżdżają na noc na wieś.
A jak wyszło?
Mam górę dla siebie. Na dole jest moja siostra z mężem.

Źle się czułam w nowym miejscu. Wkońcu tyle lat mieszkałam sama. Ewentualnie z chłopakiem.

Żebym czuła się bardziej komfortowo kupiłam piękne nowe białe meble. Wielka szafa, komoda, szafka na książki, biurko i szafka pod tv.

Urządziłam się i jest lepiej. Powoli przyzwyczajam się do nowego miejsca.
Chociaż brakuje mi prywatności. Kuchnia i łazienka są na dole.

W listopadzie skończyłam 30 lat. Przeraża mnie to trochę. Tyle lat, a jak nie mam gdzie się podziać. Brak faceta i jakichkolwiek perspektyw na poznanie kogoś normalnego. Nie wspominając o dzieciach.

Tzn no jest ktoś, ale ciężko nazwać to związkiem... Trafił mi się oporny facet. Jak ja to określam - bezuczuciowy głaz. Nie chce razem zamieszkać, widujemy się 2-3 razy w tygodniu, nocuje u niego. Dla mnie to nowość. Zawsze po góra miesiącu mieszkałam razem z facetem i jest mi ciężko. Chcę mieć do kogo wracać po pracy, razem zasypiać i budzić się..
Póki co to 4,5 miesiąca. Może coś się zmieni jeszcze, a jak nie to chyba odpuszczę.
Ja potrzebuję związku i faceta codziennie... Nadal chce mieć rodzinę i nie chce bawić się w spotykanie...

Plusy?
Od listopada zeszłego roku żyję w miarę jak człowiek. Mam wolne noce, święta, weekendy (ewentualnie 2 soboty pracujące).
Biorę się za endometriozę.
Po in vitro cykle wydłużyły mi się do 26 dni, a teraz znowu 23 dni, a nawet 21. Jest źle. Boli jak cholera.

Zapisałam się do poradni leczenia endometriozy na początek lutego. Termin w sumie byłby już na za tydzień, ale pracuję.
Wizyta ta mnie rozczarowała. Doktor kazała mi brać aulin i ewentualnie mogła przepisać antykoncepcję...

Prosiłam o możliwość ponownej laparoskopii ze względu na potworny ból.
Jednak doktor stwierdziła, że nie ma takiej potrzeby...

Niby poradnia endometriozy... A pomocy zero.
Odpuściłam więc i dalej żyję na ketonalu...

Teraz umówiłam się do drugiej poradni endometriozy. Może tam mi pomogą...

Mam coraz większe problemy i obawiam się, że ogniska zajęły mi jelita i pęcherz...

Przypominam mam obecność ognisk endometriozy na otrzewnej zatoki douglasa, otrzewnej zachyłka pęcherzowo-macicznego i na więzadłach krzyżowo-macicznych.

Jak byłam w Łodzi na dniach endometriozy lekarz powiedział mi, że to najgorszy typ endometriozy, bo głęboko naciekający...

Co jeszcze u mnie słychać?
W kwietniu zrealizowałam swoje marzenie i kupiłam motocykl. Co prawda tylko 250 ninja, ale zawsze coś

Padło mi też wtedy moje Audi. Skrzynia
Musiałam wziąć więc skodę w leasing..
A moja ukochana zabawka czeka w garażu na naprawę.

Staram się jak najwięcej pracować, żeby nie myśleć o problemach ze zdrowiem. Czasami jest  bardzo ciężko. Kolano i brzuch dają o sobie znać... ketonal stanowi podstawowe wyposażenie mojej torebki..

Najbardziej brakuje mi miłości, bliskości. Chcę kogoś dla kogo będę najważniejsza, kto będzie mnie wspierał, z kim zamieszkam i będziemy iść razem przez życie, założymy rodzinę i znowu będę starała się zajść w ciążę...
Przede wszystkim chcę czuć się kochana... 

8 komentarzy

  1. Kasiu, jak cieszę się, że się odezwałaś. Tak bardzo mi Ciebie brakowało. Żeby po prostu wiedzieć co słychać a nie tylko w niepłodnościowym temacie. Rozumiem też że potrzebowałaś oddechu.Kilka razy pisałam bez odpowiedzi ale cieszę że juz jesteś i mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej :))

    OdpowiedzUsuń
  2. To prawdziwy black friday, że trafiłam na twój powrót. Dobrze, że się dziada pozbylaś. Z innymi sprawami też powolutku się ułoży. Myślę, że te zmiany tylko na dobre i z czasem będziemy tu czytać o ich innych pozytywnych skutkach. Trzymam kciuki!!

    OdpowiedzUsuń
  3. Jak świetnie ze wróciłaś!! My tu jesteśmy zawsze dla Ciebie ❤️ Zmiany, zmiany... często bolesne ale może i niezbędne żeby przejść na lepszą drogę czego tobie kochana z całego serca życzę!! 💋🌷

    OdpowiedzUsuń
  4. Czesc Kasiu, ciesze sie ze wrocilas. Trafilam na Twojego bloga kiedy sama mialam problem z niepłodnościa. Dzis mam 9 miesiecznego synka i staramy sie kolejne malenstwo polki co jeszcze naturalnie. Moze po porodzie cos sie naprawilo. Tez mam endometrioze 😕 Wierze ze los wkoncu usmiechnie sie do Ciebie i znajdziesz cydownego ojca dla swoich dzieci😊

    OdpowiedzUsuń
  5. Kasiu... Co za powrót !!! Fajnie że napisałaś. Trzymam kciuki za fajnego faceta a reszta się ułoży. Nie dziw się facetowi że po 4 m. nie jest entuzjastą pomysłu zamieszkania razem.. To jest szybko..ja wiem w wieku 30 lat ma się inne priorytety niż spotkania w kawiarni ale.. Poczekaj, daj mu szansę się otworzyć :-)

    OdpowiedzUsuń
  6. Witaj Kasia. Jestem tylko cichą podczytywaczą ;) ale bardzo sie ciesze, ze jesteś.
    Ja sama sobie tłumaczę, że na wszystko przyjdzie czas. Mam swoje górki i dolki. Sporo tych dołków. Wkurzają mnie ;)
    Ale jak nie my to kto?
    Powodzenia na nowej drodze. W nowym związku. Będę zaglądać i kibicować <3

    OdpowiedzUsuń
  7. Dobrze że wróciłaś na bloga. Widzę spore zmiany ale też brak właściwych konkluzji. Rozumiem że związek i rodzina mogą być celem życia ale nie można dążyć do tego z desperacją. Przede wszystkim warto sobie uświadomić że jesteś doskonałą całością która potrafi się też spełniać samodzielnie. W dzisiejszych czasach 30stka to młodość a nie powód do martwienia się. Teraz czas zająć się zdrowiem, które jest bardzo zależne od stanu psychiki i emocji. Polecam medytacje oraz jakieś ćwiczenia relaksacyjne. Oczyszczenie organizmu, dietę, postaraj się też poczuć dobrze sama ze sobą.Gdy zrobisz porządek w sobie a nie tylko na zewnątrz przybędzie też właściwy partner. Jednakże zamieszkanie z kimś po miesiącu czy kilku nie jest dobrą opcją w żadnym wieku. Warto dać sobie czas na poznanie, rozmowy, wspólne wyjazdy,chociaż nie jest to też gwarancją udanego związku na przyszłość to jednak daje jakieś rozeznanie. No i koniecznie odrzuć te negatywne kody mentalne typu "jestem pechowa", "spotykam psycholi" itp zamień je na pozytywną i afirmującą mowę wewnętrzną. Powodzenia, pozdrawiam serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Kasia, jak się cieszę, że jesteś. Będę Ci kibicować tak, jak robiłam to wcześniej. Mam nadzieję, że Twoja karta się odwróci i znajdziesz szczęście. A może warto chwilę pobyć samemu? Pamiętaj, to Ty jesteś najważniejsza i nie definiuje Cię żaden facet. To Ty, Kasia, masz się liczyć najbardziej. Fajnie, że o siebie zadbałaś, że rzuciłaś pracę. Oby tak dalej. I pisz, co u Ciebie. Powodzenia kochana.

    OdpowiedzUsuń

TOP